Róża w rozkwicie
Moment temu świętował 45. urodziny, a teraz wywalczył 12. trofeum PGA Tour. Justin Rose jest legendą europejskiego golfa i najwyraźniej przeżywa renesans formy.
Już ściemniało się w Memphis, kiedy poznaliśmy zwycięzcę. Fot. Facebook PGA Tour
Po raz dwunasty
Od czasu swojego największego triumfu w karierze – zwycięstwa w US Open w 2013 roku w Merion Golf Club, aż piętnastokrotnie znalazł się w Top 10 turniejów wielkoszlemowych, pięciokrotnie meldując się na miejscu drugim, w tym podczas wspomnianego Masters. W Auguście wcześniej był dwukrotnie drugi, w 2017 roku przegrywając dogrywkę z Sergio Garcią. W Top 10 gościł tam 6 razy. Osiem lat po przegranej z Sergio, znowu przegrał na pierwszym dodatkowym dołku, tym razem powstrzymał go McIlroy. Od kwietniowych wydarzeń w Auguście mistrz olimpijski z Rio de Janeiro nie błyszczał formą, nie grając też specjalnie dużo. Tydzień po Masters był 42. w RBC Heritage, z powodu choroby wycofał się na półmetku Truist Championship, nie przeszedł cuta w PGA Championship, wymęczył 44. miejsce w The Memorial i nie przeszedł cuta w Canadian Open oraz US Open. W lipcu był szósty w Genesis Scottish Open i szesnasty w irlandzkim The Open w Royal Portrush. Od tego czasu nie wystąpił ani razu, by nagle, po trzech tygodniach laby zwyciężyć ponownie na PGA Tour, w pierwszym turnieju Playoffs sezonu! Ostatnio triumfował na Pebble Beach, w lutym 2023 roku, gdzie jego najbliżsi konkurenci - Brendon Todd i Brandon Wu stracili do niego trzy uderzenia. W FedEx St. Jude Championship potrzebna była dogrywka z aktualnym mistrzem US Open – J.J. Spaunem.
Ależ emocje!
Rose zaatakował z furią pod koniec niedzielnej rundy, trafiając cztery birdie z rzędu, począwszy od czternastki. Dogrywkę rozpoczął od para, później wysmażył birdie, a o wszystkim rozstrzygnął kolejny birdie, na granej w kółko osiemnastce, jednak tym razem z nową lokalizacją dołka. Dogrywka stała na fantastycznym poziomie. Emocje sięgały zenitu już na drugim dodatkowym dołku. Najpierw J.J. trafił putta z dziewięciu (!) metrów, a Justin przedłużył rozgrywkę, wtaczając swoje birdie z trzech metrów. Na koniec to Rose trafił z ponad trzech metrów, a J.J. pod presją spudłował z dwóch, nawet nie ocierając się o dołek!
Rose, aktualny numer dziewięć na świecie, został najstarszym zawodnikiem w Top 10 rankingu światowego, podkręcając tę statystykę o całe dziewięć lat. Jest też na dobrej drodze do wywalczenia drugiego FedEx Cup w swojej karierze, awansując po popisach na polu TPC Southwind na czwartą pozycję w lidze. Były numer jeden na świecie pytany o poczucie dumy, jakie odczuwa w związku ze swoim ostatnim zwycięstwem w trwającej 27 lat karierze zawodowej, odpowiedział: – Tak, to znaczy, jest w tym dużo dumy. Myślę, że nie jestem w tym odosobniony. Byli zawodnicy, którym się to udało, ale lista graczy w przedziale wiekowym 45-50 lat jest dość krótka. Historycznie rzecz biorąc, to była swego rodzaju poczekalnia przed Champions Tour. Oczywiście Phil Mickelson postawił na swoim; wygrał turniej wielkoszlemowy w wieku 50 lat. To dobra motywacja. Wciąż czuję się tak, że to złote lato w mojej karierze wciąż jest możliwe. Właśnie o to zabiegałem.
Emerytura raczej jeszcze mu nie grozi. Wygląda za to na pewniaka do występu we wrześniowym Ryder Cup w Nowym Jorku.
Tommy wciąż próbuje
Po drodze okazało się, że Tommy Fleetwood, który wciąż goni za pierwszą wygraną PGA Tour, znowu nie spełnił swoich snów, ponownie ocierając się o zwycięstwo. 34-letni uwielbiany przez kibiców Anglik pod koniec czerwca niemal triumfował w Travelers Championship. Siedmiokrotny triumfator na DP World Tour w niesłychanych okolicznościach przegrał wtedy jednym uderzeniem na ostatnim dołku. Pokonał go kapitan amerykańskiej drużyny Ryder Cup, Keegan Bradley. Przed niedzielną rundą finałową FedEx St. Jude Championship prowadził jednym uderzeniem przed Rose’m, z którym grał w ostatniej grupie w niedzielę. Mimo dotychczasowej „nie najlepszej” skuteczności w wygrywaniu na PGA Tour starał się być optymistą. Stojąc na szesnastym tee miał dwa uderzenia przewagi, jednak bogey na kolejnym dołku okazał się decydujący i długowłosy Tommy jednym uderzeniem tylko otarł się o dogrywkę. – Oczywiście jestem rozczarowany – powiedział po kolejnej prawie wygranej. - Ostatnio mówiłem, że jest wiele pozytywów, choć teraz tak naprawdę nie czuję się na siłach. Po prostu spojrzę na to, co mogłem zrobić i jak blisko było. Wiecie, idziemy dalej. Przed nami kolejny tydzień, a ja muszę po prostu przemyśleć dzisiejszy dzień, oczywiście iść naprzód i spróbować ponownie znaleźć się w tej sytuacji.
Liczby nie są dla niego łaskawe. 34-letni Anglik ma na koncie 161 startów w PGA Tour bez zwycięstwa. Sześć razy był drugi, sześć razy trzeci, 29 razy w pierwszej piątce i 42 razy w pierwszej dziesiątce. Ma zwycięstwa na całym świecie, ale żadnego na amerykańskiej ziemi. Tommy zakończył batalię na trzecim miejscu, razem ze Scottiem Schefflerem – liderem rankingu światowego oraz FedEx Cup.
Od czwartku kolejna odsłona wyścigu, tym razem podczas BMW Championship, w którym prawo do gry zagwarantowało sobie tylko pięćdziesięciu najwyżej sklasyfikowanych graczy na liście FedEx Cup. Transmisje z Caves Valley Golf Club w Eurosporcie 2 i na platformie HBO Max.
Kasia Nieciak
Caddy w tym turnieju mają fantazyjnie pomalowane fartuchy, a malunki są według pomysłu małych podopiecznych St. Jude Children's Research Hospital. Turniej zebrał do tej pory w sumie ponad 66 milionów dolarów na cele fundacji charytatywnej. Fot. Facebook PGA Tour
Podczas dwóch kolejnych turniejów rozstrzygnie się, kto zwycięży w rankingu FedEx Cup. Fot. Facebook PGA Tour
