Przyrośnięty do ławki

Na papierze zapowiadał się bardzo dobry transfer, ale w praktyce... Maciej Żurawski przegrywa rywalizację z nieopierzonymi juniorami.

Ostatni raz „Żuraw” na boisku pojawił się w meczu z GKS-em Tychy, w drugiej połowie. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus

RUCH CHORZÓW

Oczekiwania kontra rzeczywistość – to zestawienie, które wielokrotnie potrafi przynosić zaskakujące wnioski, gdy ocenia się po czasie przeprowadzone transfery. Ruch niemal w tym samym czasie ogłosił zakontraktowanie ściągniętego z Włoch Przemysława Szymińskiego i Macieja Żurawskiego. Obaj mieli wnieść do Chorzowa pierwszoskładową jakość – i na „mieniu” się skończyło.

Jeden z kontuzją, drugi bez formy

Szymiński zagrał tej jesieni 3 mecze i już wiadomo, że w tym roku więcej ich nie doda, bo nadal się leczy. „W przypadku Przemka leczenie zachowawcze nie przynosiło spodziewanych efektów, dlatego zdecydowano się na zabieg. Powrót w styczniu” – napisał na portalu X rzecznik prasowy Ruchu Tomasz Ferens. Natomiast Żurawski gra – bo w sumie ma 12 meczów, z czego 8 z ławki rezerwowych. W poprzednich 10 kolejkach, czyli hacząc już o sierpień, „Żuraw” wybiegł na murawę 5 razy, ale ani razu od początku. Nie jest to przypadek, bo blisko 25-letni środkowy pomocnik - mówiąc eufemistycznie - nie prezentuje się dobrze. Najlepszym dowodem takiego stanu rzeczy był ostatni mecz ze Zniczem Pruszków. 

Wolał młodzików

Przegrywający z ostatnim w 1. lidze zespołem chorzowianie musieli gonić wynik, ale z powodu nękających drużynę kontuzji pole manewru na ławce było mocno ograniczone. Trener Waldemar Fornalik jako pierwszego wprowadził „słynnego” Nono, który u trenera Dawida Szulczka przez całą wiosnę znajdował się poza kadrą i został przezeń odstawiony także w trakcie letniego okresu przygotowawczego. „King” przywrócił go do zespołu, dając mu trzecią czy czwartą szansę, no i... reagując na problemy kadrowe.

Kolejne trzy zmiany w spotkaniu ze Zniczem to z kolei nieograni zbytnio młodzieżowcy – łapiący ogony Jakub Sobeczko, mający wcześniej tylko dwa epizody w pierwszej drużynie Mateusz Rosół oraz debiutant Kacper Dyduch. A Żurawski... pozostał na ławce.

Grono do pożegnania

– Wygląda to tak, jak wszyscy widzieli. Przed każdym meczem mamy kolejność i w tym meczu była ona taka, że pierwszy w kolejce do wejścia do środka pola był Nono, a potem Mateusz Rosół. Obserwujemy treningi i to, jak wyglądają zawodnicy. Mamy swoje kryteria, których chcemy się trzymać – powiedział Fornalik pytany przez nas o sytuację Żurawskiego.

W chorzowskich kuluarach można usłyszeć, że pochodzący z Torunia zawodnik to ogromny niewypał transferowy, co może dziwić o tyle, że w seniorski futbol wchodził ze słynnej akademii Pogoni Szczecin, a potem natrzaskał meczów w Warcie Poznań. W ekstraklasie „Żuraw” wystąpił łącznie 112 razy, zdobywając 12 bramek i dopisując do nich 8 asyst. Po spadku u Zielonych również grał regularnie. Mowa o byłym reprezentancie Polski w kategoriach U-21, U-19, U-18 i U-17 - zaliczył w nich w sumie 23 występy. Tymczasem w Ruchu nad nim w hierarchii są wiecznie nieprzygotowany Hiszpan oraz młokos... To niepokoi. Mając na uwadze problemy finansowe Ruchu, bardzo realne są zimowe odejścia z drużyny celem szukania oszczędności – także na kolejne transfery. Chorzowianie mają już wstępną listę kandydatów, z którymi chętnie by się w razie potrzeby pożegnali. Możliwe, że jest na niej również Żurawski.

Piotr Tubacki

Napastnik zadebiutował

W 81 minucie meczu ze Zniczem w barwach Niebieskich zadebiutował Kacper Dyduch. To urodzony w 2008 roku w Bielsku-Białej napastnik, który przez tamtejszy Rekord oraz Lukam Skoczów trafił trzy lata temu do Ruchu. Latem został włączony do kadry pierwszego zespołu, grał w sparingach, ale w sezonie ligowym tylko kilka razy usiadł na ławce – głównie wskutek problemów kadrowych. O 17-latku przed sezonem pozytywnie wypowiadał się prezes Seweryn Siemianowski. – Debiut był dla mnie wielkim przeżyciem. Wchodziłem na boisko w trudnym momencie, starałem się pomóc drużynie. Bardzo żałuję, że daliśmy radę odrobić tylko jedną bramkę i nasza dobra seria dobiegła końca. Mocno pracowałem na taki moment. Dziękuję trenerom, sztabowi za tę szansę. Ona jeszcze bardziej napędza mnie do działania – powiedział Dyduch.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się