Sekciarze
MUCHA NIE SIADA, cotygodniowy felieton Tomasza Muchy
Jednym z bardziej popularnych seriali na platformach streamingowych w naszym kraju jest „Niebo” z popularnym aktorem Tomaszem Kotem. Ten serial został oparty na prawdziwej historii młodego mężczyzny wciągniętego w sektę religijną, w której – zamiast doznać duchowego odrodzenia – zderza się z systemem przemocy i manipulacji. Zamiast do nieba, trafił do piekła. Oceny oglądających są różne; ja nie oglądałem, nie wiem, nie wypowiem się, ale sekciarstwo stało się głośne ostatnimi dniami także w naszym sporcie – manipulacja i przemoc, ta oralna zwłaszcza, mają się świetnie.
I mnie opadła chmara sekciarzy starających się mnie przekonać, że reprezentująca kajakarstwo górskie Klaudia Zwolińska wygrała z uprawiającą tenis Igą Świątek w plebiscycie na sportowca ubiegłego roku w Polsce. No jasne, że wygrała! Sam widziałem – tak przecież ogłosili i pokazali w telewizorze, a jak ogłaszają coś w telewizorze, to musi być prawda.
Przyjąłem do wiadomości wyniki. Oddałem cesarzowi, co cesarskie. Podkreśliłem, że pani Klaudia to sportsmenka znakomita w swoim fachu – także już przecież medalistka olimpijska. Na dodatek urocza, bezpośrednia i rozgarnięta dziewczyna z Nowego Sącza. Teraz jeszcze podbijam – bo wrażliwa, swoje bezcenne medale oddaje na aukcje charytatywne. Należą jej się wszystkie pochwały, uznanie, pieniądze. Wygląda na to, że w sportach olimpijskich wyrosła nam po prostu wspaniała persona.
Ale dałem do zrozumienia, że trudno mi uwierzyć, iż w narodzie sportsmenka uprawiająca tak niszowy sport przebija popularnością – bo jak inaczej nazwać głosowanie za pomocą internetu, esemesów i tradycyjnych kuponów wycinanych z gazet – jedną z największych sportsmenek globu. Kobietę, która jako pierwsza Polka wygrała w 2025 singlowy Wimbledon, a więc najstarszy i największy turniej tenisowy na świecie. Kobietę, która osiągnęła coś, co będzie przywoływane przez lata – sukces na miarę Szewińskiej czy Kozakiewicza. Kobietę, która wywalczyła sobie nieformalne szlachectwo w dyscyplinie uprawianej przez dziesiątki milionów na całym świecie; sportsmenka ledwie kojarzona w swoim kraju, powaliła na łopatki postać – markę globalną – w roku jej epokowego sukcesu. Przy gigancie nazwiska Świątek nazwisko Zwolińska – z całym szacunkiem – jest liliputem, to jak starcie słonicy z mrówką.
Okazało się jednak, że Polak potrafi. Na przykład podważyć wszystkie pewniki, przekonać, że czarne jest białe, a białe czarne, i znaleźć jeszcze takich, co w to uwierzą. Na dodatek fanatycznych. Więc na forach internetowych rozpętało się piekło. No może lilipucie piekiełko…
Żeby jednak nie być gołosłownym w moim niedowiarstwie – oto kilka liczb:
◼ Świątek to numer 1 na liście 100 Najcenniejszych Kobiecych Marek Osobistych w Polsce w 2025 w cyklicznym rankingu „Forbes Women Polska” i Instytutu Monitorowania Mediów; jej – cytuję – „wartość została wyceniona na 2,1 mld zł, przy liczbie publikacji wynoszącej 451 tysięcy i ich łącznym zasięgu na poziomie 12,3 mld potencjalnych kontaktów z przekazem. Oznacza to, że statystyczna osoba w Polsce w wieku powyżej 15 roku życia w badanym (…) okresie mogła mieć kontakt z treściami o tenisistce niemal 400 razy”; dla porównania na temat dziewiątej w rankingu Zwolińskiej w mediach ukazało się 29,4 tys. publikacji, osiągając zasięg 758 mln i wartość reklamową na poziomie 155 mln zł; reasumując medialnie w zaokrągleniu pojedynek Świątek – Zwolińska to 100 do 1;
◼ kajakarka startuje w mistrzostwach świata JEDEN raz w roku, o innych startach niewiele wiemy;
◼ jej oficjalny profil na Instagramie – co by nie sądzić, jeden ze znaczących wyznaczników popularności – ma 20 tysięcy obserwujących; i tak zanotował wzrost o jedną czwartą już po weekendzie, gdy kraj usłyszał, że wygrała Zwolińska (że kto?! no, muszę sprawdzić!); obserwatorzy Świątek – 2,3 miliona;
◼ ostatni program Hejt Park z udziałem laureatki na Youtube Kanału Sportowego ma (stan na czwartek po południu) 9,5 tys. wyświetleń; nie znalazłem gorzej oglądanego programu – nawet ten z mistrzami świata w socca ma 11 tysięcy;
◼ mimo to w plebiscycie, wedle podanych „danych”, Zwolińska zdobyła 442 735 punktów (nie głosów – to ważne); Iga Świątek miała tych punktów prawie 100 tysięcy mniej.
W związku z tym zakładam, że Klaudia Zwolińska mogła wygrać z Igą Świątek, bo:
◼ pospolite ruszenie wykonała rodzina i znajomi Zwolińskiej – wykupili trzy nakłady gazet, w których drukowano kupony, skrupulatnie wycinali i zasypali nimi komitet plebiscytowy, w niewielu wolnych chwilach co 12 godzin klikali w sieci i wysyłali esemesy;
◼ podobnież wszyscy co do jednego żołnierze Wojska Polskiego – no, musieli dostać rozkaz, by zagłosować na ziomalkę w mundurze;
◼ pracownicy firm sponsorujących – patrz wyżej.
Myślę, że mogły też przeważyć bezdyskusyjne wady Świątek:
◼ nie mogła odebrać osobiście nagrody i zjeść nad ranem kultowej jajecznicy, wysłała papę (jego wyraz twarzy po werdykcie – nie do podrobienia);
◼ nie można jej meczów obejrzeć w TVP, więc połowa narodu nie wie, że ktoś taki istnieje;
◼ druga połowa ją ledwie toleruje, bo jest za dobra;
◼ w Wimbledonie zdobyła tylko jeden medal, a przecież kto jej bronił trzech?;
◼ jest tylko numerem 2 na świecie, generalnie się już skończyła, nic ostatnio nie wygrywa, co tydzień dostaje po garach, a ostatnio to nawet oberwała dwa razy w tygodniu;
◼ zadaje się codziennie z psychologiem, na dodatek z kobietą, no bój się Boga, to trzeba mieć coś z głową!;
◼ ludziska głosowali na przekór – na zasadzie „i tak pewnie wygra”;
◼ ma leniwą rodzinę i znajomych – nikomu nie chciało się wycinać kuponów albo nie mieli nożyczek;
◼ grała z flagą Ukrainy, to kompromitacja, Polacy pomagali sąsiadom, ale już ich znowu nienawidzą i wszystkich, którzy się za nimi wstawiają.
Ale żeby nie było, to przecież tylko taka zabawa w ten plebiscyt, może teatrzyk. Taki czempion stulecia – to jest dopiero „Le cabaret”, co nie, panie Robercik? No to dawać mi tu kolejnych sekciarzy!
Kajakarka górska Klaudia Zwolińska, najlepszy sportowiec 2025 roku. Fot. Facebook Klaudii Zwolińskiej - Canoe Slalom Athlet
