Przystawka przed daniem głównym

Zła karta tyszan powoli idzie w zapomnienie, bo po przerwie reprezentacyjnej odnieśli dwa zwycięstwa z rzędu.

Alan Łyszczarczyk (na pierwszym planie) gola nie zdobył, ale mocno wspierał kolegów. Fot. PZHL/Michał Chwieduk

TAURON HOKEJ LIGA 

Mecz ligowy pomiędzy GKS-em Tychy i JKH GKS-em Jastrzębie był zaledwie przystawką przed wtorkową potyczką o Superpuchar Polski, która również rozegrana zostanie na Stadionie Zimowym. Ligowe starcie może nie dostarczyło aż takich emocji, ale chyba tak po cichu nikt tego nie oczekiwał. Nim dojdzie do wtorkowego boju, obie drużyny mają trudne mecze w niedzielę. Tyscy obrońcy tytułu mistrzowskiego podejmą Unię, zaś JKH ugości w Karwinie GieKSę.

Wszystkie siły na Superpuchar – takie hasło obowiązuje w ekipie z Jastrzębia. Fiński bramkarz Karolus Kaarlehto zbierał pochlebne recenzje, ale we wczorajszym meczu nawet nie znalazł się w szerokiej kadrze. Jego miejsce między słupkami zajął Kacper Michalski, dla którego był to pierwszy występ w sezonie. Zapowiadani powracający po kontuzjach napastnicy, Daniels Berzins i Frederik Forsberg, też nie znaleźli się w składzie. Pewnie zobaczymy ich w najbliższy wtorek.

Gospodarze od pierwszej chwili zamierzali sprawdzać Michalskiego, który nie miał chwili wytchnienia. Były długie fragmenty, w których nie wychodzili z tercji gości. Spora przewaga gospodarzy została udokumentowana w 19 min, gdy Rasmus Heljanko w końcu umieścił „gumę” w siatce. Przewaga ciągle była po stronie tyszan, ale druga odsłona zakończyła się remisem. Najpierw Dominik Paś kąśliwym strzałem zaskoczył więcej niż dobrze broniącego Michalskiego. W 28 min po faulu Mateusza Bryka Emil Bagin nie zdołał wykorzystać karnego dla JKH. W końcu jednak jastrzębianie zdobyli gola. Po minucie kary Ollego Wallego, Szymon Kiełbicki z bliskiej odległości pokonał tyskiego golkipera. W ostatniej tercji tyszanie skrzętnie kontrolowali wydarzenia na tafli. Mecz stracił na jakości, ale trudno się temu dziwić wobec kolejnych ważnych potyczek. W 58:32 min Michalski zjechał z lodu i minutę później Heljanko posłał krążek do pustej bramki. Nazwisko Fina skandowali kibice, którzy liczą, że zła karta poszła w zapomnienie.

Nie było to pasjonujące widowisko, ale jedni i drudzy już myśleli o wtorkowym starciu.

Włodzimierz Sowiński

◼  GKS Tychy - JKH GKS Jastrzębie 4:1 (1:0, 1:1, 2:0)

1:0 – Heljanko – Kuru – Jeziorski (18:24), 2:0 – Paś – Viitanen – Kerkkänen (24:19), 2:1 – Kiełbicki – Urbanowicz (39:07, w przewadze), 3:1 – Kerkkänen – Kakkonen – Paś (45:56), 4:1 – Heljanko (59:32, do pustej bramki)

Sędziowali: Andrzej Nenko i Maciej Gąsienica-Makowski – Kacper Król i Krzysztof Worwa. Widzów 1812.

GKS: Fučik; Bryk (2) – Viinikainen (2), Kakkonen – Kaskinen, Walli (2) – Pociecha, Bizacki; Knuutinen (2) – Komorski – Łyszczarczyk, Heljanko – Kuru – Jeziorski, Viitanen – Paś – Kerkkänen, Gościński – Kucharski – Drabik, Ubowski. Trener Pekka TIRKKONEN.

JKH: Michalski; Bagin – Alho, Onak – Bezuška, Hanzel – Charvat, Adamek – Wojciechowski, Ł. Nalewajka (2) – Stolarski – Shivonen, Ślusarczyk – Kiełbicki – Urbanowicz, W. Zając (2) – Moś – O. Laszkiewicz, Kolar, R. Nalewajka. Trener Rafał BERNACKI.

Kary: GKS – 8 min JKH – 4 min

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się