Radość o zmierzchu
Odpowiedzialność, konsekwencja, ale i wielka radość z samej gry – Polonia bezdyskusyjnie ograła zespół zbudowany przez jej byłego szkoleniowca, któremu w Opolu powtórka bytomskiej roboty nie wyszła.
Bytom w euforii, Opole w rozpaczy. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
Piłka nożna to wielce przekorna dyscyplina. Właściwie od pierwszych chwil poniedziałkowego starcia to defensywa Odry – momentami rozbudowana do... dziewięciu graczy – miała pełne ręce roboty. Artur Haluch, który u Piotra Plewni (od tygodnia pracującego w miejsce Łukasza Tomczyka) zastąpił między słupkami Miłosza Mleczkę, już w 130 sekundzie bronić musiał groźne uderzenie Benedika Miocia. Po kwadransie Krzysztof Wołkowicz „zakręcił” w poprzeczkę, nieznacznie mylili się też Jakub Szymański (głową), Mikołaj Łabojko czy Konrad Andrzejczak (z dystansu). Gol dla gospodarzy zdawał się wisieć w powietrzu, a do 45 minuty jedynym akcentem ofensywnym gości było anemiczne uderzenie Stanisława Gieroby – raczej wzdłuż bramki niż na nią.
Wrzuceni w „kocioł”
I cały ten scenariusz – kreślony pod dyktando Polonii – mógł runąć w doliczonym czasie tej odsłony. Pierwszy rzut rożny Opolan przyniósł totalny „kocioł” na linii piątego metra przed bytomską bramką. Piłkę do niej wepchnąć próbowali kolejno: Cassio, Gieroba i Maksymilian Pingot. Były to jednak wyłącznie „dzióbnięcia”, a nie soczyste strzały, więc skutecznie na linii bramkowej lub tuż przed nią interweniowali – odpowiednio – Oskar Krzyżak, Szymański i wreszcie Wojciech Banasik!
Prezenty wykorzystane na maksa
Na Polonię – wyjąwszy oczywiście pucharowe starcie w Głogowie – od momentu zmiany ustawienia nie ma jednak mocnych. Trzykrotnie w lidze udawało się jej zgarniać komplet punktów, zrobiła to i po raz czwarty, wykorzystując – trzeba do odnotować – koszmarne błędy rywali. Bramkowa kontra z 50 minuty, w której piłka jak po sznurku wędrowała od Grzegorza Szymusika, przez Patryka Stefańskiego, Lucjana Zielińskiego aż do Konrada Andrzejczaka, zaczęła się przecież od zbyt krótkiego wyrzutu Bartosza Biedrzyckiego z autu, mającego przynieść zagrożenie w „szesnastce” gospodarzy. Opolanie jeszcze nie pozbierali się mentalnie po tym ciosie, gdy kolejny zafundował im Haluch. To on zagrał piłkę od bramki prosto na nogę Miocia, który natychmiast odnalazł podaniem Rumina – a ten takiej okazji nie mógł nie wykorzystać.
Walec robił swoje
– Cóż, zostaliśmy w szatni, a potem pierwsza i druga bramka nas zgniotły. Przez 30 minut nie mogliśmy odpowiedzieć racjonalnie i skutecznie – krótko podsumowywał ów feralny dla swej drużyny fragment Piotr Plewnia.
Sprowadzenie wygranej gospodarzy wyłącznie do skorzystania z „przychylności” rywala byłoby jednak nieuczciwym dla Polonistów uproszczeniem. I bez tych „uprzejmości” drużyna Konrada Geregi poradziłaby sobie z rozmontowaniem obrony opolskiej. Dowodem – akcja z 79 minuty, kiedy Kamil Wojtyra z Łabojką wyklarowali „setkę” Miociowi. Chorwat zaś jeszcze efektownie zwiódł idącego wślizgiem Filipa Kupczyka, a potem nieuchronnie strzelił do siatki. Tak naprawdę mogło być już w tym momencie nawet i 5:0: wcześniej Haluch dość przypadkowo, acz szczęśliwie, odbił nogami piłkę po strzale Wołkowicza, a 120 sekund później po raz drugi w tym meczu – tym razem po strzale Łabojki – w sukurs przyszła mu poprzeczka!
Oklaski na stojąco
– Jest radość z takiej gry – potwierdzał Konrad Andrzejczak. Radość mieli też fani gospodarzy: ręce do oklasków składały się nie tylko po opisanych akcjach Bytomian. Pożegnani zostali przez swych kibiców owacjami na stojąco, czemu trudno się dziwić: w momencie końcowego gwizdka wspięli się przecież do strefy barażowej! A te wrażenia potwierdził też opiekun gospodarzy. – Luz, swoboda operowania piłką – dobrze się na to patrzyło. Kiedy stałem przy linii, przychodziła mi czasem do głosy myśl, żeby bić brawo – te słowa Konrada Geregi najlepiej podsumowują występ jego zespołu.
Dariusz Leśnikowski
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Polonia Bytom – Odra Opole 3:0 (0:0)
1:0 – Andrzejczak, 50 min, 2:0 – Rumin, 54 min, 3:0 – Mioć, 79 min
POLONIA: Banasik – Szymusik (79. Michalski), Krzyżak, Szymański, Wołkowicz – Orlik (15. Stefański, 68. Pena), Łabojko, Mioć, Andrzejczak, Zieliński (79. Konieczny) – Rumin (68. Wojtyra). Trener Konrad GEREGA.
ODRA: Haluch – Spychała (62. Kupczyk), Cassio, Piroch, Pingot, Biedrzycki (80. Palacz) – Szysz (62. Spačil), Perez (62. Nalepa), Gajda, Barański – Gieroba (62. Feliks). Trener Piotr PLEWNIA.
Sędziował Łukasz Szczech (Kobyłka). Widzów 1506. Żółte kartki: Szymański, Wołkowicz, Zieliński – Spychała.
Orlik na noszach
Już w 15. minucie występ zakończył Kamil Orlik. Murawę opuszczał na noszach, a trener Konrad Gerega z troską mówił po meczu o „prawdopodobnie poważnym urazie”. Konkretnie – o urazie stawu skokowego. Diagnoza znana będzie w najbliższych godzinach.
96 MECZ oficjalny w roli trenera Odry (licząc i te z przedrostkiem „tymczasowy”) zaliczył w poniedziałek Piotr Plewnia; to jego piąta przygoda szkoleniowa w tym klubie jako „pierwszego”. Zanotował w poniedziałek 39. porażkę, przy 35 zwycięstwach i 22 remisach.
CZY WIESZ, ŻE...
22 sierpnia Odra zremisowała 1:1 w Bielsku-Białej z Podbeskidziem, gola dla niej zdobył wtedy Michał Feliks. Od tamtej pory w lidze trafiał dla Opolan tylko Patryk Szysz, choć... też żałośnie rzadko – ledwie dwa razy. W Bytomiu ta statystyka zmianie nie uległa, a licznik zdobytych przez Odrę bramek wciąż wskazuje mizerną „ósemkę”...
