Radość z gry

Były śmiechy, anegdotki, dowcipy - już dawno tak gwarno nie było pod tyską szatnią.

Filip Komorski, jak przystało na kapitana, lubi dyskutować z sędziami i często kręci głową z dezaprobatą. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

TAURON HOKEJ LIGA

Nie ma żadnej czarodziejskiej różdżki w szatni i proszę nie doszukiwać się cudów – przekomarzali się z uśmiechem na twarzach hokeiści z Tychów. Takiego wyniku (7:1) w derbach GKS-ów chyba nikt się nie spodziewał, bo przecież dwie poprzednie potyczki kończyły się nikłymi zwycięstwami jednej i drugiej drużyny. Obrońcy tytułu mistrzowskiego z Tychów przed reprezentacyjna przerwą mocno cierpli i nie zdołali awansować do finałowego turnieju Pucharu Polski.

Wyższa konieczność!

Po zakończeniu 2. rundy, tuż przed zgrupowaniem kadry, z Tychów wypłynął komunikat o rozstaniu się z Jooną Monto (gra już w GieKSie) i Matiasem Lehtonenem. Czyżby to rozstanie było lekiem na wszelkie dolegliwości jakie dopadły tyszan? O nie! Byłoby to uproszczenie sprawy.

- Nie chciałbym po raz kolejny wywlekać tej sprawy, ale taką podjęliśmy decyzję – mocno akcentuje dyrektor sekcji GKS-u Tychy, Jarosław Rzeszutko. - Rozstawaliśmy się z bólem, bo przecież byli członkami naszego zespołu, ale to była wyższa konieczność. A może właśnie ten ruch sprawił, że zawodnicy zaczęli analizować swoją postawę i doszli sami do wniosku: tak dłużej nie może być!

- Bardzo zabolało mnie rozstanie z Jooną i Matiasem, którzy mocno nam pomogli zdobyć złoto w poprzednim sezonie – dodaje kapitan zespołu, Filip Komorski. - Po dziewięciu latach gry w Tychach po raz pierwszy nie awansowaliśmy do finału Pucharu Polski i... ku radości rodziny będę miał nieco przedłużone święta. Ten fakt też był powodem naszej frustracji. Jednak tak się złożyło, że była przerwa reprezentacyjna i ona nam pomogła.

Dominacja

Tak dobrze grających hokeistów z Tychów w tym sezonie jeszcze nie widzieliśmy. Czerpali radość z gry i to było podstawą sukcesu - wysokiego zwycięstwa nad rywalem zza miedzy.

- Oczywiście, że były rozmowy, bo przecież gra nasza „kulała” - dodaje dyrektor Rzeszutko. - Zawodnicy trenowali i chyba przetrawili nasze niepowodzenia. W derbach zdecydowanie lepiej czuli się zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Tak grających chciałbym ich widzieć w każdym spotkaniu, choć z własnego doświadczenia wiem, że raczej nie jest to możliwe. Tym występem oni sami sobie pomogli i jestem przekonany, że teraz pójdzie to w odpowiednim kierunku.

- Wbrew pozorom wcale nie było tak łatwo, jak sugeruje to wynik – przekonuje Komorski.- Gdy poszedłem do boksu kar (10:26 min – przyp. red.), a rywal doprowadziłby do remisu, to mecz miałby zupełnie inny przebieg. Stało się inaczej i trzy gole w krótkim odstępie (4:21 min - przyp. red.) dodały nam pewności siebie.

Momentami odnosiliśmy wrażenie, że gospodarze mają dodatkowe wspomaganie i rywale, choć mocno się starali, już nie byli w stanie ich powstrzymać.

Twardo po ziemi

Tomaš Fučik miałby okazję zaliczyć czyste konto, ale na 92 sek. przed końcem pokonał go młody Jonasz Hofman.

- Dla mnie to nie ma większego znaczenia, bo liczą się trzy punkty – podkreśla reprezentacyjny bramkarz. - Z perspektywy bramki to nasze spotkanie wyglądało znakomicie. Chłopakom krążek „kleił” się do kija, a potem się odrywał i wpadał do bramki rywali. Gdy przyjechałem ze zgrupowania reprezentacji, to mówiłem kolegom w szatni z jakim poświęceniem grali zawodnicy w drużynie narodowej. Miałem mniej pracy niż przypuszczałem, a i strzałów groźnych było niezbyt wiele. Potrzebowaliśmy takiego spotkania, bo ono nas wzmocni przed kolejnymi występami. Trzeba twardo stąpać po ziemi i nie upajać się jednym meczem. Cieszy mnie postawa zespołu, bo ani przez moment nie było rozluźnienia i to chyba miła perspektywa.

- Nie można się zachwycać tym zwycięstwem, tylko trzeba łapać byka za rogi – wpada w słowo Komorski. - Cały czas musi nam towarzyszyć pokora. Mamy do zdobycia jeszcze dwa trofea. Najpierw Superpuchar (25 listopada – przyp. red.), a potem mistrzostwo i o tym musimy pamiętać.

Były śmiechy, anegdotki, dowcipy – już dawno tak gwarno nie było pod tyską szatnią, ale to zrozumiałe, wszak hokeiści odnieśli okazałą wygraną z renomowanym rywalem. Przed nimi kolejne wyzwania.

Włodzimierz Sowiński

23 STRZAŁY obronił Tomaš Fučik, zaś jego vis-a-vis Jesper Eliasson 11, zaś Michał Kieler 22.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się