Rewolucji nie będzie
Rozmowa z Lukasem Podolskim, nowym właścicielem i piłkarzem zabrzańskiego klubu
Lukas Podolski, nowy właściciel Górnika, z trenerem Michalem Gasparikiem, którego jest... i szefem, i podopiecznym. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
– Chciałem przede wszystkim podziękować prezydentowi Kamilowi Żbikowskiemu, że dotrzymał – tak jak ja – słowa. Spotkaliśmy się kilka razy, jeszcze zanim został prezydentem Zabrza. I to była jedyna osoba w mieście, która od początku mówiła, że gdy zostanie prezydentem, to doprowadzi do prywatyzacji klubu, bo miasto nie powinno zarządzać Górnikiem. Dotrzymał słowa, rozmowy były normalne, nie polityczne. Zawsze sportowo, na luzie i za to chciałbym podziękować. We wszystko było zaangażowanych wiele osób, moich prawników, klubowy zarząd, który postawił Górnika na nogi. Cieszę się, że od tej chwili można coś innego napisać na wizytówce, ale i tak będę robił to, co przez ostatnie lata; to, co kocham, czyli wspierał klub.
Jaki jest pomysł Lukasa Podolskiego na Górnika? Jakie będą pierwsze decyzje, działania?
– Przed nami jeszcze mecz z Radomiakiem. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się dla nas ułoży i potem zobaczymy. Nie będzie jakichś wielkich zmian, rewolucji. Mamy dobry zespół, nie ma sensu, żeby wymieniać ludzi, bo widać, jakie są efekty pracy – jak to wyglądało, kiedy przychodziłem do Zabrza, a jak jest teraz. Wykonana została odpowiednia praca, a co będzie dalej, to zobaczymy. Nie ma jakiegoś wielkiego planu czy filozofii, że nagle coś wielkiego tutaj się wydarzy. Dalej trzeba pamiętać, że klub ma swoje problemy finansowe. Zdobyliśmy Puchar Polski po 54 latach, jesteśmy na drugim miejscu w tabeli, ale to nie jest tak, że tę czołówkę szybko się dogoni. Nie. Moim zdaniem kolejny sezon będzie bardzo ciężki. Trzeba być czujnym, popełnić jak najmniej błędów, a my ze swojej strony dalej będziemy rozwijać klub, czy to na boisku, czy poza nim. Pracujemy nad tworzeniem marki, nie będzie rewolucji, że Górnik nagle stanie się jakimś innym klubem. Trzeba spokojnie budować.
Sobotni mecz z Radomiakiem to będzie oficjalnie ostatni mecz Lukasa Podolskiego?
– Nie wiem, nie ma jeszcze decyzji…
Czyli rozważa pan, że w nowym sezonie może pan jeszcze występować?
– Może tak, może nie. Jak mówię, nie ma decyzji. Na spokojnie sobie wszystko przemyślę.
Jeśli chodzi o stadion, to jak to będzie wyglądało? Wiadomo, zostaje miejski, w eliminacjach europejskich pucharów możecie grać, ale w fazie ligowej, oczywiście jeśli się dostaniecie, już nie. Jaki jest pomysł na rozwiązanie tego problemu? Czy jest szansa, żeby na szybko wykończyć czwartą trybunę, żeby grać u siebie, a nie na innym obiekcie?
– Od tego są ludzie w klubie, żeby się o to martwić. Ja na ten temat na razie nic nie wiem. Jeśli do tego dojdzie, to są ludzie w klubie, którzy wiedzą, co i jak, są w temacie. Na razie przed nami mecz w sobotę. Niech się wszystko dobrze skończy. Jest głód u kibiców, ale trzeba trochę nacisnąć hamulec, żeby nikt nie wariował i nie myślał o Lidze Mistrzów, bo na to nas jeszcze nie stać. Powoli, spokojnie pracować, jak przez ten ostatni okres (Górnik jest już po kilku spotkaniach z UEFA, żeby jak najlepiej być przygotowanym do europejskich pucharów – wyjaśnił nam wczoraj Mateusz Antczak, rzecznik Górnika – przyp. aut.).
Zaczynać się będzie okres transferowy. Czy latem w Górniku mogą się pojawić piłkarze z wielkimi nazwiskami, skuszeni tym, że właścicielem klubu jest Lukas Podolski?
– Jak co sezon – zawodnicy odchodzą i przychodzą. Skauci mają listę, Łukasz Milik ma listę i wszyscy pracują, żeby wzmocnić drużynę, bo gdy będziemy grać na trzech frontach, to trzeba na wszystko mieć odpowiednią kadrę. Jeszcze raz podkreślę, że rewolucji nie będzie, że nagle pojawią się jakieś nazwiska. Po drugie, jeśli już kogoś sprowadzić, to zawodników z dobrym charakterem, którzy będą pasowali do filozofii, a nie żeby uspokoić – jak znam to z Turcji – że ktoś przychodzi, żeby kibice byli zadowoleni. Górnik zresztą to nie tylko boisko, ale wielka marka, która przez ostatnie dwa lata poszła w świat i mam nadzieję, że dalej to tak będzie wyglądało. Chcemy tę markę dalej budować, niezależnie od tego, co się wydarzy na murawie.
W Górniku od kilku lat nie ma prezesa. Czy to się zmieni, czy może to pan nim zostanie albo ktoś z ludzi z zarządu?
– Prezes jest nam niepotrzebny. Klub działa fajnie bez prezesa, mamy dobry zarząd: Bartek Gabryś i Michał Siara zrobili super pracę. Sami wszystko sobie poukładamy. Klub funkcjonuje bez prezesa, zresztą zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Na teraz poukładane są finanse, marketing. Co by tutaj prezes zmienił? Nie za wiele.
Jaki klubem będzie Górnik za pięć lat? Takim, który co sezon będzie walczył o europejskie puchary?
– Nie muszę składać żadnych deklaracji. Wszystko spokojnie trzeba budować, nie na wariata. Nie ma jakiegoś planu na następne pięć lat. Na razie mecz w sobotę, po którym będziemy wiedzieli, w jakich pucharach zagramy: czy w eliminacjach Ligi Mistrzów, czy Ligi Europy. Potem siądziemy i porozmawiamy, jak wszystko widzimy na boisku i poza nim. Liga się rozwija, kasy jest coraz więcej, tak samo my się rozwijamy i chcemy to dalej robić. Na pewno nowy sezon będzie dla nas trudny, bo czeka nas wiele pracy i oby szło to w tym kierunku jak teraz, a reszta to jest sport – wszystko może się wydarzyć. Mam nadzieję, że ten zespół, który zobaczymy w nowych rozgrywkach, zrobi wszystko, żeby znowu zagrać w Warszawie w finale Pucharu Polski.
Rozmawiał Michał Zichlarz
