Pytania bez odpowiedzi
Gra w najwyższej lidze jest emocjonująca, ale to walka, aby w tej elicie w ogóle być, wyzwala najszczersze krew, pot i łzy. Każdy chce trafić pod błyski fleszy.
Czy Polonia Bytom nadal będzie zaskakiwać? Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
BETCLIC 1. LIGA
Ekstraklasa obrosła ostatnio w piórka i... ma ku temu powody. Wszyscy zrobili się tam bogaci, grają na ładnych stadionach, liga pnie się w rankingu UEFA, frekwencja rośnie, nazwiska na murawie są coraz lepsze. Bycie na szczycie to rzecz przeznaczona tylko dla 18 zespołów, ale niżej czają się już kolejni, którzy marzą o tym, aby być wśród najlepszych.
Walka o nobilitację
Za złotymi drzwiami siedzi i ucztuje polski snobistyczny top futbolowej arystokracji, który nie zniża się w stronę tych, których z nim nie ma. Aby zasiąść do tego stołu, trzeba przeżyć twardą, nieraz brudną walkę w 1. lidze. Tam nie każdy stadion jest piękny. Nie każdy klub ma pieniądze. Nie każdy piłkarz ma obfite CV. Ale każdy niczym gladiator w Koloseum dumnie wychodzi, by podjąć się batalii o życie – i choć to metafora, z tym życiem nie ma ani krzty przesady. Wejście do ekstraklasy to wskoczenie na zupełnie inny poziom prestiżu i funkcjonowania, inny poziom emocji, przede wszystkim inny poziom finansowy. Komu się to uda?
Odkąd na zapleczu wprowadzono baraże, realnie nie ma tam drużyny, która grałaby o nic. Trudno, aby było inaczej, skoro w praktyce połowa miejsc coś daje – dwa bezpośredni awans, cztery baraże, a trzy spadek. Trudno jest wstrzelić się w szarą strefę, by ani nie oglądać się ze stresem za siebie, ani nie marzyć, patrząc w kierunku szczytu. Nawet jeżeli przed wznowieniem rundy wydaje się, że klub X czy Y ma już jasno określony cel na wiosnę, krótka seria dwóch-trzech porażek lub zwycięstw może zmienić wszystko. 1. liga nie daje nic nikomu za ładny uśmiech. Nie gra historia, nie gra baza kibicowska, nie gra portfel właściciela (choć fajnie, aby był wypchany...). Premiowany jest pomysł i konsekwencja, a sytuacja potrafi zmieniać się jak w kalejdoskopie. Wiele jest pytań, które można zadać sobie przed ruszającą kolejką, ale odpowiedzi nie przewidzi nawet wyrocznia delficka.
W cieniu Wisły
Oczywiście jedna rzecz zdaje się rozstrzygnięta – awans Wisły Kraków. „Zdaje się”, bo nigdy nie można być niczego pewnym. Biała Gwiazda gra już czwarty sezon na zapleczu i jest tam najbardziej niepasującym elementem. Nikt nie wyobraża sobie, aby tym razem miało jej się nie udać, lecz to nie pierwszy raz, kiedy Krakowianie witają się z gąską przed zakończeniem rozgrywek. Muszą być świadomi, że lekki kryzys wprowadzi wielką nerwowość i zaprosi do rywalizacji o bezpośredni awans inne zespoły. No ale... które? Oto jest pytanie!
Bo przecież na jesień zawodzili ci wielcy, którzy mieli bić się razem z Wisłą. Gdzie jest Śląsk? Gdzie ŁKS? Dwaj bogacze znajdują się poza strefą barażową, a nie za kolorowo jest przede wszystkim w Łodzi, która notuje fatalne na ten moment okienko transferowe – ci, których chciał ŁKS, wybierali inne kierunki, a kilka ogniw też zostało z jego szeregów wyjętych. Nie można jeszcze zapominać o Wieczystej. Ligowi krezusi saldem przewyższają każdego i zimą znowu podpisali kilka ciekawych nazwisk. Pytanie w ich przypadku brzmi, czy papierowi faworyci w końcu wywiążą się ze swoich „obowiązków”, no bo przecież ponad nimi w tabeli nie brakuje niespodzianek – czy wręcz sensacji.
Tylko czyhają
A ich nazwy brzmią: Polonia Bytom, Pogoń Grodzisk Mazowiecki, Chrobry Głogów, Stal Rzeszów. Kolejno miejsca od drugiego do piątego. Gdyby przed sezonem obstawiać, czy takie grono walczyłoby o awans, czy o utrzymanie – odpowiedź byłaby chyba oczywista. Jednakże pierwszoligowa łupanka znowu spłatała psikusa. Przecież nieposiadający porządnych stadionów beniaminkowie mieli być biedni i słabi, Głogowianie znowu mieli chować głowę w piasek i nie odzywać się niepytani, zaś Rzeszowianie – oni mieli szkolić młodzież (najlepiej komuś innemu). Pochwały, jakie zebrała ta czwórka, były w pełni zasłużone, ale... no właśnie. Czy Polonia poradzi sobie bez architekta, trenera Łukasza Tomczyka? Czy młodzi chłopcy Piotra Stokowca z Pogoni nadal będą „lecieć” na młodzieńczej fantazji? Czy Chrobry – chyba najstabilniejszy zimą z tego grona – utrzyma poziom pod okiem trenera Łukasza Becelli? Jak zareaguje Stal, w której dzieje się to, czego się obawiano, czyli rozpoczyna się letni exodus jej talentów? Ci, którzy mają większe możliwości od tych klubów (i nie tylko oni), tylko czyhają na ich wpadki. Fenomenalne jest to, że wszystkie drużyny z miejsc 6-10 mają taką samą liczbę punktów!
Oczywiście awans awansem, ale do ekstraklasy nie dostanie się ten, kto... spadnie do 2. ligi (wiedzą o tym w Sosnowcu czy Bielsku-Białej). Sytuacja GKS-u Tychy, Stali Mielec i Górnika Łęczna jest bardzo trudna, bo wszyscy z „czerwonej strefy” mają do bezpiecznego miejsca stratę ponad jednego zwycięstwa. Tych, którzy są tuż nad kreską, nie ma z kolei znowu tak wiele – bo 13. Odra Opole ma już 9 „oczek” przewagi nad strefą spadkową. Kogo więc będą gonić Tyszanie pod batutą Łukasza Piszczka? Pewnie oszukującego przeznaczenie Znicza Pruszków i remisującą z niemal każdym Puszczę Niepołomice... a może stoczy się tam ktoś inny? Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi...
Piotr Tubacki
