Redaktor Bagier telefonuje z Berna

Na piątym czempionacie globu nasza gazeta miała po raz pierwszy swojego korespondenta. Był nim założyciel „Sportu” Tadeusz Bagier.

Tadeusz Bagier nadsyłał ze Szwajcarii czy raczej przekazywał telefonicznie znakomite relacje!

  Z LAMUSA  

Na łamach „Sportu” zaczęliśmy serię poświęconą futbolowym mistrzostwom świata widzianymi oczami naszego dziennika. Pierwszy powojenny Puchar Rimeta, który był pierwszym relacjonowanym w sportowym dzienniku, przypadł na 1950 rok i Brazylię. Nikt z redakcji tam nie pojechał, impreza zresztą została zbojkotowana przez kraje tzw. demokracji ludowej. Było to apogeum stalinizmu, o czym można przeczytać w wydaniu nr 29, strona 12.

Do Szwajcarii ze… Stalinogrodu

Kolejne mistrzostwa to już inna historia, ale też niestety kojarząca się ze… Stalinem. O co chodzi? Często piszemy i mówimy katowicki „Sport”, bo tak jest. Kiedy jednak rozgrywano piąte MŚ na boiskach w Szwajcarii, 16 czerwca – 4 lipca 1954, to w winiecie nie było nazwy Katowice, ale… Stalinogród. Tak nazywała się wtedy stolica Górnego Śląska po śmierci generalissimusa w marcu 1953… Tak było aż do grudnia 1956 roku. Zawsze przy tej okazji warto wymienić nazwiska trzech licealistek z Katowic: Barbary Nowakowskiej-Galas, Natalii Piekarskiej i Zofii Klimondy, które zaprotestowały przeciwko tej haniebnej decyzji, a potem były prześladowane przez UB.  Miały wtedy 16 lat.

Ale wracając do piłki… To już na szczęście był ciut lepszy czas niż jeszcze kilka lat wcześniej. W „Sporcie” już pełną parą pisano o czempionacie globu. Przygotowano się staranie, a nad wszystkim czuwali Tadeusz Bagier i Tadeusz Maliszewski. Dwa wielkie pióra naszego dziennika. – Redaktora Bagiera poznałem w redakcji „Wieczoru” w latach 70. Zaczynałem tam pracę dziennikarza, a on trafił do tej popularnej wtedy popołudniówki po latach spędzonych w „Sporcie”. Wielka postać, założyciel „Sportu”, świetny redaktor, dziennikarz, nauczyciel. Do dziś mam kontakt z jego synem – mówi Andrzej Grygierczyk, obecny naczelny naszego dziennika.

Redaktor Bagier, rocznik 1919, pochodził z Kresów. Studiował we Lwowie i tam zaczynał pisać. Aresztowany przez gestapo, szczęśliwie uniknął śmierci, a po zmianie granic po wojnie wylądował w Katowicach. Był naczelnym „Sportu” przez rekordowo długi czas, bo od 30 lipca 1945 aż do 31 lipca 1969 roku, gdy zastąpił go na tym stanowisku Andrzej Konieczny. Tadeusz Bagier został też pierwszym korespondentem „Sportu” na futbolowe mistrzostwa świata.

- Dla ojca był to szczególny wyjazd. Potem jechał jako korespondent „Sportu” na igrzyska zimowe do Cortiny d’Ampezzo i na letnie do Melbourne w 1956 roku – przypomina jego syn Władysław Bagier.

Węgrzy za mocni

O tym, że turniej o piłkarskie mistrzostwo globu odbędzie się w kraju pod Alpami, FIFA zdecydowała na kongresie pod koniec 1946 roku w Luksemburgu. Było ledwie co po dewastującej Europę wojnie. Działacze zdecydowali wtedy, że kolejne mistrzowskie turnieje odbędą się w 1949 roku w Brazylii, a dwa lata później w Szwajcarii. Czas skorygował te ambitne zamierzenia włodarzy światowego futbolu. Jak wiemy, turniej w Brazylii rozegrano w 1950, a ten w Szwajcarii cztery lata później. 

Niestety, i w jednym, i w drugim wypadku zabrakło Biało-czerwonych. Pierwsze mistrzostwa po II WŚ kraje demoludów, z wielkim bratem ZSRR na czele, zbojkotowały. Przed kolejnym turniejem, w Szwajcarii, mieliśmy rywalizować z Węgrami, najlepszą wtedy jedenastką na świecie, która nie dość, że była mistrzem olimpijskim, to jeszcze w maju 1954, na kilka tygodni przed imprezą w górzystym kraju, rozbiła na Nepstadionie Anglików aż 7:1. W tej sytuacji zdecydowano się w ogóle nie przystępować w grupie 7 do dwumeczu z Węgrami, które awansowały bez gry (wcześniej FIFA nie dopuściła do rywalizacji Islandii).

Zamknięte boiska, zapieczętowane piłki

Na dwa dni przed rozpoczęciem turnieju, co miało miejsce w środę 16 czerwca 1950, na pierwszej stronie „Sportu” była już spora relacja na temat mistrzostw, a wszystko okraszone mapą Szwajcarii z zaznaczeniem sześciu miast, w których miały się odbywać mecze. To stolica - Berno oraz Zurych, Genewa, Bazylea, Lugano i Lozanna.

„Zamknięte boiska i zapieczętowane piłki czekają na otwarcie V piłkarskich mistrzostw świata” – donosił „Sport” na 1 stronie w poniedziałek 14 czerwca 1950. To była korespondencja spod Alp, ale jeszcze nie redaktora Bagiera, ale Josefa Vogla. Widać więc, że mimo cenzury nie przeszkadzała taka forma relacji kogoś z zewnątrz. W korespondencji można było przeczytać o zapakowanych 20 piłkach, które FIFA otrzymała od sponsora i tego, że na godziny przed meczem nie wiedziano jeszcze, które spotkanie będzie pojedynkiem otwarcia! Oficjalnie było nim starcie w grupie 3 w Bernie urzędujących mistrzów Urugwajczyków z Czechosłowacją (2:0), choć o tej samej porze rozegrano jeszcze wtedy trzy inne mecze, w tym w grupie 1, gdzie Brazylia rozgromiła Meksyk aż 5:0, a Jugosławia po bramce Milosza Milutinovicia, potem napastnika m.in. Bayernu Monachium, a następnie znanego trenera, uporała się z Francją.

150 kg kawy

Kilka dni później w Szwajcarii był już redaktor Bagier. To był znakomity pomysł, że „Sport” miał swojego przedstawiciela. Będąc na miejscu, zawsze można wyłowić więcej smaczków. Jest tak nawet teraz w dobie internetu, mediów społecznościowych i rozwiniętej technologii. W relacji Tadeusza Bagiera zamieszczonej na stronie 4 wydania „Sportu” z poniedziałku 21 czerwca 1950 czytamy w artykule z „Bocznej trybuny”, że mistrzowie świata Urugwajczycy „przytaszczyli ze sobą 150 kg kawy w obawie, że w Szwajcarii może zabraknąć ich narodowego napoju lub też okaże się on równie drogi, jak… szwajcarskie powietrze. Jak wiadomo bowiem, taksa klimatyczna, którą musi zapłacić każdy obcokrajowiec, jest w tym kraju najwyższa na świecie”.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że najpopularniejszym członkiem urugwajskiej ekipy był Austriak Schaffner. Masażysta Urusów mówił po niemiecku, więc ci, którzy nie znali hiszpańskiego, komunikowali się tylko z nim. 

Jak zwykle mistrzostwa były też wielkim targiem. Genialny Juan Schiaffino, mistrz świata z 1950, który poprowadził też swój zespół do półfinałów szwajcarskiej imprezy, otrzymał 70 tys. dolarów za podpisanie deklaracji do włoskiego FC Milano (grał w nim w latach 1954-60). Penarol na transakcji zarobił 135 tys. amerykańskiej waluty.  

Kolarz Muller dał przykład

Finał V MŚ , rozegrany w niedzielę 4 lipca w Bernie, był epokowym wydarzeniem! – Ojciec był świadkiem tego meczu. Przeżywał go bardzo, jak każdy występ złotej węgierskiej jedenastki – mówi Władysław Bagier.

To był szok dla wszystkich. „Po 4 latach wielkich zwycięstw Węgrzy ponieśli pierwszą porażkę. Niespodziewany finał mistrzostw świata. Niemcy Zach. – Węgry 3:2 (2:2)” – pisał „Sport” nazajutrz po epokowym finale, jednym z najważniejszych meczów w historii futbolu. O tyle to był szok, że pomijając już wszystkie wiktorie Węgrów, jak pokonanie Anglii na Wembley w listopadzie 1953 wynikiem 6:3 czy wspomniany wyżej pogrom przed MŚ u siebie 7:1, to przecież w swojej grupie turnieju w Szwajcarii rozbili Niemców z Zachodu aż 8:3. Tyle tylko, że Sepp Hepperger nie wystawił w tym spotkaniu najlepszej jedenastki.  

Korespondencję nadawano wtedy telefonicznie. Tak też po niesamowitym finale w Bernie, który był szokiem dla całego sportowego świata, uczynił i Tadeusz Bagier. „Czyżby gra drużyny niemieckiej uległa w ciągu 14 dni aż takim przemianom na korzyść? Nic podobnego. Niemcy nie grali lepiej niż w Bazylei, tylko Węgrzy byli trochę gorsi niż w ostatnich spotkaniach. Nie był to już ten sam zespół, który zachwycał w meczach z Brazylią czy zwłaszcza z Urugwajem” – nadawał naczelny „Sportu”.

Tę sensacyjną wygraną piłkarzy Niemiec Zachodnich porównał do równie niespodziewanego triumfu ich rodaka w… kolarstwie. „Zwycięstwo niemieckich piłkarzy przypomina do złudzenia sukces niemieckiego kolarza Heinza Mullera na mistrzostwach świata, które odbywały się dwa lata temu w Luksemburgu. Muller, będący zdecydowanym outsiderem, wygrał wyścig i zdobył mistrzowski tytuł. Wygrał, mimo że tacy kolarze, jak Kubler, Coppi, Bobet czy Bartali mogli mu, normalnie rzecz biorąc, dać naddatek kilkunastu kilometrów do wyrównania” – trafnie zobrazował wszystko red. Tadeusz Bagier.

Michał Zichlarz      

Tadeusz Bagier - założyciel i długoletni redaktor naczelny Sportu, a jednocześnie pierwszy wysłannik naszego dziennika na piłkarskie MŚ. Fot. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

 „Sport” obszernie informował o piątych MŚ na sześciu stadionach w Szwajcarii.

Porażka złotej jedenastki Węgier z Niemcami Zachodnimi poniesiona 4 lipca 1954 roku była sportowym szokiem.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się