Sam Sochan to za mało

Świetny występ reprezentanta Polski nie pomógł San Antonio Spurs w zwycięstwie nad Houston Rockets.

Fot. Daniel Dunn-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus

O wyniku rywalizacji w San Antonio w zasadzie zadecydowała pierwsza kwarta. Goście z Houston stworzyli sobie solidną, 14-punktową przewagę, którą jeszcze podwyższyli do końca pierwszej. W trzeciej i czwartej kwarcie co prawda Spurs ruszyli do odrabiania strat, jednak nie zdało się to na wiele. Rockets pilnowali wyniku i trzymali bezpieczny dystans. Dzięki temu zespół z Houston wygrał spotkanie i zrewanżował się za porażkę z niedzieli, gdzie w San Antonio przegrali 106:109.

Podopieczni Gregga Popovicha przegrali drugi mecz w nowym sezonie. To oczywiście powód do niepokoju dla kibiców Spurs. Należy jednak podkreślić, że w świetnej dyspozycji jest Jeremy Sochan. Polak rzucił 22 punkty i zaliczył dziewięć zbiórek. Miał także cztery asysty. Był najskuteczniejszych zawodnikiem gospodarzy, a drugim w całym spotkaniu. Musiał jedynie uznać wyższość Jalena Greena (36 punktów). Spursi mogą więc polegać na Sochanie i drugiej gwieździe drużyny, Victorze Wembanyamie. Francuz rzucił 14 punktów, zaliczył 20 zbiórek, miał także pięć asyst i cztery bloki. Kolejne spotkanie San Antonio Spurs rozegrają w czwartek na wyjeździe. Ich rywalem będzie Oklahoma City Thunder. 

(pt)

NBA

San Antonio Spurs - Houston Rockets 101:106 (15:29, 30:33, 30:25, 26:19)