Rynek zrobił się „wąski”

Rozmowa z Moniką Kobylińską, prawą rozgrywającą i kapitan reprezentacji Polski

Monika Kobylińska jest gotowa na nowe wyzwania. Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus

Dlaczego po dwóch sezonach spędzonych w CSM Bukareszt przeniosła się pani do Glorii Bystrzyca?

- Zmiany często wychodzą na dobre, a było mi to potrzebne i myślę, że podjęłam dobrą decyzję. Kiedy wiedziałam, że nie będę kontynuować gry w Bukareszcie, brałam pod uwagę wiele kierunków. Zdecydowałam dopiero wtedy, kiedy poznałam wszystkie opcje. Ważne, że zostaję w bardzo mocnej lidze rumuńskiej, dzięki czemu przeprowadzka jest dla mnie łatwiejsza i nie będzie problemu z aklimatyzacją. Przede wszystkim cieszę się z tego, że dalej będę grała na poziomie Ligi Mistrzyń. To był dla mnie jeden z najważniejszych celów przy podpisywaniu nowego kontraktu.

Jak zaprezentuje pani nową drużynę?

- Bystrzyca to miejsce z bardzo dobrymi warunkami do trenowania i gry. Jest tutaj nowa hala, są fajni kibice. Zespół jest młody, a przez to ciekawy. Drużynę prowadzi Hiszpan Carlos Viver. Nigdy wcześniej nie miałam okazji pracować ze szkoleniowcem z tego kraju, więc dzięki temu będę mogła nauczyć się czegoś nowego i się rozwinąć. Bystrzyca nie ma jeszcze takiej historii w Lidze Mistrzyń jak Bukareszt, ale na pewno zmierza w dobrym kierunku, aby ją zbudować. Będziemy chciały pokazać siłę drużyny w kraju i w Europie.

A samo miasto?

- Miasto nie jest duże, ale mam już wskazówki od dziewczyn, gdzie pójść na dobrą kawkę czy do dobrej kosmetyczki (śmiech). Choć różnica między mniejszą Bystrzycą a wielkim Bukaresztem jest odczuwalna, to zaskoczyła mnie swoją naturą i górzystymi widokami. Od razu czuć też, że miasto żyje piłką ręczną.

Klub z Transylwanii jest chyba najbardziej polskim klubem w Rumunii. W poprzednim sezonie występowały w nim Natalia Nosek i Dagmara Nocuń, a teraz - oprócz pani - zagra również Aleksandra Zimny.

- Pierwszy raz będę występować z koleżanką z Polski w zagranicznym klubie, więc bardzo cieszę się z tego faktu.

Co sprawia, że Rumunia jest tak atrakcyjnym kierunkiem dla polskich zawodniczek?

- Liga rumuńska jest obecnie jedną z najlepszych w Europie. Mecze ligowe stoją na wysokim poziomie. Nawet jeśli się trafia do zespołu spoza czołówki, to dzięki wymagającym i granym w zasadzie co tydzień spotkaniom, można się rozwijać. Do ligi rumuńskiej trafiają nie tylko Polki, ale zawodniczki z całej Europy. Tutejsze kluby są otwarte na zagraniczne transfery, co wpływa na ich wysoki poziom. Atrakcyjność tego kierunku wynika też ze względów ekonomicznych.

Skoro konkurencja jest tak duża, to transfery reprezentantek Polski są dowodem ich uznania?

- Cieszy, że kluby zagraniczne sięgają po nas. Po upadku takich klubów jak Vipers Kristiansand, Neptunes Nantes czy SCM Gloria Buzau rynek jest teraz dość „wąski”, a zawodniczek utalentowanych bardzo dużo. Zainteresowanie Polkami uważam więc za potwierdzenie ich dobrego poziomu. Pociąga to za sobą kolejne korzyści. Coraz więcej koleżanek z reprezentacji trafia do silnych zagranicznych lig, co na pewno wpływa korzystnie na poziom sportowy kadry. Dzięki transferom dziewczyny częściej będą mogły mierzyć się z najlepszymi. Mnie zagraniczny transfer bardzo rozwinął. Nie tylko w aspekcie sportowym, ale też życiowym.

Polskie starcia czekają nas nie tylko w lidze rumuńskiej, ale też w Lidze Mistrzyń. W tej samej grupie co Gloria zagra DVSC Schaeffler z Adrianną Płaczek i OTP Group Buducnost Podgorica z Dagmarą Nocuń...

- To bardzo przyjemne i stanowi pozytywny impuls, kiedy spotykamy się z koleżankami z kadry na tak wysokim poziomie na arenie międzynarodowej. Już w 2. kolejce Ligi Mistrzyń będę miała szansę rzucić bramkę Adzie, więc już czekam na ten mecz (śmiech).

W połowie września reprezentację czeka konsultacja w Wałczu. Zdążyła już pani zatęsknić za kadrą od czasu kwietniowych meczów eliminacji mistrzostw świata?

- Pewnie, że tak! Zgrupowania to zawsze pozytywny czas. To okazja, by wrócić do kraju i spotkać się z koleżankami. Jak zawsze w okresie wakacyjnym mamy długą przerwę od reprezentacji, a potem na pierwszym zgrupowaniu trzeba nadrabiać zaległości i przypominać sobie wszystko po kolei. Ale w klubach też każda z nas indywidualnie dba o formę i mocno pracuje w okresie przygotowawczym.

Dobrym występem na mistrzostwach Europy (9. miejsce) mocno rozbudzone zostały nadzieje kibiców przed listopadowymi mistrzostwami świata (turniej odbędzie się w Niemczech i Holandii, potrwa od 26 listopada do 14 grudnia. W fazie grupowej zmierzymy się z Francją, Chinami i Tunezją). Z jakimi oczekiwaniami pojedziecie na mundial?

- Na mistrzostwa świata zawsze trzeba jechać z nastawieniem na walkę o jak najwyższe miejsca. Fajnie byłoby co najmniej powtórzyć wynik sprzed roku. Wiemy, że nie jesteśmy jeszcze na poziomie, aby bić się o medale, ale idziemy do przodu, doganiamy czołówkę i stać nas na dużo. Chciałybyśmy pokazać, że dołączamy do grona najlepszych już na stałe, zwłaszcza mając w pamięci, że kolejna duża impreza, czyli mistrzostwa Europy w 2026 roku, odbędą się w Polsce, co będzie dla nas wyjątkowym turniejem, z którym też wiążemy bardzo duże nadzieje.

Mając już nowy klub, mogła pani spokojnie udać się na zasłużone wakacje...

- Po długim sezonie był wreszcie czas na odpoczynek. Chciałam trochę pozwiedzać i nadrobić czas ze znajomymi irodziną, bo podczas sezonu nie mam takich możliwości. Razem z Darią Michalak byłam w Grecji, później odwiedziłam koleżankę w Szwajcarii i jak co roku byłam w Trójmieście. Zachwyciła mnie zwłaszcza Szwajcaria i już planuję, żeby tam wrócić. Część urlopu spędziłam też w rodzinnym domu.

ZC, ZPRP