Punkty na pierwszym planie

Rozmowa z Jarosławem Skrobaczem, trenerem Odry Opole

Trener Odry Opole zdradził nieco szczegółów przed wyjazdowym meczem z ŁKS-em Łódź. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Po meczu otwarcia nowego stadionu oraz spotkaniu młodzieżowych reprezentacji Polski i Czech Opole wraca do ligowej rzeczywistości. Jaki wpływ miały na was te wydarzenia?

– Na pewno nie ułatwiły nam skupienia się na tym, co dla Odry tej wiosny najważniejsze, czyli na walce o ligowe punkty, które są dla nas pierwszym planie. Ale też nie przesadzajmy. Po prostu trzeba się dostosować i myślę, że tak zrobiliśmy. Mamy gdzie trenować i choć oczywiście przygotowania do meczu otwarcia czy przyjazd kadry, która rozgościła się w naszej szatni, spowodował trochę zamieszania, to nie mam zamiaru narzekać.

Kiedy wzięliście na tapetę czekający w jutrzejszy wieczór wyjazdowy mecz z ŁKS-em Łódź?

– Szczerze mówiąc, ŁKS „siedzi mi w głowie” już od 9 marca, czyli nazajutrz po przyjeździe ze Stalowej Woli zacząłem myśleć o kolejnym ligowym rywalu. Mieliśmy tego czasu sporo i wewnętrznie w sztabie szkoleniowym przeanalizowaliśmy najbliższego rywala i pod jego kątem prowadziliśmy treningi. Zespół tak oficjalnie wtajemniczyliśmy w szczegóły na czwartkowej odprawie z analizą wideo i wskazaniem tego, na co my zwróciliśmy uwagę. Przy okazji wyjaśniliśmy, dlaczego takie czy inne ćwiczenie taktyczne „wałkowaliśmy” ostatnio na treningach, żeby to, co już przećwiczyliśmy, dopasować do tego, co chcemy zrobić w Łodzi.

Mecz jest w sobotę o 19.30. Czy w związku z tym wyjedziecie do Łodzi w dniu spotkania, czy w przeddzień meczu?

– Dzień wcześniej. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby ryzykować, jadąc w dniu spotkania, gdy podróż trwa ponad dwie godziny, a do Łodzi z Opola trzeba liczyć mniej więcej godzinę więcej. Wiadomo, jak to u nas bywa na drogach. W dodatku te trzy godziny jazdy, z doliczeniem, że na miejscu trzeba już być dwie godziny wcześniej, znacznie to wszystko wydłużają. No i siedzenie w autokarze z podkurczonymi nogami też ma swoje znaczenie, więc nie możemy sobie pozwolić na żadne przeszkody. Wyjedziemy w piątek, żeby być gotowymi do walki o punkty. One, jeszcze raz to powtórzę, są dla nas pierwszym planie.

Od kiedy jesteście w komplecie, czyli kiedy z reprezentacyjnego debiutu w drużynie U-19 wrócił Szymon Szkliński?

– Szymon już od środy jest w Opolu i miał nawet indywidualne zajęcia, a w czwartek dołączył do drużyny. Zadebiutował w reprezentacji, więc myślę, że zobaczył trochę innego świata i poczuł, jak to może wyglądać, a jednocześnie stał się też inspiracją dla innych zawodników z naszej akademii. Przecież jeszcze jesienią Szkliński nie był w Odrze żadną oczywistą postacią, ale opaskę kapitana w drużynie Centralnej Ligi Juniorów zamienił na rolę rezerwowego i szybko swoją postawą wywalczył sobie miejsce w pierwszym zespole. Teraz stanowi doskonałą opcję młodzieżowca i razem z naszym bramkarzem Adamem Wójcikiem, który niedawno obchodził 20. urodziny, dają nam pole manewru.

Czy mówiąc o polu manewru ma pan na myśli powrót Artura Halucha do bramki w meczu 8 marca w Stalowej Woli i grę w całym spotkaniu z 1. FC Magdeburg na otwarcie stadionu?

– W meczu otwarcia swoją możliwość gry otrzymali właściwie wszyscy zawodnicy z pola, z wyjątkiem Jakuba Szreka, który leczył drobny uraz i nie warto było ryzykować. Natomiast z bramkarzami zawsze sytuacja jest specyficzna. Artur długo nie bronił, więc chcieliśmy, żeby poczuł grę. Ponadto roszady w bramce, szczególnie gdy wynik jest na styku – a nie ukrywam, że zależało nam na dobrym rezultacie w tym historycznym przecież spotkaniu – też nie są wskazane.

Kilka minut na grę otrzymał jednak Oskar Zawada, bo wszedł na murawę w 87 minucie i miał okazję zostać bohaterem historycznego wydarzenia w Opolu. Jak go pan ocenia?

– Oskar jest takim zawodnikiem, że potrafi dojść do sytuacji strzeleckiej, ale mecz z 1. FC Magdeburg pokazał także, że nasz 18-latek musi jeszcze pracować nad „mentalem”, nad koncentracją i poważnym potraktowaniem tego, co właśnie się dzieje. Niekiedy mam takie wrażenie, że tego mu mocno brakuje... Potrafi wygrać pojedynek jeden na jeden, nie boi się starć z rywalem, ale ma też olbrzymie rezerwy w grze defensywnej i zachowaniach taktycznych. Faktycznie w spotkaniu z 1. FC Magdeburg miał swoją „setkę” i za chwilę szansę dobitki, ale właśnie takie okazje trzeba wykorzystywać, bo one się nie zdarzają zbyt często. Na plus więc, że się w tej sytuacji znalazł, ale na minus, że zespół na tym nie skorzystał, bo w takim momencie oczekiwaliśmy bramki. Jest jednak na pewno w gronie młodzieżowców, na których mogę liczyć.

Czy także w przypadku środkowych obrońców ma pan ból głowy spowodowany dużą liczbą kandydatów do gry?

– Jesienią mieliśmy mecze, w których brakowało nam zawodników do sformowania jedenastki. To była nienormalna sytuacja i to się odbiło na wynikach. Teraz już mamy tak szeroką kadrę, że rywalizacja jest duża i niekiedy naprawdę od przybytku boli głowa, ale lepiej ten „kłopot” niż zamartwianie się tym, że nie ma kogo postawić. Teraz nie tylko mamy kim grać, ale choćby w meczu z czołowym zespołem 2. Bundesligi pokazaliśmy też, że potrafimy grać i strzelać. Więc podbudowani wynikiem meczu, którym żyło całe miasto, a oglądała cała Polska, bo to było wyjątkowe wydarzenie i piłkarskie święto, jedziemy do Łodzi walczyć o punkty. Wiemy, z kim gramy i mamy świadomość, że w Łodzi zawsze się ciężko gra, ale patrzymy na siebie. Chcemy zagrać dobrze i zobaczymy, jaki to przyniesie efekt.

Rozmawiał Jerzy Dusik