Przerost formy nad treścią?

Pierwszym zespołem Wojskowych zajmuje się więcej osób niż jest w nim... piłkarzy. Wiosną przekonamy się, jak wpłynie to na grę stołecznej drużyny.

Tak prezentuje się sztab szkoleniowo-medyczny Legii. Fot. Legia Warszawa

LEGIA WARSZAWA

W weekend przedstawiono nowy sztab stołecznej drużyny, który wywołał szok. Nie chodzi o personalia (choć zrezygnowanie z usług Arkadiusza Malarza mogło wzbudzić kontrowersje), a o liczbę ludzi zatrudnionych przy pierwszym zespole. Strona internetowa klubu przedstawia 28 nazwisk. 15 należy do sztabu szkoleniowego (wliczając w to Marka Papszuna), a 13 pozostałych odpowiedzialnych jest za strefę medyczną, przygotowanie sprzętu oraz za żywienie. Ponadto pomagać zespołowi nadal będzie Krzysztof Dowhań, trener bramkarzy. Ludzi jest tak wielu, że ledwo zmieścili się na zdjęciu. Nie jest to jednak, co trzeba podkreślić, dla Legii nowość. Poprzednik Papszuna, Edward Iordanescu, mógł liczyć na pomoc 26 ludzi. Pytanie brzmi – czy rzeczywiście tylu ludzi jest potrzebnych? Na razie Legia znajduje się w strefie spadkowej, więc nie jest to oczywista droga do sukcesu.

W Lechu Poznań, czyli aktualnym mistrzu Polski, w sztabie szkoleniowo-medycznym pracują 22 osoby. Na stronie Jagiellonii Białystok widnieje 15 nazwisk ludzi wspierających Adriana Siemieńca. W liderującej Wiśle Płock z trenerem Mariuszem Misiurą współpracuje 14 osób. Na liście wypłat w sztabie szkoleniowo-medycznym Górnika Zabrze znajduje się 17 nazwisk. Wszystkie te zespoły są w tabeli powyżej Legii. Być może stołeczny klub wyznacza standardy, może pokazuje, w jakim kierunku powinna pójść piłka nożna, ale za tym powinny pójść też wyniki. Może Marek Papszun i jego ludzie udowodnią, że niepotrzebnie nabijamy się z liczby ludzi zatrudnionych do pracy z zespołem Legii, ale na razie jest to dość zabawne.

Tym bardziej, jeśli porównamy liczbę ludzi pracujących w Warszawie do tych pracujących w Barcelonie, zespole mistrza Hiszpanii, który pod wodzą Hansiego Flicka gra najładniej w piłkę na świecie. Gdy Niemiec przychodził do klubu, przedstawiono jego sztab. Przypomnijmy – w Legii pracuje 15 ludzi odpowiedzialnych za stricte sportowe przygotowanie zespołu. W Barcelonie takich ludzi jest… dziewięciu. Legia pod względem liczby zatrudnionych może natomiast mierzyć się z takimi potęgami jak Bayern czy Paris Saint-Germain, które w sztabach szkoleniowo-medycznych mają ponad 30 ludzi. W przypadku niemieckiego i francuskiego zespołu jest to jednak oczywiste – to ekipy, które walczą o najwyższe cele w europejskim futbolu. Co więcej, rokrocznie sięgają po trofea. Na pokładzie mają gwiazdy, najlepszych zawodników na świecie, którzy potrzebują szczególnej opieki. W Legii takich piłkarzy brak.

Co ciekawe, w pierwszej kadrze Legii – według jej strony internetowej – jest 28 piłkarzy. Jeśli do sztabu szkoleniowo-medycznego rzeczywiście doliczymy Krzysztofa Dowhania, okaże się, że więcej ludzi opiekuje się zawodnikami warszawskiego zespołu niż w nim gra.

Może rzeczywiście taka jest przyszłość polskiego futbolu? Na razie wygląda to jednak jak przerost formy nad treścią. I nie chodzi tutaj o konkretny sztab Marka Papszuna, bo – jak zostało wspomniane – sporym gronem ekspertów otaczał się też Edward Iordanescu. Jeśli wyniki drużyny nie ulegną poprawie do końca sezonu, liczebność sztabu szkoleniowo-medycznego Wojskowych będzie bardzo dobrym powodem do żartów.

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się