Precedens
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Podnieca mnie to, bo mecz w europejskich pucharach między polskimi drużynami jawi mi się jako atrakcja i całkowita nowość. Owszem, ktoś przypomni, że choćby sezonie 1963/64 Polonia Bytom w starciu na forum międzynarodowym okazała się lepsza od Odry Opole i awansowała do finału nieistniejącego już Pucharu Intertoto (uległa w nim Interowi Bratysława). Jednak prawda taka, że Puchar Intertoto nie wlicza się do oficjalnego bilansu pucharowego, zawsze spełniał przede wszystkim rolę służebną, którą uzmysławiamy sobie w momencie, gdy wpada nam do głowy jego druga nazwa - Puchar Lata.
Warto sobie jeszcze uzmysłowić - przy całej radości oczekiwania na to ewentualne niezwykłe starcie - że może dojść do niego dopiero, gdy… zepsuto idealną maszynę. Taką, w moim mniemaniu, były rozgrywki klubowe przeprowadzane w latach 1971-92, podzielone na trzy: Puchar Mistrzów (gdzie grali mistrzowie), Puchar Zdobywców Pucharów (gdzie grali zdobywcy krajowych pucharów) i Puchar UEFA (gdzie grali wicemistrzowie i ewentualnie kolejne drużyny w ligowej tabeli danego państwa). Dlaczego akurat ten okres jawi mi się jako idealny? Bo wcześniej zamiast Pucharu UEFA istniał Puchar Miast Targowych, w którym kryteria udziału można uznać za dziwaczne i… uznaniowe. Z kolei później dochodziło już do reform, których celem było tylko zwiększenie pieniężnego tortu, który i tak był niesprawiedliwie dzielony.
Także dlatego polskie drużyny mają szansę spotkać się ze sobą o taką stawkę dopiero teraz. Szefom UEFA chodziło o to, żeby każdy w Europie poczuł się dopieszczony na różne sposoby, żeby państwa słabsze (czyli w moim mniemaniu takie, których przedstawiciel nigdy nie wygrał żadnego pucharu) mogły poczuć się docenione, pewniejsze siebie skoro ich kluby częściej grają wiosną. To jest clou: żeby więcej klubów ze słabszych państw grało wiosną. Oczywiście wolałbym, żeby dwa polskie kluby wpadły na siebie w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Nie przypuszczam jednak, żeby za mojego życia było to możliwe, więc muszę zadowolić się ewentualnym starciem w fazie pucharowej nowotworu o nazwie Liga Konferencji (funduję tort orzechowy temu, kto wyjaśni mi ten dziwaczny źródłosłów).
Reasumując: droga Jagiellonio - walnij więc Serbów i wpadnij potem na Legię. Bo w futbolu chodzi przede wszystkim o to,żeby było ciekawie. Jak w życiu. Czego państwu i sobie życzę.
