Rozumiemy się coraz lepiej
Rozmowa z Mateuszem Kochalskim, bramkarzem Wieczystej Kraków
Choć Wieczysta w meczu z GieKsą zaprezentowała się nieźle, to Mateusz Kochalski po ostatnim gwizdku nie miał powodów do radości. Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
Po ligowym meczu w Katowicach nie może być pan w dobrym humorze, bo przecież przegraliście... Niemniej oba strzały, które pan przepuścił, w moim mniemaniu były nie do obrony. Ma pan do siebie jakieś pretensje?
- Na pewno nie straciliśmy tych bramek w wyniku moich błędów. Ale czy to pocieszenie? Właściwie uważam, że do obrony jednak... były! Gdybym miał jakieś super-interwencje w tych momentach, kto wie? Dałoby się to obronić, nie jest tak, że by się nie dało... Przy pierwszej akcji, kiedy straciliśmy gola, strzał był rzeczywiście precyzyjny, techniczny... Przy drugiej - wyszedłem do zawodnika, który był blisko bramki, sam na sam, ale on mądrze się zachował i cofnął jeszcze tę piłkę, odegrał... Hmm, może nie powinienem więc wychodzić? Musiałbym zobaczyć tę sytuację. To już ktoś oceni, kto się zna na bramkarskim fachu...
Wieczystą można uznać za wieżę Babel polskiej ligi: różnojęzyczny konglomerat piłkarzy wywodzących się z różnych szkół piłkarskich, zawodników z całego świata. A mimo to, mam wrażenie, że dogadujecie się coraz lepiej, że Wieczysta jest coraz bardziej zwarta... Nie jest chyba tak, że jest skazana na dół tabeli.
- Oczywiście, że nie! Już poprzednim meczem z Wisłą Płock (wygranym 3:0, przyp.aut.) pokazaliśmy, że potrafimy, w Katowicach zresztą też to udowodnialiśmy. Nie powinienem mówić, że graliśmy tu lepiej od rywali, bo jednak przegraliśmy, niemniej pokazaliśmy, że jesteśmy groźni. Z mojej perspektywy i na moje oko - stworzyliśmy choćby zdecydowanie więcej sytuacji od przeciwnika. Zasłużyliśmy, uważam, przynajmniej na remis.
Byłaby to pierwsza strata punktów przez Katowice na własnym terenie w obecnym sezonie.
- Fakt, GieKSa to drużyna własnego boiska, a nam nie idzie jak dotąd dobrze na wyjazdach... Ale dla nas nie ma znaczenia z kim gramy. Musimy przecież punktować, bo chodzi o to, żeby przed zimą czuć się bezpiecznie... Nie skupiam się na passach i statystykach, bardziej patrzę na przyszłość. Oczywiście mogę skupić się na własnych błędach, analizach co mógłbym zrobić lepiej. Nie chcę więc oceniać drużyny, mogę jedynie powiedzieć, że jest progres.
Rzeczywiście; wydaje się, że przez przerwę reprezentacyjną zyskaliście jako zespół, choć pana akurat z kolegami nie było. Był pan jedynym zawodników klubu z Krakowa na zgrupowaniu reprezentacji Polski w związku z meczami Ligi Narodów.
- Chłopaki w Wieczystej na pewno zyskali na zgraniu, dużo lepiej się rozumieją. O sobie też mogę to powiedzieć, Myślę, że z meczu na mecz komunikacja w drużynie między nami będzie wyglądała coraz lepiej. A reprezentacja? Wiem, że selekcjoner będzie mnie nadal obserwował. Muszę po prostu grać jak najlepiej, puszczać jak najmniej bramek. Tyle mogę zrobić... Nie wyczekuję powołań z reprezentacji, nie liczę na nie, po prostu - będę szczęśliwy, jeśli tak będzie, jeśli się pojawią. Zdaję sobie doskonale sprawę, jak wielu jest kandydatów na to miejsce w bramce. Muszę być więc coraz lepszy, żeby też móc o tym myśleć.
Przed wami mecz z Rakowem Częstochowa. Czy można założyć, że to może być kluczowy mecz w kontekście walki o utrzymanie?
- Wydaje mi się, że za wcześnie na tego rodzaju stwierdzenie. Przecież gdybyśmy wygrali w Katowicach - bylibyśmy gdzieś w środku tabeli. Wiadomo, że jest ciężko, ale wiele kolejek przecież jeszcze przed nami. Nie ma nawet połowy sezonu. Stawka jest generalnie wyrównana, po kilku zwycięstwach z rzędu można całkowicie zmienić miejsce w tabeli i grać całkowicie o coś innego.
Kontrakt w Wieczystej ma pan do 2029 roku. A co jeśli otrzyma pan propozycję z lepszego klubu, lepszej ligi?
- Wiadomo, że każdy zawodnik chce się rozwijać, grać w coraz lepszych klubach. Jeśli będzie okazja - to jasne. Ale chyba zbyt wcześnie o tym myśleć, za daleko do tego, jestem przecież w Wieczystej od niedawna. Dopiero do niej przyszedłem, nie ma więc o czym mówić. Nie planuję na razie zmian. Muszę w Wieczystej grać jak najlepiej i tyle. A jeśli trafi się w przyszłości oferta ze świetnego klubu topowej ligi, to każdy chyba zrozumie, że przejdę, a Wieczysta na mnie zarobi. Tak powinna wyglądać kariera każdego piłkarza. Nie skupiam się na tym, na ile jestem wyceniany, nie zwracam na to uwagi.
Niedawno wrócił pan do polskiej ligi z Azerbejdżanu, zdobył pan tam mistrzostwo. Jak pan ocenia naszą ekstraklasę po powrocie? W czym jest lepsza, a w czym może gorsza od ligi azerskiej?
- Myślę, że wszystko jest lepsze w lidze polskiej. Nie ma niczego, co było lepsze tam.
A Karabach? Drużyna, z którą zrobił pan mistrza, mogłaby grać w polskiej lidze?
- Myślę, że top 3. Karabach akurat pokazałby się.... Myślę, że Sabah Baku, ten klub, który awansował do Ligi Mistrzów, również grałby o wysokie miejsca. Jednak reszta stawki miałaby już poważne problemy z utrzymaniem się w polskiej ekstraklasie.
Rozmawiał i notował: Paweł Czado
MATEUSZ KOCHALSKI
◾ Data i miejsce urodzenia: 25 lipca 2000 roku w Świdniku◾ Kluby: BKS Lublin (do 2015), Legia Warszawa (2015-18), Legionovia (2019), Radomiak (2018-22), Stal Mielec (2022-24), Karabach Agdam (2024-26), Wieczysta Kraków (od 2026)
◾ Sukcesy: mistrz Azerbejdżanu 2025
