Prawdziwi mężczyźni

Jak wiemy, tych poznaje się po tym, jak kończą. A Jagiellonia skończyła w Danii dobrze, mimo że zaczęła... niemal fatalnie.

Tym razem to nie Jesus Imaz zanotował asystę po stronie Dumy Podlasia. Fot. PAP / EPA

ELIMINACJE LIGI KONFERENCJI

W pierwszych dwóch-trzech minutach ofensywny sygnał próbowali wysłać goście z Białegostoku, lecz ogólnie początek należał – i to niemalże w pełni – do Silkeborga. Trzeba powiedzieć uczciwie, że Duńczycy powinni objąć prowadzenie.

Uratowani przez słupek

Najpierw Sławomira Abramowicza sprawdził ścinający z prawej flanki Jens Martin Gammelby (w 2022 roku zagrał 16 razy dla Miedzi Legnica, trochę w ekstraklasie, trochę w I lidze). Potem bramkarz Jagi musiał wykazywać się czujnością przy kilku pomniejszych atakach, aż w 13 minucie Callum McCowatt po płaskim dograniu z lewej flanki uderzył w słupek. To był bardzo poważny sygnał ostrzegawczy dla Dumy Podlasia, która w odwecie... strzeliła gola! Aktywny od początku Louka Prip, który po kwadransie wykonał rzut rożny, zagrał piłkę na Bernardo Vitala. Ten prześcignął obrońcę i – stopą, nie głową – precyzyjnym uderzeniem trafił do siatki. To pobudziło nieco Jagiellonię, głównie Pripa, który chwilę później nieźle przymierzył z wolnego, ale potem do ataku ruszył Silkeborg. Polacy pomagali nieco Duńczykom, gdyż po ich stronie pojawiało się za dużo pomyłek i drobnych, z pozoru nieznaczących błędów – to w tempie, to w przyjęciu, to w ustawieniu czy pokazaniu się do gry. Kilka razy było niebezpiecznie w „szesnastce” Abramowicza, ale gospodarzom brakowało nieco precyzji, ewentualnie polski golkiper pozostawał czujny (np. w 39 minucie, gdy próbował McCowatt, swoją drogą reprezentant Nowej Zelandii). Zapowiadała się ciężka druga połowa, bo Silkeborg prezentował się przyzwoicie... i wtedy przyszło zaskoczenie.

Powinno być 2:0!

Polskie kluby nie przyzwyczaiły do tego, że gdy idzie ciężko, przejmują kontrolę i odwracają oblicze spotkania. A tutaj to się udało! Silkeborg wyglądał tak, jakby całą swoją energię skupił na pierwszych 45 minutach, bo po przerwie... praktycznie nie zagroził Abramowiczowi, a już na pewno nie w takim stopniu, jak zdarzało mu się przed nią. Jaga miała wszystko pod kontrolą, imponowali środkowi obrońcy. Co więcej, białostoczanie powinni mieć wyższe prowadzenie! Chodzi o dwie sytuacje – na samym początku i pod sam koniec drugiej połowy. Najpierw po błędzie rywali sytuację sam na sam zaprzepaścił Afimico Pululu, a potem, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, niepilnowany na dalszym słupku znalazł się Yuki Kobayashi, lecz fatalnie spudłował, nieczysto uderzając piłkę! Prawdopodobnie, gdyby Japończyk miał futbolówkę na swojej lepszej lewej nodze, byłoby 2:0 i... Duma Podlasia byłaby o krok od awansu!

O ten będzie musiała jednak zawalczyć jeszcze w rewanżu. W teorii powinno być łatwiej, w końcu w Białymstoku. Optymistyczne po wyjeździe do Danii było także to, że po zmianach w drugiej połowie gra Jagiellonii została utrzymana na wysokim poziomie. Było po prostu dobrze. Może i białostoczanie zaczęli źle, ale skończyli już dużo lepiej – a mogło być wręcz fantastycznie!

Piotr Tubacki

11 STRZAŁÓW oddały wczoraj oba zespoły. Celniej strzelała Jagiellonia – w stosunku 5 do 3.


◼  Silkeborg – Jagiellonia Białystok 0:1 (0:1)

0:1 – Vital, 15 min

SILKEBORG: N. Larsen – Gammelby, Ostrom (77. Busch), Ganchas, Montano – Bakiz (62. Al-Hajj), M. Larsen, Mattsson, Freundlich (62. Boesen), McCowatt (77. Simmelhack) – Adamsen. Trener Kent NIELSEN.

JAGIELLONIA: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Wdowik – Drachal (86. Jackson), Romanczuk – Pozo (61. Pietuszewski), Imaz (86. Flach), Prip (61. Villar) – Pululu (77. Raillis). Trener Adrian SIEMIENIEC

Sędziował Jamie Robinson (Irlandia Północna). Widzów 4289. Żółte kartki: Mattsson, Ostrom – Romanczuk, Pululu, Vital.