Przegraliśmy najważniejszy mecz
Rozmowa z selekcjonerem Janem Urbanem
Jan Urban pocieszający Sebastiana Szymańskiego. Fot. Paweł Andrachiewicz/Press Focus
Jak pan na gorąco skomentuje ten mecz?
- Porażka przyszła w najbardziej nieodpowiednim momencie, bo uważam, że graliśmy najlepsze spotkanie pod moim kierownictwem. Sprawiliśmy mnóstwo problemów gospodarzom. Zabrakło trochę szczęścia w kluczowych momentach.
A koncentracji w defensywie?
- Mówiliśmy przed meczem, jaka jest siła reprezentacji Szwecji. Na pewno szybkość i wzrost. Pierwsza bramka to bardzo dobra akcja Szwedów. Nie było łatwo się przed nią wybronić. Natomiast odrabiamy straty i wkrada się taka nerwowość w gronie gospodarzy, a nam się wszystko układa tak, jak chcemy. I za chwilę dostajemy bramkę po stałym fragmencie gry i jest to bramka do szatni. W szatni wszyscy zawodnicy wiedzą - my też jako sztab - że gramy dobre spotkanie. Wierzymy, że może odrobić straty. Tak się też stało, natomiast w samej końcówce sami sprowokowaliśmy tę sytuację, bo po dobrej obronie Kamila Grabary wybijamy piłkę na siłę. Piłka wraca raz, wraca drugi i tracimy gola. Taki jest futbol, zrewanżowali się nam za porażkę w Chorzowie. Ciężko jest przełknąć taką porażkę, kiedy wiesz, że na pewno nie byłeś gorszym zespołem.
Jak pan patrzy na drugie trafienie Szwedów. Faul był?
- Nicola myślał, że piłka wyjdzie. Sędzia ocenił, że faul, ale fauli w meczu jest dużo. Natomiast sposób, w jaki broniliśmy ten rzut wolny, na tym poziomie nie przystoi. Tym bardziej że mówiliśmy, że stałe fragmenty gry mają opracowane bardzo dobrze, bo wykorzystują swój wzrost. Jestem wkurzony, że rywal strzelił bez nikogo. Był sam. Wbił się bardzo dobrze w naszą strefę, nikt za nim nie ruszył i Kamil nie miał szans przy tej bramce.
Co pan powiedział w szatni po meczu?
- Podziękowałem drużynie. Powiedziałem tylko "dziękuję", bo wiem, jak ta porażka boli. Ta drużyna do wtorku i włącznie z tym spotkaniem mogła się podobać. Można było na nią liczyć. Natomiast takie mecze jak ten, a był wyjątkowy, trzeba po prostu wygrać. Bo wolałbym grać słabo, a awansować. Tak się nie stało, ale wydaje mi się, że tworzy się zespół na przyszłość.
Pan zawsze powtarzał, że piłkarz musi mieć trochę cwaniactwa w sobie.
- No tak. Zabrakło nam cwaniactwa. Nie można przeciwnikowi pozwolić, żeby tak strzelał bramki.
Przyszłość reprezentacji będzie taka sama jak pana? Zostaje pan z reprezentacją.
- To, że zostaję, jest najmniej istotne. Teraz wszyscy cierpimy i zawsze boli bardziej, gdy wiesz, że byliśmy lepszym zespołem. Po prostu. Taki jest sport. Taka jest piłka. Być może aspekt własnego boiska poniósł gospodarzy do tego, że wcisnęli nam bramkę przed samym końcem. Więc jeszcze raz powtórzę - uważam, że zagraliśmy najlepszy mecz za mojej kadencji, ale też jestem świadom, że najważniejszy mecz roku przegraliśmy.
