Przełamanie napastnika

„Górale” z Bielska-Białej byli bezsprzecznie lepsi od „Hutników” z Krakowa.

Po dobrym meczu i remisie z liderem Hutnik wrócił na swój teren i... stracił komplet punktów. Była to jego pierwsza domowa porażka od 2. kolejki, kiedy jego słabą formę na starcie sezonu wykorzystał Świt Szczecin. Mecz z bielszczanami kończył pierwszą część rozgrywek, więc można powiedzieć, że podopieczni Macieja Musiała źle zaczęli i źle skończyli rundę jesienną, ale całościowo trener ocenia ją na plus. - Od 30 minuty zarysowała się przewaga Podbeskidzia i tak było do końca. To był najgorszy występ Hutnika pod moją wodzą na Suchych Stawach. Nie mam z tym jednak wielkiego problemu, bo zdarzają się mecze z nieoczekiwanym spadkiem formy. Mierzyliśmy się z bardzo mocnym przeciwnikiem - podkreślił opiekun gospodarzy.

Bielszczanie przystąpili do rywalizacji ze sportową złością i głodem zwycięstwa po nieudanym występie przeciwko zespołowi z Kalisza. Razili w nim nieskutecznością, ale zostali też pokrzywdzeni przez sędziego. Lucjan Klisiewicz zmarnował dwie „setki”, a teraz był jednym z bohaterów. To dopiero 3. gola tego napastnika, dwa pierwsze strzelił w sierpniu. - Rozmawiałem z nim, pracowaliśmy nad sferą mentalną. Cieszę się, że to dźwignął i zdobył pierwszą tak ważną bramkę, która otworzyła wynik - mówił Krzysztof Brede, szkoleniowiec Podbeskidzia. Podkreślił, że jego drużyna stworzyła wiele dobrych czy nawet bardzo dobrych okazji, ale pierwsza połowa zakończyła się remisem, bo kapitalny dzień miał Dorian Frątczak, który dwoił się i troił między słupkami. Trener Musiał jednak... miał trochę uwag do postawy bramkarza. - Przy pierwszej bramce chyba wyszedł niepotrzebne, więc miał w niej udział. Przy budowaniu akcji również miał kilka słabszych momentów, ale oczywiście uratował nas przed dużo wyższą porażką - podkreślił.

Michał Knura