Raz lepiej, częściej gorzej
Z Rumunami zawsze szło nam albo ciężko, albo… jeszcze ciężej. Nie inaczej będzie pewnie w piątek wieczorem w Warszawie.
Z Rumunami zawsze grało nam się ciężko. W listopadzie 1966 przegraliśmy w Ploeszti w dramatycznych okolicznościach.
Nie ma na świecie rywala z którym Biało-czerwoni graliby w swoje historii częściej niż reprezentacja Rumunii. Teraz zagramy z nimi już po raz 37! Mniej, bo 35 razy graliśmy z Finami, a z naszymi Bratankami, Madziarami 34-krotnie.
Regularne granie
Pierwsze spotkanie z Tricolori czyli z Trójkolorowymi, to 1922 rok. Pierwsza wygrana u siebie? Trudne do uwierzenia, ale dopiero 1979, w erze Laty czy Bońka, w meczu numer 21 między sobą! Wcześniej zdecydowana większość to porażki, remisy też były, a jedyne zwycięstwo to 1932, Bukareszt i aż 5:0 dla naszych po hat tricku Józefa Nawrota. Krakusa, ale przedwojennej legendy Legii. Potem żołnierza Armii Andersa.
Z Rumunami regularnie mierzyliśmy się w okresie międzywojennym, bo osiem gier w tym czasie, a potem – nawet dwa razy w roku – graliśmy zaraz po drugiej wojnie. Wiadomo, oba państwa znalazły się w bloku socjalistycznym, a tzw. demoludy często ze sobą sparowały. I wtedy przegrywaliśmy, choć przecież rywal nie był już tak wymagający jak wcześniej. Przecież w latach 30. ubiegłego wieku zespół narodowy znad Morza Czarnego, jako jeden z niewielu w Europie, grał we wszystkich mistrzostwach świata, na boiskach Urugwaju w 1930, we Włoszech cztery lata później i we Francji w 1938. Kolejny mundial to dopiero 1970, a potem jeszcze udane lata 90. ze wspaniałą generacją zawodników, obecnym selekcjonerem „Maradoną Karpat” Gheorghe Hagi, Florinem Raducioiu, Danem Petrescu czy Gheorghe Popescu i Ilie Dumitrescu. Kto pamięta, to wie jak grali, osiągając na pierwszym amerykańskim mundialu w 1994 ćwierćfinał, a mogło być znacznie lepiej (porażka w grze o medale ze Szwecją w karnych).
Remis był blisko
Wróćmy jednak do starć z Biało-czerwonymi. Blisko 60-lat temu graliśmy z nimi towarzyskie spotkanie w Ploeszti. Tamtejsze zagłębie naftowe było ważnym elementem niemieckiej machiny wojennej w czasie II wojny światowej. Alianci niszczyli wszystko dywanowymi nalotami. Teraz mieszka tam ponad 200 tys. ludzi, a miastami partnerskimi są m.in. Radom i Zwoleń. Kiedy graliśmy z nimi w połowie listopada 1966, to „Sport” wysłał swojego korespondenta. Był nim doświadczony Tadeusz Maliszewski vel Narcyz Suessermann, bo miał żydowskie pochodzenie. W 1958 obsługiwał dla katowickiego dziennika mistrzostwa świata ze Szwecji, gdzie debiutował Pele. „Remis był bliski. W Ploeszti 3:4 (0:2) po dramatycznej walce. Jarosik, Gałeczka i Strzałkowski autorami bramek” – telefonował z Rumunii, bo tak przekazywano wtedy informacje, redaktor Maliszewski.
To było, jak zdecydowana większość gier z Tricolori, towarzyskie granie. Z 0:3 na początku II połowy doszliśmy rywala na 3:3, żeby decydującego gola stracić pięć minut przed końcem meczu po strzale Dana Coe. Wtedy, jak i teraz, atmosfera wokół kadry nie była najlepsza… „Zła passa nie opuściła piłkarstwa polskiego również w ostatnim spotkaniu międzypaństwowego sezonu” – przekazywał z Ploeszti Tadeusz Maliszewski. Wtedy, w 1966 roku, rozegraliśmy 12 meczów z czego… jeden wygraliśmy, z Luksemburgiem w eliminacjach do ME. Pięć meczów zakończyło się remisami, a aż sześć przegraliśmy, ale trzy z mistrzami świata, najpierw dwa razy z Brazylią, a potem z późniejszym triumfatorem Anglią.
Do 11 razy sztuka
Pierwsza wygrana w domu, to 11. potyczka! Nie udało się zwyciężyć wcześniej we Lwowie na stadionie Czarnych, nie udało się tego dokonać w kolejnych miastach, w Warszawie i Łodzi przed wojną, a potem także w Chorzowie, Wrocławiu, Krakowie. Udało się dopiero w 1979 roku! „Dwudziesty pierwszy mecz z Rumunią, już jedenasty w kraju, ale po raz pierwszy zwycięski przed polską publicznością po sześciu remisach i czterech porażkach! Zaiste, niezwykły wyczyn w pojedynku z „feralnym” rywalem” – pisał w świetnym opracowaniu „Biało-Czerwoni 1921-2018” redaktor Andrzej Gowarzewski z Wydawnictwa GiA.
„W połowie drogi do Lozanny. Lato, Terlecki i Boniek strzelcami bramek” – relacjonował „Sport” w czwartek 30 sierpnia 1979 roku (gazeta kosztowała wtedy 2 złote). Drużyna prowadzona przez Ryszarda Kuleszę przygotowywała się do meczu w eliminacjach ME ze Szwajcarią, który w połowie września wygrała 2:0. Mecz z Rumunami rozegrano na Stadionie Dziesięciolecia, oglądało go 20 tys. kibiców. W tamtym spotkaniu swojego już 40. gola w narodowych barwach zdobył Lato, który był kapitanem drużyny.
Gwiazdy w akcji
O punkty z rumuńską narodową drużyną graliśmy tylko cztery razy. Po raz pierwszy w 1995 w eliminacjach do angielskiego Euro. W marcu tamtego roku przegraliśmy w Bukareszcie 1:2 (błąd Józefa Wandzika), a pół roku później z ćwierćfinalistą MŚ 1994 zremisowaliśmy bezbramkowo w Zabrzu, na starym stadionie Górnika. Rumuni pod wodzą Anghea Iordanescu (grał jako zawodnik w meczu w Warszawie w 1979) naszpikowani gwiazdami, z Petrescu, Popescu, Lupescu, Munteanu czy Lacatusem z przodu. Remis oznaczał dla nas pożegnanie z Euro. Rumuni wygrali wtedy grupę przed Francją. Zespół prowadzony przez Henryka Apostela skończył na ledwie czwartym miejscu, bo i za Słowacją, która dopiero raczkowała w międzynarodowej rywalizacji. Wyprzedziliśmy tylko Izrael i Azerbejdżan… Co do ME 1996, to ekipa trenera Iordanescu poległa z kretesem, przegrywając trzy grupowe mecze z Francją, Bułgarią i Hiszpanią – wszystkie różnicą jednej bramki.
„A może by tak jeszcze raz?!”
Dobra, dosyć o tych przegranych, niespełnionych nadziejach, utyskiwaniu, a czas wlać otuchę w serca kibiców. Ostatnie trzy mecze z Rumunią, to… trzy efektowne wygrane Biało-czerwonych! Zaczął trener Waldemar Fornalik, który w lutym 2013 pobił rywala z Bałkanów 4:1 w towarzyskiej grze w Maladze. Po sromotnej porażce Rumuni uznali, że mecz nie miał… oficjalnego charakteru ze względu na dużą liczbę zmian. Jest jednak liczony w oficjalnych zestawieniach. Potem dwie efektowne wygrane, już za czasów selekcjonera Adama Nawałki, w eliminacjach MŚ 2018. W listopadzie dziesięć lat temu pokonaliśmy Tricolori na ich terenie aż 3:0. Najpierw trafił Kamil Grosicki, a potem dwa razy Robert Lewandowski. Przed spotkaniem w Warszawie na Stadionie Narodowym „Sport” pisał na pierwszej stronie: „A może by tak jeszcze raz?!” – parafrazując słowa piosenki… I było jeszcze raz, bo wygrana 3:1 po hat tricku „Lewego”! Po tamtym zwycięstwie znaleźliśmy się na 10. miejscu w rankingu FIFA. Teraz to pozycja nr 37., nawet za Rosją. Rumunii są jednak jeszcze niżej, na pozycji ledwie 54.
Michał Zichlarz
MECZE Z RUMUNIĄ
◾ 3 września 1922, Czerniowce, 1:1◾ 2 września 1923, Lwów, 1:1
◾ 19 czerwca 1927, Bukareszt, 3:3
◾ 23 sierpnia 1931, Warszawa, 2:3
◾ 2 października 1932, Bukareszt, 5:0
◾ 14 października 1934, Lwów, 3:3
◾ 3 marca 1935, Bukareszt, 1:4
◾ 4 lipca 1937, Łódź, 2:4
◾ 19 lipca 1947, Warszawa, 1:2
◾ 26 października 1947, Bukareszt, 0:0
◾ 10 października 1948, Chorzów, 0:0
◾ 8 maja 1949, Bukareszt, 1:2
◾ 14 maja 1950, Wrocław, 3:3
◾ 25 maja 1952, Bukareszt, 0:1
◾ 29 maja 1955, Bukareszt, 2:2
◾ 30 sierpnia 1959, Warszawa, 2:3
◾ 2 czerwca 1963, Chorzów 1:1
◾ 17 listopada 1966, Ploeszti, 3:4
◾ 29 października 1967, Kraków, 0:0
◾ 11 października 1978, Bukareszt, 0:1
◾ 29 sierpnia 1979, Warszawa, 3:0
◾ 25 marca 1981, Bukareszt, 0:2
◾ 7 września 1983, Kraków, 2:2
◾ 27 marca 1985, Sibiu, 0:0
◾ 2 września 1987, Bydgoszcz, 3:1
◾ 6 luty 1988, Hajfa (Izrael), 2:2
◾ 12 kwietnia 1989, Warszawa, 2:1
◾ 26 września 1990, Bukareszt, 1:2
◾ 29 marca 1995, Bukareszt, 1:2, eliminacje ME
◾ 6 września 1995, Zabrze, 0:0, eliminacje ME
◾ 16 sierpnia 2000, Bukareszt, 1:1
◾ 17 kwietnia 2002, Bydgoszcz, 1:2
◾ 14 listopada 2009, Warszawa, 0:1
◾ 2 luty 2013, Malaga (Hiszpania), 4:1
◾ 11 listopada 2016, Bukareszt, 3:0, eliminacje ME
◾ 10 czerwca 2017, Warszawa, 3:1, eliminacje ME
Bilans: 36 meczy, 7 wygranych, 15 remisów, 14 porażek. Bramki: 53:55
Pierwsza wygrana z Tricolori u nas, to dopiero 11 potyczka i spotkanie w Warszawie pod koniec sierpnia 1979 roku.
W eliminacjach do rosyjskiego mundialu pokonaliśmy naszego piątkowego rywala dwa razy i to przekonująco. Oby tak i teraz!
