Puknij się!
REMANENT – cotygodniowy felieton Jerzego Chromika
Powiatowe miasteczko. Podstawówka lat 60. Przerwa między lekcjami. Ciasne korytarze. Biegniesz spóźniony na geometrię, bo czeka sroga żona dyrektora szkoły. Kolega podstawia ci nogę i wybucha śmiechem. Kolano boli, ale trzeba coś godnie odpowiedzieć.
– Puknij się w czoło – usłyszał wtedy winowajca.
To „puknij się” w latach szkolnych to była jedyna odpowiedź słabszego na akty agresji silniejszych, najczęściej spadochroniarzy, czyli drugorocznych, zwanych też spadkowiczami.
Jeśli w rewanżu po takim dictum nie uderzył, to najczęściej odpowiadał: – Sam się puknij, gówniarzu! I nie becz!
To wszystko sceny z zamierzchłej przeszłości, czyli dzieciństwa. Ale wróciły do mnie po finale WTA 1000 w Toronto. Zwycięska wreszcie Iga kilkukrotnie popukała się, ale nie w czoło, tylko blisko prawego ucha.
O co jej chodziło? Czy to była odpowiedź i przesłanie dla pewnej psycholożki? Zarazem jednak pewnie potwierdzenie oczywistości, że tak naprawdę to wszystko jest w głowie. Albo pod kontrolą, albo bez. Teraz już nikt nie mówi i nie pisze o psychice, modny jest angielski zamiennik – MENTAL! Ta psychika jest rodzaju żeńskiego, a ów „mental” to raczej mężczyzna. Jak Kopernik, który... mógł być kobietą, jak przekonywano w filmie „Seksmisja”.
Panna Świątek nie radzi sobie z psychiką od dawna. To zapewne wysoka cena za sukcesy odniesione w bardzo młodym wieku połączone z nieumiejętnością radzenia sobie z porażkami. Teraz dodatkowo niepokoi postronnych obserwatorów, że w chwilach zwątpienia i po złych zagraniach staje się agresywna i coraz bardziej niegrzeczna wobec rywalek na korcie oraz członków sztabu. W niczym nie przypomina siebie z pierwszych lat kariery.
Wróćmy jeszcze na chwilę do szkoły powszechnej. Poza „puknij się” w żargonie uczniowskim było też jeszcze oskarżenie mocniejsze – „brak ci chyba piątej klepki!”. A w tenisie najmocniej brakuje... czwartego punktu przy 40:0, by domknąć gema albo drugiego seta do awansu lub wygrania turnieju. Najgorzej jest w tie-breakach. W nich zwoje mózgowe chyba każdego przegrzewają się najbardziej. Brakuje wtedy zimnej krwi, odporności po nieudanych smeczach metr od siatki albo odrobiny szczęścia, gdy piłeczka całuje się z taśmą, niezdecydowana, po której stronie upaść, by jak najmniej ją bolało... W takich sytuacjach nie tylko w boksie Świątek jest głośno. W półfinale w Cincinnati dało się stamtąd usłyszeć – „nie machaj rękami” albo „graj, graj!”. Jak w refrenie starego szlagieru „daj, daj, nie odmawiaj!”. Graj, nie odmawiaj! Grała i mimo przegranej z Pegulą nie był to zły mecz.
Prawie wszyscy Polacy mają gotowy i pod ręką zwrot – „miałem to z tyłu głowy”. Zadaję sobie wtedy pytanie i aż kusi mnie, by podpowiedzieć za darmo – dlaczego znowu z tyłu, dlaczego nie przesunąsobie tego bliżej czoła. Wtedy byłoby to łatwiej wyjąć i z tego skorzystać! W przypadku naszej Igi rozwiązanie może być inne. Gdyby to, co ma z przodu, blisko czoła i ucha, przesunąć pod kontrolą pani Darii nieco do tyłu. I o wszystkim zapomnieć. Najlepiej raz na zawsze...
Świątek też się puka. Daleko od czoła, ale... blisko ucha. Fot. Eyepix/SIPA USA / Press Focus
