Schody, schodeczki

Wisła spędzi zimę w wygodnym fotelu lidera, ale ostatnie tygodnie pokazały, że przyda się jej dwumiesięczna przerwa.

Wisła uratowała punkt w Łodzi dzięki Igorowi Łasickiemu (w środku) i... z ulgą przyjęła ostatni gwizdek. Wreszcie urlopy! Fot. Artur Kraszewski/PressFocus

Biała Gwiazda wygrała tylko jeden z pięciu ostatnich meczów (licząc puchar). Przez większość część pierwszej części sezonu mknęła w stronę ekstraklasy niczym odrzutowiec. Natomiast każdy zespół ma słabszy okres, podopiecznym Mariusza Jopa przytrafił się on na przełomie listopada i grudnia.

I tak jednak krakowianie rozjechali się na urlopy z przekonaniem o bardzo dobrze wykonanej pracy. O 43 punktach na tym etapie rozgrywek mogli marzyć, ale by je zdobyć, musieli ciężko pracować. W niedzielę zremisowali w Łodzi z ŁKS-em, który też ma ekstraklasowe aspiracje, ale dla niego ten sezon od początku jest męczarnią. 

Szybka „jedenastka”

Goście chcieli zmazać plamę sprzed trzech (odpadnięcie z Pucharu Polski po 1:4 z Zawiszą). Grali jednak tak sobie, więc nie sięgnęli po komplet punktów. Bramkarz Białej Gwiazdy (inny niż w pucharze) znów musiał bronić rzut karny. Gospodarze ciekawie pograli prawą stroną, przetransportowali piłkę w pole karne, skąd goście byli bliscy jej skutecznego oddalenia. Frederico Duarte nie zdołał jednak opanować lub szybko kopnąć piłki zagrywanej przez Darija Grujczicia, przejął ją Koki Hinokio i za chwilę był faulowany przez Austriaka, który już nie wyszedł na drugą połowę. Była to dobra decyzja trenera, zmiennik po przerwie wyrównał. Igor Łasicki odpowiedział na pewne trafienie Artura Craciuna z 11 metrów.

„Kwadratowe” głowy

Szybkie otwarcie nie rozkręciło spotkania. Biała Gwiazda musiała gonić wynik, ale do przerwy poważnie nie zagroziła rywalowi. Z rzutu wolnego, który zrodził się z niedokładności i przerwania kontrataku, Marko Bozić minął i mur, i bramkę. Wcześniej gospodarze zmarnowali okazję na podwyższenie prowadzenia. Błąd techniczny Juliana Lelievelda pozwolił im ponownie groźnie zaatakować prawą stroną. Jasper Loffelsend wymierzył dośrodkowanie na głowę Mateusza Lewandowskiego, jednak napastnik źle rozwiązał sytuację. Finalizacja głową była w niedzielę piętą Achillesową łodzian. Wprowadzony na murawę nowy napastnik, Andreu Arasa, także fatalnie uderzał po świetnej wrzutce Piotra Głowackiego.

VAR spał

Rycerzom wiosny przede wszystkim zależało na obronie korzystnego wyniku. Zbyt mocno dali się zepchnąć i za to zapłacili. Po dośrodkowaniu Duarte Wiktor Biedrzycki zagrał bliżej bramki, a Łasicki, jego kolega ze środka obrony w drugiej połowie, włożył głowę między dwóch rywali. Gospodarze rozpaczliwie się ratowali, jednak piłka przekroczyła linię. Był to dopiero czwarty remis wiślaków (do tego 13 wygranych i 2 remisy). 

Przerwa przyda się nie tylko zawodnikom. Sędzia Patryk Gryckiewicz dwukrotnie oszczędził zawodników ŁKS-u. Choćby wtedy,gdy w polu karnym Sebastian Rudol uderzył łokciem Biedrzyckiego. Reakcji nie było żadnej, także ze strony VAR-u.

Michał Knura

OCENA MECZU ⭐

◼ ŁKS Łódź - Wisła Kraków 1:1 (1:0)

1:0 - Craciun, 4 min (karny), 1:1 - Łasicki, 63 min (głową)

ŁKS: Jakubowski - Craciun, Rudol, Kupczak - Loffelsend (76. Krykun), Mokrzycki (84. Ernst), Wysokiński, Hinokio, Głowacki (75. Norlin) - Toma (64. Szczepański), Lewandowski (64. Arasa). Trener Grzegorz SZOKA.

WISŁA: Letkiewicz - Giger, Biedrzycki, Grujczic (46. Łasicki), Lelieveld - Duda (84. Nikaj), Igbekeme - Duarte, Ertlthaler, Bozić (66. Kuziemka) - Rodado. Trener Mariusz JOP.

Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń). Widzów 8562. Żółte kartki: Głowacki, Kupczak – Igbekeme.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się