Ratunku!

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Obecny sezon jest ewidentnie najdziwniejszy w historii polskiej ekstraklasy, tego już nic nie zmieni! Jeszcze nie wiadomo, czy będzie również sezonem o najbardziej zdumiewających rozstrzygnięciach w historii polskiej ekstraklasy, czyli takich, których nikt by się nie spodziewał – jest na to ogromna szansa. I nie chodzi o nasze przypuszczenia w trakcie sezonu, ale o przypuszczenia, gdy sezonu było już mniej niż więcej. Sztandarową egzemplifikacją tych założeń są zdumiewające obecne przypadki Widzewa Łódź.

Na inaugurację rozgrywek następcy Zbigniewa Bońka i Marka Citko pokonali u siebie Zagłębie Lubin – drużynę, która obecnie marzy o mistrzostwie Polski. W kolejnym meczu na własnym stadionie Łodzianie rozbili GKS Katowice – drużynę, która obecnie marzy o starcie w europejskich pucharach, a jej niektórzy kibice nawet o czymś więcej. Tamte zwycięstwa zostały przyjęte w Łodzi jako coś oczywistego podczas efektownego marszu wreszcie po coś więcej, dziarskiego marszu po utraconą chwałę dni minionych... Służyć temu miały również głośne transfery piłkarzy o głośnych nazwiskach, bynajmniej nie „nołnejmów”. To wymuszało wprawdzie bicie kolejnych finansowych nakładów, ale jednocześnie było świadectwem możliwości, a przecież bez szelestu banknotów dzisiaj nic się nie dzieje... Okazało się jednak, że widzewski tegoroczny świat nie będzie składał się jedynie ze scen triumfu, chwil uśmiechu i paroksyzmów zadowolenia. Wręcz przeciwnie! Stwierdzenie, że „zaczęło iść jak po grudzie”, nie oddaje jednak powagi sytuacji. Wrzawa ucichła, gdy stało się realne to, w co niedawno nikt by nie uwierzył... Nie chodziło już o ambicje. Najkrócej: TRZEBA SIĘ RATOWAĆ!

Zagrożenie degradacją stało się na tyle realne, że w przypływie trwogi dokonano nawet zmiany szkoleniowca. Widzewa uratować ma Aleksandar Vuković – nie tylko fajny facet (prywatnie fan Argentyny), co przede wszystkim fachowiec: szkoleniowiec, który doskonale zna polską ligę i jej obecne realia, który jest w gazie, więc wir pracy mu niestraszny. Jego debiut w roli szkoleniowca Łodzianie uczcili zwycięstwem 2:1 z Lechem, mistrzem Polski i aktualnie liderem rozgrywek. Wydawało się więc, że nieodwracalne może uda się odwrócić. Parę zwycięstw i Widzew znowu wskoczy w tabeli tam, gdzie według jego fanów jego miejsce. Nie wskoczył. Każdy kolejny punkt musiał/musi/będzie musiał wyszarpywać z coraz bardziej rosnącym wydatkiem energetycznym. Przecież kiedy nie idzie, zdobycie każdego kolejnego punktu to coraz większy wysiłek i stres. Mało tego: do końca sezonu Widzew już w prawie każdym meczu będzie mierzyć się z zespołami, które też marzą o utrzymaniu, a więc jego przewagą w żadnym razie nie będzie stopień determinacji czy zaangażowania...

No bo tak: za chwilę mecz z Motorem, teoretycznie najłatwiejszy, bo z rywalem, któremu bodaj jako jedynemu nie grozi już ani spadek, ani mistrzostwo, ale powiedzcie to Lublinianom... Potem gra na Legii, która jest ledwie cztery punkty przed Widzewem, a poza tym nigdy nie wybaczy mu ostatnich minut sezonu sprzed trzydziestu lat. Chwila oddechu z Lechią, jeśli można to tak nazwać, ale zaraz potem kolejny trudny wyjazd do Kielc. A chwili oddechu na zakończenie sezonu nie będzie, bo na ostatni mecz do Łodzi przyjedzie Piast Gliwice – zespół, któremu w tej chwili Widzew zazdrości, bo ten jest tuż nad powierzchnią...

Czy Widzewowi uda się uratować? Życzymy powodzenia i... szczęścia. Będzie potrzebne. 

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się