Proszę życzyć spokojnego snu i medali Polaków!

Na XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina d'Ampezzo 2026 zaprasza Konrad Niedźwiedzki, szef polskiej misji olimpijskiej

Natalia Czerwonka szykuje się do pierwszego startu na dystansie 1000 metrów i jednocześnie do wyjątkowej roli poza torem. Podczas ceremonii otwarcia będzie chorążą polskiej reprezentacji. Fot. Pressfocus/Imago

Czy tuż przed startem igrzysk wszystko jest dopięte na ostatni guzik, czy przedolimpijska gorączka jeszcze trwa?

- Trudno mówić o gorączce, ponieważ nasz zespół jest bardzo doświadczony. Współpracowaliśmy m.in. podczas igrzysk w Pekinie czy Paryżu, co bardzo pomaga. Ale w sprawach, którymi się zajmuję, jest wszystko OK. Do Mediolanu udaliśmy się razem z Dorotą Goś i Marcinem Dorosiem (zastępcy szefa misji – przyp. red.) już we wtorek, 27 stycznia. Potem dołączyli kolejni przedstawiciele misji. Na miejscu odebraliśmy samochody, rozładowywaliśmy bagaże, bo transport przyjechał wcześniej. Potem każdy rozjechał się po Włoszech, aby optymalnie przygotować każdą wioskę dla naszej reprezentacji. Same przygotowania organizacyjne do igrzysk rozpoczęliśmy już dwa lata temu. Wtedy robiliśmy rezerwacje hoteli, zajmowaliśmy się logistyką. W marcu ubiegłego roku byliśmy tutaj na spotkaniu szefów misji i mieliśmy rekonesans w każdej wiosce, wizytowaliśmy obiekty sportowe.

Rywalizacja będzie się toczyć w sześciu lokalizacjach. Wioski olimpijskie powstały w Mediolanie, Predazzo, Livigno, Bormio, Anterselvie i Cortinie. To duże utrudnienie ze względu na odległości między nimi, sięgające nawet 340 kilometrów?

- Dlatego w każdej z wiosek obecny będzie przedstawiciel Polskiej Misji Olimpijskiej, odpowiedzialny za bieżące sprawy organizacyjne i wsparcie zawodników. Wyjątkiem będą Bormio i Livigno, gdzie ze względu na niewielką odległość opiekę sprawować będzie jedna osoba.

Wiadomo, że część wiosek to nowe obiekty. Infrastruktura jest komfortowa dla sportowców?

- W Mediolanie powstał budynek, który po igrzyskach będzie pełnił funkcję akademika dla studentów, pokoje są dostosowane do potrzeb. W Anterselvie, Livigno czy Bormio wioski zostały zorganizowane w hotelach, które na co dzień przyjmują turystów i tam też wszystko zostało dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. W Predazzo zaadaptowany został budynek związany z nadzorem włoskich finansów, a w Cortinie stoją niewielkie domki zbudowane w formie osiedla na potrzeby samych igrzysk.

Olimpijczycy docierali na miejsce startu wcześniej?

- Cała logistyka była dosyć rozbudowana. Pierwsza grupa olimpijczyków, m.in. biathloniści, część łyżwiarzy szybkich, saneczkarze, dotarła do Mediolanu samolotem prezydenckim już w piątek, 30 stycznia. Kolejne; 2 lutego (łyżwiarze sprinterzy) i 4 lutego (short track). Część przyjeżdżała busami, inni dotarli do Wenecji samolotami i stamtąd rozjeżdżali się do swoich wiosek.

Ceremonia otwarcia igrzysk odbędzie się jednocześnie w Mediolanie i Cortinie. Chorążymi reprezentacji Polski będą Kamil Stoch i panczenistka Natalia Czerwonka. Gdzie ich zobaczymy, jak będą wyglądały te uroczystości? Jak telewizja je pokaże?

- Ceremonie odbędą się w Mediolanie i Cortinie, która wspólnie zorganizują ją z Anterselvą. Poza Mediolanem i Cortiną w niektórych wioskach organizowane będą uroczyste parady. Bormio połączone zostanie z Livigno, osobna odbędzie się w Predazzo. Natalia będzie chorążą w Mediolanie, a Kamil będzie pełnił swoją funkcję podczas parady w Predazzo. Co do telewizji, to wydaje mi się, że pokaże oba spektakle równolegle, w transmisji łączonej.

Nowością organizacyjną podczas zimowych igrzysk będzie mobilny Dom Polski, który – wzorem rozwiązania zastosowanego w Paryżu – ma przemieszczać się pomiędzy wybranymi lokalizacjami olimpijskimi.

- To jest taka nowoczesna, mobilna, bardzo ciekawa wizytówka Polski. Ten Dom Polski był już prezentowany podczas ślubowania olimpijskiego w Warszawie i cieszył się dużym powodzeniem. Zebrał wiele pochlebnych opinii.

To poproszę o przybliżenie nam tej przemieszczającej się polskiej „ambasady” w trakcie igrzysk.

- Mobilny Dom Polski to specjalnie przygotowana ciężarówka z naczepą, pełniącą funkcję przestrzeni wspólnej. Ze względu na duże rozbicie wiosek olimpijskich będzie musiała przejechać wiele kilometrów, by w każdym miejscu być. Ma pojawić się m.in. w Livigno, Mediolanie i Predazzo. To będzie miejsce spotkań zawodników z kibicami, prezentacji polskiej kultury, degustacji polskich produktów. Także przestrzeń do bezpośrednich spotkań z medalistami, by zawodnicy mogli się zbliżyć do kibiców, poopowiadać o swoich wrażeniach, wspólnie z kibicami oglądać inne zawody olimpijskie, w których nie biorą udziału. Cieszę się, że dzięki inicjatywie Mobilnego Domu także zagraniczni goście, w tym kibice, będą mogli poznać naszą kulturę, polską kuchnię, itd.

Kibice z Polski dopiszą?

- Wiem, że zainteresowanie biletami było spore. Także ze względu na nieduży dystans przelotu samolotem czy podróży samochodem lub autokarem. W ostatnich latach lokalizacje igrzysk były trudne dla Polaków. Vancouver, Soczi, Pjongczang, Pekin, czyli dalekie miejsca do odwiedzania. Tutaj będzie inaczej, tym bardziej że Polacy kochają Italię. Często przyjeżdżają do Włoch na wakacje, odpoczynek, by zwiedzać ten piękny kraj lub pojechać w góry na narty, gdzie warunki są znakomite. Na pewno na tych igrzyskach spotkamy liczne grupy kibiców z Polski.

Zawodnicy będą mogli się spotykać ze sobą?

- Wioski olimpijskie są podzielone ze względu na dyscypliny. To głównie determinuje możliwość ich spotkań. Odległości to cztery-pięć godzin jazdy, a harmonogramy treningowe i startowe będą mocno napięte, więc myślę, że te kontakty ograniczą się jednak tylko do miejsc ich startów.

Pan liczył na szóstkę z przodu, tymczasem Polska reprezentacja liczy 59 sportowców, czyli o jednego więcej niż podczas poprzednich zimowych IO w Pekinie.

- Ekipa liczy 59 zawodników, ale jest przygotowana lista rezerwowych, możemy więc uznać, że ta sześćdziesiątka jednak jest (śmiech).

Ekipa nie jest zbyt liczna, a jednak nie uważa pan, że na wyrost w stosunku do możliwości?

- Kryteria udziału były wyznaczone przez Polski Komitet Olimpijski. Zawodnicy spełnili minima, więc jadą na olimpiadę zgodnie z przyjętymi zasadami. Oni sobie ten udział wywalczyli, zasłużyli na udział w igrzyskach. Ten start im się po prostu należy!

Mamy realne szanse, nadzieje na medal czy medale?

- Damian Żurek, Kaja Ziomek-Nogal i Władimir Semirunnij to zawodnicy, którzy przez cały sezon potwierdzali wysoki poziom. W short tracku zawodnicy zdobyli dwa medale mistrzostw Europy, w tym srebrny w konkurencji mieszanej, która będzie w programie igrzysk. Jedną z naszych największych nadziei jest snowboardzistka Aleksandra Król-Walas, która w tym sezonie trzy razy stawała na podium Pucharu Świata.

Największe oczekiwania związane są jednak z pańską dyscypliną!

- Jako dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego byłem w ministerstwie i przedstawiłem założenia startowe oraz wynikowe. Plan jest ambitny: zakładam, że panczeniści powalczą o medale. W prognozach, które przedstawiłem, był medal.

Na jakich przesłankach zasadza się pański optymizm?

- Cztery lata temu jechaliśmy do Pekinu, zdobywając przed igrzyskami cztery medale Pucharu Świata na dystansach olimpijskich. Teraz zdobyliśmy ich osiem na torze długim – czyli jest większa powtarzalność i bardziej realne szanse. Nie wiem, czy i ile medali zdobędziemy, ale za łyżwiarzami szybkimi dobry okres startowy w listopadzie i grudniu. Na dystansach olimpijskich wywalczyliśmy na obu torach dziesięć medali. Są realne szanse, żeby zakręcić się koło podium. W short tracku sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo nie awansowała sztafeta kobiet, która wydawała się pewniakiem. Ale mamy sztafetę mieszaną, Natalię Maliszewską i Felixa Pigeona. W tym sezonie short track nie zdobył tylu medali, ile tor długi, ale w zeszłym roku nasi zawodnicy wrócili z mistrzostw świata z trzema krążkami, choć mało kto na nich stawiał.

Czyli za sprawą tych dyscyplin pozytywnych emocji polskim kibicom nie zabraknie?

- W Pekinie byliśmy bardzo blisko, żeby przerwać czteroletni okres bez medalu. Trochę skomplikował plany przypadek Natalii Maliszewskiej, która była na topie, wygrywała najważniejsze zawody. Teraz przynosi efekty i procentuje solidna, ciężka i systematyczna praca od podstaw. Mam nadzieję, że już na dobre się odbijemy i pokażemy to, co pokazywaliśmy w zawodach Pucharu Świata.

To jeszcze pytanie o Władka Semirunnijnego, który „o włos” nie uzyskał kwalifikacji na 5000 metrów, choć podobno tli się wciąż promyk nadziei na jego start z listy rezerwowej...

- Na razie nie. Bardzo szkoda, bo był w dobrej formie, do awansu zabrakło mu 0,07 sekundy! Zadecydował o tym zbieg niefortunnych zdarzeń i pech. No cóż, jeśli ktoś nie wycofa się z powodu choroby, kontuzji tuż przed startem, to Władek na 5 km nie pojedzie. Myślę, że to się rozwiąże tu, na miejscu. Musimy to przyjąć i zaakceptować. Pocieszam się, że na 10 km jest silniejszy niż na 5 km i mam nadzieję, że pokaże to w Mediolanie 13 lutego.

Jakich igrzysk możemy się więc spodziewać we Włoszech?

- Wielkich, spokojnych, w których główne role będą odgrywali zawodnicy. Włochy to piękny kraj, ze wspaniałą kulturą i chyba najlepszą, najbardziej rozpoznawalną kuchnią na świecie, co jest ważne dla sportowców, więc na pewno nie będzie narzekania na wyżywienie. To także bardzo usportowiony kraj, w którym odbywa się wiele imprez sportowych. Na pewno będzie mnóstwo kibiców, więc jestem przekonany, że będą to piękne, świetnie zorganizowane, niezapomniane zimowe igrzyska olimpijskie. Mam też nadzieję, że będzie to piękne święto sportu z medalami polskich zawodników, na które wszyscy czekamy!

A czego życzyć szefowi polskiej misji olimpijskiej?

- To wielka nobilitacja móc sprawować tak zaszczytną funkcję dla dobra polskiego sportu. Czuję wielkie zaufanie ze strony władz Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ale i wielką odpowiedzialność, gdyż - jak przy okazji poprzednich igrzysk w Pekinie - do wykonania będzie mnóstwo pracy, aby we Włoszech zapewnić olimpijczykom i sztabom jak najlepsze warunki do osiągania sukcesów. Dlatego proszę mi życzyć spokojnego snu, bo to będzie oznaczało, że wszystko idzie zgodnie z planem, funkcjonuje jak trzeba.

Rozmawiał Zbigniew Cieńciała

MISJA OLIMPIJSKA

Konrad Niedźwiedzki - szef misji
Dorota Goś - zastępca szefa misji
Katarzyna Bachleda-Curuś - zastępca szefa misji
Marcin Doroś - zastępca szefa misji
Joanna Lewicka, Zuzanna Krachulec, ks. Andrzej Waś, ks. Edward Pleń - członkowie misji
Hubert Krzysztofiak - szef misji medycznej
Czesław Lang - attache olimpijski
Katarzyna Kochaniak-Roman - attache prasowy
Aleksandra Witkowska - media attache

Klaudia Adamek uczestniczyła w letnich igrzyskach w Tokio w 2021 roku jako lekkoatletka, teraz pojedzie w osadzie bobslejowej! Fot. Tomasz Jastrzebowski / Foto Olimpik / PressFocus

Konrad Niedźwiedzki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się