Rocha lekiem na zło w ataku?

Świąteczno-noworoczne DNA przekazane w formie życzeń przez trenera Marka Papszuna mówi o mistrzostwie Polski i nowym stadionie dla Rakowa Częstochowa.

Takiego napastnika jak Rocha Raków potrzebuje. Fot. PressFocus

Mam dwa życzenia dla klubu i kibiców, a także... dla siebie na nadchodzący nowy rok. Pierwsze to mistrzostwo Polski i feta na Placu Biegańskiego, a drugie to nowy stadion dla Rakowa. To bardzo ważny aspekt w kwestii przyszłości i rozwoju klubu - przekazał trener Marek Papszun, zanim udał się na zasłużony, świąteczny urlop. Króciutki, bo „Medaliki” wracają do zajęć już 2 stycznia, a przecież trzeba im wszystko wcześniej przygotować, bo szkoleniowiec wicelidera ekstraklasy nie znosi jakiejkolwiek prowizorki. U niego wszystko musi być zawsze dopięte na ostatni guzik.

Zderzenie z rewolucją cyfrową

Dla Papszuna październikowy mecz w Radomiu w 11. kolejce był nadzwyczajnym wydarzeniem. Urodzony w stolicy 50-letni szkoleniowiec po raz 300. usiadł na ławce Rakowa. Wspaniały jubileusz, nieczęsto świętowany przez polskich trenerów, a już na pewno nie szczebla centralnego, miał dodatkowy miły akcent w postaci zwycięstwa drużyny na trudnym terenie, sadowiący ją na pozycji wicelidera. I tak zostało do końca roku. - Jestem szczęśliwy, że mogłem wrócić do Częstochowy. To mój klub, moje miejsce, czuję się tu bardzo dobrze - wyznawał jeden z najlepszych polskich szkoleniowców, którzy przejął zespół po rocznej przerwie. Oto jak wspominał ten okres po wejściu do „tej samej rzeki”. - Nie można go porównywać do czasów, gdy rozpoczynałem pracę w Rakowie, bo to byłoby jak zderzenie z rewolucją cyfrową. Jak nie było komputerów, telefonów, a teraz się pojawiły, to tak samo wtedy wyglądał Raków. To po prostu jest przepaść, dwa światy. A potem było mistrzostwo Polski, udział w fazie grupowej Ligi Europy - wspominał trener Papszun, przyznając jednocześnie, że nawet wspomniany rok przerwy w jego pracy, w zawodzie i przede wszystkim w klubie wiele zmienił.

Niekończąca się budowa

Obecne efekty są zadowalające, ale... - Poprzedni sezon nie był zgodny z oczekiwaniami, ale po rocznej przerwie już takiej różnicy nie ma. Najważniejsze, że opanowaliśmy sytuację, klub się rozwija, idzie w dobrym kierunku - zauważa Marek Papszun i dodaje: - Budowa drużyny to długi, ciągły proces. Ta budowa pewnie nigdy się nie skończy, ale gdybym miał użyć metafory, to mamy solidne, a nawet bardzo mocne fundamenty i wznosimy te podstawy, jeśli chodzi o organizację i dyscyplinę. Zespół potrafił reagować po porażce. Zwycięstwo na Legii po przegranej z Piastem było tego najlepszym dowodem.

Oczywiście mając ambicje, aspiracje, czy marzenia - jak zwał tak zwał - o wywalczeniu drugiego w historii mistrzostwa Polski, klubowi działacze i sztab szkoleniowy doskonale zdają sobie sprawę o niezbędności wzmocnień w najbliższym okienku transferowym. I to zawodnikami z najwyższej półki. Finansowo klub powinien spokojnie podołać zadaniu, bo w ostatnim okienku zarobił na transferach Ante Crnaca, Johna Yeboaha, Bartosza Nowaka - że wymienimy tylko te trzy nazwiska - gigantyczną jak na polskie realia kwotę 20 milionów euro. Już w letnim okienku do Rakowa trafili - z rekomendacji trenera Papszuna - Ariel Mosór i Michael Ameyaw. Obaj natychmiast wywalczyli miejsce w składzie, ten drugi zadebiutował nawet w reprezentacji, choć błyskawiczny rozwój byłych graczy gliwickiego Piasta zahamowały potem kontuzje.

Jedyna opcja dla młodych

Trener Papszun zapewnia, że bazuje na rozwoju zawodników, a nie na tym, by stworzyć drużynę tylko z najlepszych graczy „dostępnych” na rynku. I na tym chce się skupiać w najbliższych miesiącach, ale jednak wyznaczone cele wymagają najwyższej jakości i w tym zakresie. - Nie ma czegoś takiego jak droga bezpośrednio z 4. ligi do ekstraklasy. Jedyna opcja dla takich młodych zawodników to wypożyczenie, a o to też jest trudno. Nie ma możliwości, żeby jakikolwiek zawodnik grający na piątym szczeblu rozgrywkowym, ot tak, odnalazł się w ekstraklasie - stwierdza trener Rakowa. - Dlatego przewidujemy około 7 odejść na wypożyczenie. Szukamy naszej młodzieży klubów na poziomie centralnym. Dołączy też do nas czterech jakościowych zawodników, którzy pomogą nam wiosną. Nie jest łatwo o nazwiska, ale kogoś mamy na oku, planujemy i działamy w tym kierunku. Nie jest to prosta sprawa, bo wiele klubów zabiega o tych najlepszych i ten wyścig trzeba po prostu wygrać.

Przyda się portugalska „dziewiątka”

Na razie wiadomo, że na pierwsze mecze w nowym roku nie zdążą wrócić kontuzjowani Mosór, Bogdan Racovitan oraz Patryk Makuch, który jest przedstawicielem formacji najbardziej potrzebującej jakościowych wzmocnień. Lekarstwem na poprawę sytuacji ma być sprowadzenie na Limanowskiego współlidera klasyfikacji strzelców PKO BP Ekstraklasy (11 bramek), Leonardo Rochy (tyle samo goli mają Benjamin Kallman z Cracovii i Efthymios Koulouris z Pogoni Szczecin). Wychowanek CF Belenenses nie wsiadł do autokaru jadącego na zaległy, ostatni w tym roku mecz Radomiaka ze Śląskiem Wrocław, ponieważ podobno załatwiał już transfer do Rakowa, więc wkrótce można się spodziewać oficjalnej informacji o pozyskaniu dwumetrowego Portugalczyka. Taka „dziewiątka” bardzo przyda się Rakowowi w walce o odzyskanie prymatu i powrocie do europejskich pucharów. To jednak nie koniec zimowych planów wzmocnień pod Jasną Górą, bo pierwsza część sezonu pokazała, że mistrz Polski z sezonu 2022/23 ma jeszcze sporo do poprawy, by nawiązać walkę o odzyskanie tytułu .

Zbigniew Cieńciała