Pyton w koszyku
REMANENT - Jerzy Chromik
Malta, Malta i... po Malcie. Czy także po barażach?
Po meczu z Holandią pochwałom nie było końca. Prześcigano się w komplementach. Najbardziej zaskakuje mnie zawsze ten, że wreszcie zobaczyliśmy drużynę... kompaktową. Cokolwiek to oznacza, jest nieco mylące. Odruchowo sięgnąłem więc po płytę CD. A że uwielbiam Breakoutów, był to longplay „Na drugim brzegu tęczy” z 1970 roku z genialnym popisem Włodka Nahornego na saksofonie.
Przychodzisz zawsze do mniegdy zapada zmrok
zapalasz rzekę tęczy
i przerywasz noc (...)
(...) Nie pytasz nigdy o nic
a jednak wiesz co chcę:
przepłynąć poprzez tęczę
na jej nieznany drugi brzeg (...)
Jakże słowa tego tytułowego utworu pięknie oddają rzeczywistość naszej reprezentacji piłkarskiej. Drużyna Urbana przyszła ostatnio dwa razy do nas, gdy był zmierzch. W Warszawie zapaliła rzekę tęczy i przerwała noc. Tę po Michale Probierzu. Nie pytała nigdy o nic, bo dobrze wiedziała, czego chcemy. Dwóch zwycięstw i awansu do finałów MŚ. Miała przepłynąć poprzez tęczę na ten nieznany drugi brzeg eliminacji.
I co? Nie ma tęczy, jesteśmy na tym nieznanym drugim brzegu. Koniec też rozważań o koszykach. Czy będzie to pierwszy, czy drugi, nie ma większego znaczenia. W każdym może być pyton z podrodziny dusicieli. Po Malcie i Holandii wiadomo, że zremisować i przegrać możemy z każdym. Wszystko zależy od dyspozycji wieczoru, stanu boiska i... łutu szczęścia.
Spokojnie czekam więc teraz na to czwartkowe losowanie i nie ekscytowałem się zanadto tym, czy Duńczycy we wtorek poradzą sobie ze Szkotami, a Austriacy jednocześnie i z Bośnią, i z Hercegowiną. To niczego nie zmienia, bo tak czy owak trzeba wygrać z dwoma rywalami, by zobaczyć te nieznane brzegi Ameryki Północnej.
Ale czy to przypadek, że akurat w ostatnim meczu eliminacyjnym pojawiło się aż tak dużo znaków zapytania co do tej naszej drużyny kompaktowej? Płyta boiska była, owszem, zła, ale to jeszcze nie był powód, by nie dało się oglądać popisów, a właściwie naszych kiksów. Wyrównanie Malty to „podwórko”. Takie gole traciłem ostatnio w 1968 pod trzepakiem na Warszawskiej. Bramka-kuriozum jak w „Piłkarskim pokerze”. No wstyd i żenada. Po prostu nie ma żadnego usprawiedliwienia dla prawie klasowej drużyny.
Gdy przechodziłem na emeryturę 1 września 2021 roku, Malta po raz pierwszy i jedyny wygrała u siebie w eliminacjach MŚ (3:0 z Cyprem). W poniedziałek mogła wygrać po raz drugi. Z Polską. Strzeliła nam dwa gole, ale równie dobrze mogła powtórzyć wyczyn sprzed czterech lat i mieć trzy! Tylko Drągowski był odmiennego zdania.
Szukajmy jednak pozytywów. Mamy trzeciego selekcjonera w historii naszej piłki, który w sześciu kolejnych meczach nie przegrał. Pierwszym był Wojciech Łazarek, a drugim... Michał Probierz. Teraz dołączył do nich Jan Urban. A żeby nie było aż tak wesoło, to odnotujmy dla równowagi, dzięki @AbsurDB, że jesteśmy teraz w dość ekskluzywnym towarzystwie rywali, którym Malta strzeliła w meczach o punkty aż dwa gole w ostatnich osiemnastu latach. Niekoniecznie w kolejności zgłoszeń to: San Marino, Liechtenstein, wspomniany już Cypr, Andora, Wyspy Owcze, Azerbejdżan, Mołdawia i... Słowacja.
Dojmujące i dołujące? Dajmy spokój narzekaniom. Cztery miesiące zimowe będą piękne, bo jak zawsze przyniosą niekończące się dyskusje o szansach, choćby przy wigilijnym stole. Kogokolwiek przydzieli nam los! My zawsze oczekujemy od niego szerokiego uśmiechu, bo nie jesteśmy Argentyną. A tak na marginesie. Ilekroć Nigeria odpada ostatnio w eliminacjach, to właśnie kumple Messiego zostają mistrzami świata. Ciekawe!
To skoro czempiona już znamy, to poczekajmy jeszcze na to nasze losowanie. W nim najważniejsze będzie nie to, z kim, ale gdzie. Na Narodowym czy na Śląskim w finale baraży? Czy tu, czy tam, ale z racami! Taki mamy słowiański sznyt. Najważniejsze są zawsze pióra przy czapce. Nawet tej... chłopskiej.
Jesteśmy teraz w dość ekskluzywnym towarzystwie rywali, którym Malta w ostatnich osiemnastu latach strzeliła w meczach o punkty aż dwa gole. Fot. Marcin Karczewski / Press Focus
