Rozmowy na medal

POWRÓT DO KORZENI Michał Listkiewicz

Kto jest dziś bohaterem sportowych portali w mediach społecznościowych? Iga Świątek, Robert Lewandowski, Kasia Niewiadoma lub ktoś inny o podobnej klasie? Nic podobnego, gwiazdą jest niejaki gniazdowy ze stadionu Legii na Łazienkowskiej o mylącym pseudonimie „Staruch". Żaden z niego starzec, bije z głowy i z ręki na zawołanie, a zestaw powiedzeń ma prosto spod celi. Dał się poznać z zachowań chuligańskich, ksenofobicznych, agresywnych, nienawistnych. Za całokształt zwieńczony wspinaniem się na płot stadionu w Lublinie otrzymał sądowy zakaz stadionowy na dwa lata. Bardzo się biedaczysko wycierpiał, oglądając popisy ukochanego klubu tylko w pubie przy piwie, a nie z roztańczonej „Żylety". 

Teraz został ułaskawiony przez Prezydenta Karola Nawrockiego i zanim jeszcze prezydencki podpis zdążył wyschnąć, ruszył do furiackiego jak to ma w zwyczaju ataku na polityków i dziennikarzy. Oczywiście tych mających poglądy inne niż ultraprawicowe. Na ułaskawienie czekają setki ludzi pokrzywdzonych w wyniku sądowych pomyłek, pragnących życia w prawdzie i uczciwości. Nie rozumiem dlaczego najważniejszy człowiek w Polsce pochylił się nad błahą sprawą stadionowego rozrabiaki, a nie nad ludźmi gnijącymi niesłusznie w więzieniach. We mnie „Staruch” budzi bardziej odrazę niż współczucie, moim zdaniem to jest zły człowiek po prostu. Może się mylę i teraz z jego ust popłynie rzeka uprzejmości i empatii. Przypuszczam, że wątpię - jak w tytule prześmiesznej książki Bohdana Łazuki.

Nie rozumiem dlaczego najważniejszy człowiek w Polsce pochylił się nad błahą sprawą stadionowego rozrabiaki, a nie nad ludźmi gnijącymi niesłusznie w więzieniach. We mnie „Staruch” budzi bardziej odrazę niż współczucie, moim zdaniem to jest zły człowiek po prostu. Może się mylę i teraz z jego ust popłynie rzeka uprzejmości i empatii. Przypuszczam, że wątpię - jak w tytule prześmiesznej książki Bohdana Łazuki. 

Takich ludzi się nie boję, są mocni tylko w gębie. Tchórze zamordowali moją Mamę, tchórze sprofanowali Jej grób (zostawiając na pamiątkę symbol ukochanego klubu „Starucha"), tchórzem jest ostatnio ułaskawiony przez Prezydenta, skoro w sprawie śmiesznej kary żebrze u Głowy Państwa. To mieści się w konwencji Krzysztofa Stanowskiego, teraz bodaj najbardziej kontrowersyjnej osoby w przestrzeni publicznej. Nic nie mam do panów Nawrockiego i Stanowskiego, nie zamierzam przyłączać się do chóru śpiewającego o powtórnym liczeniu wyborczych głosów, ale nie cierpię lizodupstwa. Ubawiłem się czytając zachwyty Stanowskiego nad jubileuszowym wystąpieniem Prezydenta. Treść była OK, ale byłego dziennikarza sportowego, twórcę świetnych portali „Weszło" i „Kanał sportowy" najbardziej zachwyciło to, że Karol Nawrocki przemawiał bez podpierania się kartką.

Prezydent w swojej miłości do sportu jest autentyczny, a dzięki wrodzonym talentom awansował z politycznej trzeciej ligi do ekstraklasy. Przemawianie bez kartki to akurat najmniej istotna cecha. Swego czasu dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej, Tomek Trzciński nadawał relację z zawodów lekkoatletycznych w odległym kraju. Zmęczony upałem i lokalnymi spirytualiami zapomniał notesu, a czas relacji zbliżał się nieubłaganie. Bez wahania sięgnął po słuchawkę aparatu stacjonarnego w hotelu (innych telefonów wtedy nie było) i zameldował przełożonym „nadaję z głowy, czyli z niczego".

Ciekawe czy „Staruch" zażąda od Łukasza Zjawińskiego skandowania wulgaryzmów na klub, w którym grał poprzednio? Tak było ostatnio, ale napastnik Legii pokazał wielką klasę i żądania grupki kretynów zignorował. Odpowiedział im w minioną sobotę w Kielcach zdobywając piękną bramkę.

Dramatyczna walka polskich klubów o fazę grupową drugiej i trzeciej ligi europejskiej niektórych rozgrzewa do czerwoności. Dla ochłody napomknę, że z wyprzedzającej Ligę Europy i Ligę Konferencji o lata świetlne Ligi Mistrzów mistrz Polski odpadł jeszcze w lipcu, gdy piłkarze czołowych europejskich klubów plażowali w najlepsze. Z utęsknieniem czekam na start niższych klas rozgrywkowych, bywam na sparingach kaszubskiej Słupi Sulęczyno, czytam broszurki o historii Stegien Wyszogród, Bzury Chodaków, Mazowsza Grójec. To świetny pomysł mazowieckiego samorządu i PKOl-u, by przybliżać historię regionalnych klubów. Marek Grechuta śpiewał o ocalaniu od zapomnienia, a to bardzo ważne przesłanie także w sporcie. Ksiądz Jan Twardowski pisał poetycko o potrzebie kochania ludzi, gdyż tak szybko odchodzą. Nic nie boli tak jak odejście człowieka w kwiecie wieku, bardzo lubianego, jak legendarny bramkarz gdańskiej Lechii, Mateusz Bąk. 

Marek Grechuta śpiewał o ocalaniu od zapomnienia, a to bardzo ważne przesłanie także w sporcie. Ksiądz Jan Twardowski pisał poetycko o potrzebie kochania ludzi, gdyż tak szybko odchodzą. Nic nie boli tak jak odejście człowieka w kwiecie wieku, bardzo lubianego, jak legendarny bramkarz gdańskiej Lechii, Mateusz Bąk.

Dariusz Szpakowski sam jest wielką legendą i postanowił porozmawiać z wielkimi ludźmi polskiego futbolu w cyklu „Rozmowy na medal". Antoni Piechniczek, Jacek Gmoch, Włodzimierz Lubański, Andrzej Strejlau, Paweł Janas, Grzegorz Lato, a ostatnio Szymon Marciniak w asyście Listkiewicza seniora i juniora. W kolejce czekają kolejni, polecam te programy, w których dawnych idoli można poznać od strony prywatnej. Na stronie VOD TVP są dostępne non stop.

Futbol futbolem, a wielu ludzi nurtuje tylko jedno pytanie: „kiedy gra Iga?". Fenomen Igi Świątek jest niedyskutowalny, a na jego negowaniu można się poślizgnąć jak na skórce od banana, o czym przekonała się ostatnio ceniona psycholożka Ewa Woydyłło-Osiatyńska. Nie znam się na tenisie, moja pasja to gry zespołowe, ale gdy gra Iga i „Hubi”, to potulnie oddaję żonie pilota do telewizora. 

Co czeka węgierski sport po politycznej rewolucji nad Dunajem? Przyłożyłem moje hungarofilskie ucho tu i ówdzie - wszyscy są zdania, że w tej sferze życia niewiele się zmieni. Nowy premier Peter Magyar doskonale rozumie, jakie znaczenie ma sport dla jego rodaków, tak jest od pokoleń. To symbol narodowej dumy i niezależności. Sport, kultura i język ocaliły Węgrów przed wynarodowieniem w habsburskich czasach na przełomie XIX i XX wieku, pamięć o tym trwa. Zapewne na kolejnych letnich igrzyskach olimpijskich Węgrzy znów zdobędą więcej medali niż Polacy. System szkolenia w wybranych dyscyplinach sportu jest nad Dunajem stabilny, kadra szkoleniowa wybitna, poparcie polityczne i społeczne znaczące. Upadek Viktora Orbana nie oznacza końca świetności węgierskiego sportu, co bardzo mnie cieszy.

Dariusz Szpakowski meczów już nie komentuje, co nie przeszkadza mu spotykać się z wielkimi ludźmi polskiego futbolu. Fot. Rafał Oleksiewicz/PressFocus


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się