Prawie rok na aucie
Po długiej i żmudnej rehabilitacji Ołeksij Bykow przygotowuje się do rundy wiosennej i powrotu na boisko.
Ołeksij Bykow już się nie może doczekać ligowej rywalizacji. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus
Jestem głodny gry – podkreśla defensor rodem z Ukrainy, który po raz ostatni na ligowych boiskach wystąpił na początku marca ubiegłego roku. Wówczas Zagłębie grało jeszcze na zapleczu ekstraklasy... Ołeksij Bykow doznał kontuzji podczas meczu z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Po szczegółowych badaniach okazało się, że 26-latek zerwał więzadła krzyżowe tylne i konieczna była ich rekonstrukcja. – Na początku wydawało się, że uraz nie będzie groźny, ale ostateczna diagnoza nie pozostawiła złudzeń. Nie ma nic gorszego dla sportowca niż tak długa przerwa. Martwiłem się kontuzją, a także przyszłością, bo mój kontrakt wygasał z końcem sezonu. Ponadto jako zespół byliśmy nad przepaścią, spadek do II ligi był niemal przesądzony. Mimo to nadal chciałem grać w Sosnowcu. Działacze mnie nie zostawili, otrzymałem ofertę nowego kontraktu i z przyjemnością z niej skorzystałem. Teraz będę chciał zrobić wszystko, aby zrewanżować się za szansę, jaką mi dano – podkreśla obrońca Zagłębia.
Mocne uderzenie
Wychowanek Szachtara Donieck trafił do Sosnowca w lipcu 2022 roku. Początki miał trudne, a trener Artur Skowronek nie mógł się do niego przekonać. Dopiero wiosną 2023 wywalczył sobie stałe miejsce w zespole kierowanym najpierw przez Dariusza Dudka, a potem przez Marcina Malinowskiego. W sumie w pierwszym sezonie zaliczył 19 występów i po jego zakończeniu podpisał stałą umowę na kolejny, bo wcześniej był wypożyczony z FK Mariupol. Zanim Bykow trafił do Sosnowca, grał jeszcze w bułgarskim Lokomotiwie Płowdiw i islandzkim KA Akureyri. – Sosnowiec szybko stał się dla mnie drugim domem – dodaje nasz rozmówca. Feralny, jak się później miało okazać, sezon 2023/24 Bykow zaczął od mocnego uderzenia. Co prawda w dwóch pierwszych meczach sosnowiczanie zdobyli tylko punkt, ale Ukrainiec wpisał się w nich na listę strzelców. Potem było już tylko gorzej, zarówno dla Bykowa, jak i całego zespołu, który z hukiem opuścił zaplecze ekstraklasy. Do Bykowa, w całej sosnowieckiej mizerii, nie można jednak było mieć zbyt wielu pretensji, ale gdyby do fatalnej postawy zespołu dołożyć jego kontuzję, to cały sezon trzeba było spisać na straty. W sumie wystąpił w 20 meczach.
Nic nie boli
Jeśli wszystko pójdzie po myśli Ukraińca, to od 1 marca będzie brał udział w walce o punkty. – Dopiero po Nowym Roku wróciłem do treningów z zespołem. Nie ukrywam, że pierwsze zajęcia były ciężkie, fizycznie odstawałem, ale z każdym dniem jest coraz lepiej. Nic mnie nie boli, z kolanem wszystko w porządku, jestem całkowicie zdrowy. Lewe kolano spisuje się bardzo dobrze, więc pozostaje mi tylko trenować i czekać na powrót na ligowe boiska. Okres na przygotowania jest krótki, ale dla mnie bardzo ważny. Chciałbym pokazać się z dobrej strony trenerowi Markowi Saganowskiemu i wrócić do podstawowego składu. Chcę dać z siebie wszystko, by w lidze grać na 100 procent. Nie ma dla mnie znaczenia, czy linia obrony będzie składać się z trzech czy czterech zawodników. Jeśli trener będzie chciał mnie ustawić w trójce, to zagram z lewej strony, jak w czwórce, to również sobie poradzę w takim ustawieniu. Nie będzie z tym żadnego problemu, dostosuję się do każdej decyzji szkoleniowca. Najważniejszy jest powrót do gry. Rok na aucie wystarczy – kończy z optymizmem Ołeksij Bykow.
Krzysztof Polaczkiewicz
