Przez ciernie po awans

Raków nie zachwycił w meczu ze Śląskiem, ale był skuteczny do bólu, wygrał i zameldował się w ćwierćfinale Pucharu Polski.

Raków miał się we Wrocławiu z czego cieszyć. Awansował, choć I-ligowiec postawił mu twarde warunki/Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus

Losowanie 1/8 finału w Częstochowie przyjęto z dużym zadowoleniem. W końcu udało się nie tylko uniknąć rywala z ekstraklasy, ale też trafić na takiego, z którym utrzymuje się pozytywne relacje. W ostatnich latach skutkowały one wieloma ruchami kadrowymi w obu kierunkach. Do Wrocławia z Częstochowy trafił Peter Schwarz, który w kwietniu przeszedł operację jamy brzusznej i na razie nie wiadomo, kiedy i czy... w ogóle powróci na boisko. Grę jeszcze w niższych ligach pod Jasną Górą pamiętał

Zwycięskiego składu się nie zmienia

Dla wrocławian był to pierwszy „poważniejszy” rywal w tej edycji Pucharu Tysiąca Drużyn. We wcześniejszych rundach eliminowali bowiem III-ligową Lechię Tomaszów Mazowiecki (2:1) oraz II-ligową Olimpię Grudziądz (1:0). Papszun uznał, że jeśli coś działa, to nie ma przy tym co kombinować. Jedyną zmianą w stosunku do wygranego w niedzielę meczu w Gdyni z Arką (4:1) był powrót do jedenastki narzekającego na lekki uraz mięśniowy Frana Tudora w miejsce bardzo przeciętnego Apostolosa Konstantopoulosa. Grek ostatecznie jednak znalazł się w wyjściowym składzie, ponieważ urazu na przedmeczowej rozgrzewce doznał jego rodak, Stratos Svarnas.

Cios w końcówce

O pierwszej połowie nie można powiedzieć, że była nudna, bo działo się całkiem sporo, obie drużyny próbowały atakować, ale przez długi czas brakowało konkretów. Pierwszy kwadrans należał do Rakowa, który przycisnął od pierwszych minut. Strzał wpadającego w pole karne Jonatana Brunesa został wyblokowany, a Lamine Diaby-Fadiga pocelował za wysoko. Śląsk początkowo nastawił się na grę z kontry, ale po przetrzymaniu trudnego okresu niespodziewanie to I-ligowcy mocniej przycisnęli wicemistrza Polski. Oliwierowi Zychowi poważnie zagrozili Jegor Szarabura i Michał Rosiak (z wolnego). W 30 minucie Luka Marcjanac po rajdzie w pole karne zatrzymał się dopiero na bramkarzu, a gospodarze domagali się rzutu karnego.

Kiedy wydawało się, że bramka dla Śląska wisi w powietrzu, częstochowianie zrobili to, co powinien zrobić klasowy zespół będący faworytem. Przed przerwą cios wrocławianom zadał Brunes, który niczym rasowy snajper przyjął piłkę po rzucie rożnym, a potem huknął z całej siły pod poprzeczką. Gol Norwega z pewnością był godny areny, na której rozgrywano Euro 2012.

Lubi takie sytuacje

Na drugą połowę Raków wyszedł z myślą, aby awansować jak najmniejszym nakładem sił. Momentami jego gra przypominała obronę – nomen omen – Częstochowy. Taka postawa musiała się zemścić i w 69 minucie wspomniany Warchoł doprowadził do wyrównania. 

Częstochowianie mieli sporo szczęścia, bo udało im się szybko na to odpowiedzieć. Niespełna pięć minut później najlepiej w zamieszaniu podbramkowym odnalazł się Patryk Makuch, ponownie dając swej drużynie prowadzenie. - Lubię takie sytuacje w polu karnym, gdzie mogę nabiec na piłkę, trzeba wygrać pozycje. Na pewno nie było to łatwe spotkanie, Śląsk postawił nam trudne warunki. Najważniejsze jednak jest to, że przeszliśmy do kolejnej rundy – powiedział nam po meczu strzelec gola na 2:1. W końcówce Raków chciał już tylko dotrwać z korzystnym wynikiem do ostatniego gwizdka, co ostatecznie mu się udało.

Otwarte wszystkie fronty

Zwycięzców się nie sądzi, a wiosną Raków nadal walczyć będzie na trzech frontach. Częstochowianie będą mieli szansę powalczyć nie tylko o trzeci w historii Puchar Polski, ale na pewno zagrają również w fazie pucharowej Ligi Konferencji. Łukasz Tomczyk, jeśli finalnie przejmie zespół w przerwie zimowej (a jest tego bardzo blisko), będzie miał zatem szansę powalczenia o kilka trofeów naraz. Można powiedzieć, że przyjdzie na „gotowe”. Markowi Papszunowi w Legii pozostanie walka w lidze i to... niekoniecznie o czołowe lokaty.

Mariusz Rajek

◼ Śląsk Wrocław - Raków Częstochowa 1:2 (0:1)

0:1 - Brunes, 43 min, 1:1 – Warchoł, 69 min, 1:2 – Makuch, 74 min

ŚLĄSK: Głogowski – Rosiak, Dijaković, Szota, Kurowski – Jezierski (85. Kozak), Macenko (78. Yriarte) – Marjanac (68. Banaszak), Samiec-Talar, Szarabura (46. Klimek) – Warchoł (78. Halimi). Trener Ante SIMUNDZA.

RAKÓW: Zych – Tudor, Racovitan, Svarnas – Ameyaw, Barath, Repka (68. Struski), Amorim – Diaby-Fadiga (83. Bulat), Makuch (86. Rondić) – Brunes (68. Pieńko). Trener Marek PAPSZUN.

Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów 12103. Żółte kartki: Macenko, Rosiak – Amorim, Zych.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się