Rozterki między słupkami
Kto wystąpi w tyskiej bramce w inauguracyjnym mecz z jastrzębskim zespołem – zastanawiają się kibice i... nie znajdują odpowiedzi.
Tomas Fučik na finiszu sezonu zasadniczego miał o czym rozmyślać, bo jego pozycja bramkarza nr 1 nieco się zachwiała. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Tomas Fučik czy Eriks Vitols? - to rozterki sztabu trenerskiego i nie tylko. Ten pierwszy to Czech z polskim paszportem, a zarazem reprezentant naszego kraju, który jeszcze dwa miesiące temu niepodważalną pozycję nr 1. Łotysza, co dla wszystkich było zaskoczeniem, sprowadzono, by został jego solidnym zmiennikiem. Obecnie obaj dają dość argumentów, by powierzać im obronę tyskiej bramki.
Kandydatów dwóch
Przed sezonem sytuacja w Tychach była jasna i klarowna. Z trzech bramkarzy Fučik był pierwszym wyborem, Kamil Lewartowski był jego zmiennikiem, zaś Szymon Chabior to młody i utalentowany golkiper, który dopiero poznaje tajniki seniorskiej drużyny. Wszystko jednak uległo zmianie pod koniec zeszłego roku, kiedy tyscy włodarze ogłosili transfer Vitolsa.
Na początku roku z klubem pożegnał się Lewartowski, który udał się na wypożyczenie do Naprzodu Janów. Walka o to, kto będzie strzegł bramki, miała się rozstrzygnąć między Łotyszem a polskim bramkarzem. W pierwszych meczach trener Pekka Tirkkonen wystawiał ich na zmianę.
Wydawało się, że to Fučik będzie obdarzony większym zaufaniem. Zna bowiem ligę i swoich zawodników lepiej niż Łotysz. Wszystko jednak uległo zmianie po meczu derbowym z GKS-em Katowice. W nim reprezentant Polski puścił cztery gole, przy których mógł zachować się lepiej. Po tym ostatnim zastąpił go Vitols. GKS Tychy przegrał wtedy po karnych, ale był to moment, który być może zadecydował o obsadzie bramki do końca sezonu.
Mecz z GKS-em Katowice był rozegrany 1 lutego. Od tego czasu to Fučik nie został desygnowany ani razu między słupki. Zagrał jeden mecz w Biało-czerwonych barwach turnieju Europejskiego Pucharu Narodów w Edynburgu z Ukrainą. Można domniemywać, że sztab trenerski GKS-u już wie, kto będzie bronił w fazie play off. Vitols w lutym rozegrał trzy mecze: z Unią Oświęcim, JKH GKS-em Jastrzębie oraz KH Energą Toruń. Bilans? Dwie porażki i jedno zwycięstwo za dwa punkty.
Ważne decyzje
Fučikowi zarzucano, że nie zapobiegał golom, które wydawały się proste do obrony. Czy zatem Eriks Vitols jest odpowiedzią na bolączki tyszan? Otóż nie. W rzutach karnych widać, że sobie nie radzi. W meczu z JKH GKS-em, rywale nie dali mu najmniejszych szans na obronę. W meczu z Energą Toruń też nie pomógł drużynie utrzymać korzystnego rezultatu. Liczby też nie powalają. W samym lutym, w spotkaniach, które rozegrał od pierwszej minuty, łotewski bramkarz nie utrzymał skuteczności na poziomie wyższym niż 89% obron.
Sprawa bramkarzy w Tychach jest o tyle ciekawa, że przecież Tirkkonen jest trenerem zarówno GKS-u, jak i reprezentacji Polski. Jeśli Fučik zostanie zostanie pozbawiony roli pierwszego bramkarza, to przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w Sosnowcu nasza kadra zostanie bez grającej „jedynki” w klubie. Maciej Miarka i Michał Kieler bronią sporadycznie, zaś o Davidzie Zabolotnym, broniącym na trzecim poziomie rozgrywkowym w Niemczech, wszyscy zdążyli już zapomnieć. Jeśli Vitols będzie numerem jeden w tyskiej bramce na fazę play off, to z pewnością odbije się to psychice Fučika.
Do pierwszego meczu play offu pozostało niewiele czasu, ale trener Tirkkonen ma o czym myśleć, a reprezentacji Polski przydałby się pewny bramkarz broniący w klubie. Tylko że ich po prostu z roku na rok ubywa.
Mateusz Pawlik
Eriks Vitols liczy na grę w play offie, choć jego ostatnie występy nie były zbyt udane. Fot. Mirosław Woźnik/PressFocus
