Roszady przyniosły efekt
Zmiany personalne, a przede wszystkim korekta ustawienia, dały drużynie trenera Marka Saganowskiego cenną wygraną w Krakowie.
Wracający po kartkowej pauzie Bartłomiej Wasiluk (w środku) dołożył cegiełkę do ostatniej wygranej ekipy z Sosnowca. Fot. Krzysztof Porębski / Press Focus
Przed wygranym 4:1 wyjazdowym meczem z Hutnikiem trener Marek Saganowski dokonał czterech roszad w wyjściowym składzie, ale – co najważniejsze – zmienił ustawienie.
Powrót Bykowa
Po raz pierwszy w tym sezonie jego zespół zagrał czwórką obrońców. Pod nieobecność pauzującego za kartki Bartosza Chęcińskiego do jedenastki wrócił Andrzej Niewulis. Kapitan sosnowiczan szybko jednak zgłosił niedyspozycję i w 22 minucie zluzował go Ołeksij Bykow, a opaskę przejął Joel Valencia. Dla Bykowa był to pierwszy występ po kontuzji kolana, a nabawił się jej jeszcze w ubiegłym sezonie, gdy drużyna grała w I lidze. Ukrainiec świetnie wkomponował się w zespół i podczas spotkania na Suchych Stawach był jednym z najmocniejszych punktów Zagłębia. Na ten moment Bykow czekał od 3 marca zeszłego roku i wygląda na to, że wywalczył miejsce w składzie. Tak prędko może go nie oddać, tym bardziej że wspomniany Niewulis doznał urazu mięśniowego. Nawet gdyby zdołał się wykurować, to w kolejnym meczu nie mógłby wybiec na boisko, gdyż – będąc już na ławce – zobaczył czwartą w tym sezonie żółtą kartkę.
Bo taka była umowa...
W porównaniu do przegranego 0:1 domowego starcia z KKS-em 1925 Kalisz oprócz wspomnianego Chęcińskiego w wyjściowym zestawieniu zabrakło jeszcze Roko Kurtovicia, Kamila Bilińskiego i Denissa Rakelsa; ten ostatni nie grał, gdyż takie były ustalenia między Zagłębiem i Hutnikiem, z którego w przerwie zimowej przybył Łotysz. Po pauzie za kartki do gry wrócili Emmanuel Agbor i Bartłomiej Wasiluk, a pierwszy raz w 2025 roku od pierwszego gwizdka wystąpił Bartosz Snopczyński. Co ciekawe, cała trójka wpisała się na listę strzelców, a czwartego gola dołożył Miłosz Pawlusiński.
– Bardzo się cieszę z tego zwycięstwa i to z kilku względów. Zdobywamy cztery bramki na ciężkim terenie i wywozimy z niego cenne punkty. To po pierwsze. Druga rzecz to roszady, które zrobiliśmy w składzie i które przyniosły wymierny efekt. Ponadto fajną zmianę dał Bykow, po którym nie było widać śladu trwającej ponad rok nieobecności – wylicza szkoleniowiec Zagłębia, który jednocześnie nie chce przesądzać, w jakim ustawieniu jego zespół zagra w sobotnim (20.00) spotkaniu z Olimpią Elbląg. – Czy zmienione ustawienie pozostanie na kolejne mecze? Zostawię to dla siebie i nikomu nie będę ułatwiał zadania. Prawda jest taka, że zwycięskiego systemu nie powinno się zmieniać, ale nie wiem, czy jak w czwartek lub piątek się obudzę, to czegoś nie zmienię – dodaje trener Saganowski.
Wiara niezachwiana
Po dwóch kolejnych porażkach jego akcje nie stały zbyt wysoko. Tajemnicą poliszynela był fakt, że ewentualna przegrana w Krakowie przyspieszyłaby podjęcie decyzji o rozstaniu. – Nie postawiono mi żadnego ultimatum. Wielokrotnie mówiłem, że wierzę w tę drużynę. Wiem, co robię i będę robił wszystko, żebyśmy zagrali w barażach o awans na zaplecze ekstraklasy. Oczywiście, obecne wyniki pewnie niektórych nie satysfakcjonują, mnie też nie, ale pamiętajmy, że przebudowa drużyny to jest pewien proces i zmiana ustawienia wynika z tego, iż szukamy tego najbardziej optymalnego. Sztabowi i zawodnikom potrzebny jest czas. Są różne sytuacje w życiu i jestem na nie przygotowany, ale wiem, że bardzo wiele osób w Sosnowcu mnie wspiera i wie, że robię dobrą pracę – podkreśla na koniec trener Zagłębia.
Krzysztof Polaczkiewicz
