Raków ma problem?
Awans do drugiej fazy Ligi Konferencji to cel, który wyznaczy barometr nastrojów na najbliższe miesiące.
Do Zorana Arsenicia (z lewej) ostatnio można było mieć spore pretensje. Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Maccabi Hajfa, a potem zwycięzca rywalizacji Żalgirisu Kowno z Ardą Kyrdżali - na tym przede wszystkim skupiają się teraz przy Limanowskiego. Europejskie puchary są pod Jasną Górą priorytetem oraz odtrutką na nieudany start ligi. Nieudany to zresztą najłagodniejsze słowo, bo dwie porażki z rzędu - z Wisłą Płock (1:2) oraz Radomiakiem (1:3) - pokazały, że znacznie przebudowany latem wicemistrz Polski daleki jest od optymalnej formy i już na początku sezonu notuje straty, które mogą być trudne do odrobienia.
Co się dzieję z obroną?
Raków Marka Papszuna od lat słynął z żelaznej defensywy, ale w tym momencie to już mit. To właśnie z obroną częstochowianie mają największe problemy od początku sezonu. Nie ma meczu, aby któryś z defensorów nie popełnił rażącego błędu. Papszun to dostrzega i rotuje defensorami, na razie jednak bez dobrych rezultatów. Jednakową trójką w obronie (Ariel Mosór - Zoran Arsenić - Stratos Svarnas) zagrał tylko w meczach z GKS-em (1:0) oraz Żyliną (3:0). Od meczu z Płockiem do składu wskoczył Apostolos Konstantopoulos, w tym momencie niespodziewanie najpewniejszy punkt defensywy, choć w Radomiu również nie ustrzegł się dużego błędu. Z Wisłą odpoczywał Arsenić, w Żylinie Mosór, a w niedzielę Svarnas.
Najgorzej w tym momencie wygląda... kapitan. W Radomiu Arsenicia obciążają dwie bramki, a zwłaszcza pierwsza, gdy Capita dostał podanie od bramkarza Filipa Majchrowicza, wygrał pojedynek z Chorwatem, a potem go jeszcze nawinął w polu karnym. Zawodnicy Rakowa dwumecz z Żyliną wygrali kondycyjnie, ale też niespodziewanie łatwo dawali się przepychać. Rywale w ekstraklasie również wyczuli słabość i starają się ją bezlitośnie wykorzystywać.
Liga odjechała
Trzeba mieć na uwadze, że ekstraklasa cały czas idzie w górę, obecnie to trzynasta liga w Europie i coraz trudniej przepchnąć w niej zwycięstwo kolanem. Gdy Raków wchodził do krajowej elity w 2019 roku, można było stwierdzić, że projekt częstochowski ją przegania. Obecnie wydaje się, że to Raków nie nadąża za ligą.
O zmianie trenera w Rakowie oczywiście nikt nie myśli, to klub, w którym hierarchia jest dość sztywna, a pozycja szkoleniowca niepodważalna. Zresztą planu B nie ma, Raków jest skazany na Papszuna i odwrotnie. Najlepszy dla częstochowian byłby czas, który pozwoliłby załapać schematy gry nowym zawodnikom. W piłce przeważnie go jednak nie ma, a w momencie decydującej fazy rywalizacji o europejskie puchary nie ma go wcale. Ligowe straty prawdopodobnie były wkalkulowane, ale w pucharach Raków potknąć się nie może. Ewentualne odpadnięcie z Maccabi nie zachwieje pozycją Papszuna, ale złość właściciela Michała Świerczewskiego ciężko byłoby wówczas oszacować.
Na kłopoty Bulat?
Spadek jakości widoczny jest również w środku pola. Zastąpienie Gustava Berggrena i Władysława Koczergina jest bardzo trudne. Oskar Repka miał niezłe wejście do drużyny, ale już Karol Struski na tym etapie odstaje, choć nie można mu odmówić ambicji. Na szczęście powrócił Peter Barath, który w Radomiu był jednym z nielicznych, do których nie można było mieć większych zastrzeżeń. Za chwilę konkurencja w tej części boiska powinna jeszcze wzrosnąć, gdyż w klubie zdecydowali się głębiej sięgnąć do kieszeni pozyskując Marko Bulata. - Dobry ruch ze strony Rakowa. Dwa lata temu miał swój najlepszy sezon w karierze. Ostatnio na wypożyczeniu nie wyróżniał się specjalnie, ale w ekstraklasie powinien być gwiazdą. Wielkim atutem jest jego młody wiek, który daje możliwość rozwoju i ewentualnego spieniężenia. W Chorwacji jest ogromna konkurencja, najlepsi celują w czołowe ligi, ale dla zawodników, którzy chcą się odbudować i udowodnić wartość, Polska jest bardzo atrakcyjna - mówi nam Sebastian Pietras, miłośnik chorwackiej piłki oraz twórca fan page'a„Piłka chorwacka". Wkrótce do dyspozycji powinien być również Ivi Lopez. Papszun liczy na jego wartość zarówno na boisku, jak i w szatni.
Mariusz Rajek
