Przegraliśmy mecz... niemożliwy do przegrania!

Rozmowa z Arkadiuszem Jędrychem, kapitanem GKS-u Katowice

Arkadiusz Jędrych (z lewej) wierzy w wygraną po przerwie reprezentacyjnej, która da zespołowi pewność siebie. Fot. PAP/Art Service

Z perspektywy trybun mecz z Cracovią był bardzo wyrównany. Czy bezbramkowy remis byłby bardziej sprawiedliwym wynikiem?

- Nie. Gdybyśmy w pierwszej połowie zdobyli bramkę, na pewno byśmy wygrali. Taki gol skończyłby mecz i utrzymalibyśmy 1:0 do końca. Przegraliśmy mecz... niemożliwy do przegrania!

Na dodatek drugi z rzędu przed przerwą reprezentacyjną. Teraz z pewnością czujecie smutek, ale jeśli spojrzymy na to, na jakiej pozycji był zespół przed rozpoczęciem jesiennych zmagań, chyba środowisko GieKSy może być z was zadowolone?

- Te ostatnie miesiące, poza dwoma ostatnimi meczami, były dla nas owocne. Szkoda, że przerwę reprezentacyjną rozpoczynamy po dwóch porażkach, bo nikt nie lubi przegrywać. Tym bardziej że tabela jest płaska. Trzeba się mieć na baczności i trzeba punktować. Zrobimy wszystko, żeby jak najszybciej dobić do liczby 40 punktów, żeby trochę uspokoić sytuacje. To taka umowna granica, bo przecież wiemy, że ten sezon jest na tyle szalony, że nie wiadomo, ile finalnie punktów potrzebnych jest do utrzymania, czyli celu minimum. Każdy punkt może być na wagę złota i tym bardziej szkoda, że nie wywieźliśmy żadnego z Krakowa. Teraz musimy odsapnąć, zamknąć ten pierwszy okres 2026 roku i mocno skupić się na następnych kolejkach. Zaraz po przerwie gramy z Wisłą Płock, a później już w Pucharze Polski. Musimy wejść w ostatnią część sezonu gotowi, skupiać się na każdym kolejnym meczu, a na tabelę spojrzeć po 34. kolejce.

Czy już podczas zimowego obozu przygotowawczego w Turcji czuł pan, że szybko wyjdziecie ze strefy spadkowej i zaczniecie wygrywać?

- Powiem nieskromnie, że w Turcji dało się wyczuć, że będziemy grać dobrze. Byliśmy skoncentrowani na tym, żeby od pierwszego meczu dobrze, mocno wejść w rok. Byliśmy świadomi tego, jak wyrównana będzie rywalizacja w lidze. Wiedzieliśmy, że punkty na otwarcie wiosny mogą dać nam pewność siebie, która będzie kluczowa pod koniec rozgrywek. Teraz musimy twardo stąpać po ziemi. Nie możemy ulegać mediom, które pompują balonik po kilku wygranych. Nie możemy zapominać o tym, gdzie byliśmy niedawno. Tak jak pan wspomniał, niedawno wyszliśmy ze strefy spadkowej.

Fakty są takie, że po przerwie reprezentacyjnej zaraz zagracie w półfinale Pucharu Polski. Przez te dwa tygodnie trudno będzie skupić się na czymkolwiek innym?

- Nie. Przede wszystkim pierwszym naszym celem jest zwycięstwo w lidze z Wisłą Płock. To najbliższy mecz do rozegrania, dzięki któremu możemy uwierzyć w swoje umiejętności. Jeśli wygramy, mecz z Rakowem – pod względem mentalnym – będzie łatwiejszy. Musimy pamiętać jednak o naszym założeniu – najważniejsi jesteśmy my, a nie przeciwnik. Musimy być w obu meczach najlepszą wersją siebie.

GKS Katowice od europejskich pucharów dzielą dwa zwycięstwa – w półfinale i finale Pucharu Polski. Co pan, jako człowiek, który w tym klubie jest od wielu lat, czuje, gdy słyszy takie słowa?

- Przede wszystkim dumę. Dotarcie do półfinału Pucharu Polski wiele świadczy o jakości naszego zespołu. Na tym etapie nie ma przypadkowych drużyn. Każdy z nas ma marzenie o tym, żeby pojechać na PGE  Narodowy. To marzenie każdego dzieciaka… Wrócę jednak do tego, że musimy być pokorni i nie możemy daleko wybiegać w przyszłość.

Rozmawiał Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się