Praca go lubi...
Trener Andrej Gusow jest wyrazisty, a przy tym niezwykle skuteczny.
Andrej Gusow już od dawna jako trener zasiada na ławkach polskich klubów. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
W mijającym roku najbardziej zapracowanym i jednocześnie odnoszącym sukcesy trenerem był Andrej Gusow. W kwietniu w Kownie reprezentacja do lat 18 pod jego kierunkiem zdobyła awans do Dywizji 1A. Kilkanaście dni temu młodzieżowa reprezentacja do lat 20 dzielnie poczynała sobie w MMŚ w Mediolanie, zajmując miejsce tuż za podium. Jednocześnie z końcem kwietnia został szkoleniowcem powracającej do ekstraligi bytomskiej Polonii, z którą poczyna sobie coraz lepiej. - To rzeczywiście był intensywny rok, ale nie do końca jestem zadowolony, bo młodzieżowa reprezentacja mogła osiągnąć więcej. Oczekiwania z mojej strony były większe – mówi nam szkoleniowiec.
Dobry wybór
Trener Gusow w 2017 r. rozpoczął pracę w GKS-ie Tychy, a potem trenował Podhale Nowy Targ. W 2022 r. prezes PZHL Mirosław Minkina zaangażował go do pracy SMS-ie w Katowicach, jednocześnie powierzając mu opiekę nad reprezentacją do lat 18. Gusow miał okazję przez 3 lata stworzyć solidne podwaliny i w tym sezonie zbieramy tego plony. Z reprezentacją juniorów do lat 18 zdobył dwa awanse z rzędu. Najpierw do Dywizji 1B w Sosnowcu w 2024 r. oraz we wspomnianym Kownie w kwietniu do Dywizji 1A.
- Mamy utalentowaną młodzież z roczników 2006 i 2007 - podkreśla trener. - W Kownie był turniej pełen emocji, bo mecze były wyrównane (z Francją 4:3 w karnych i Litwą 3:2 – przyp. red.), ale chłopcy pokazali charakter i awans wywalczyli w pełni zasłużenie.
Młodzi hokeiści po zakończeniu występów w tej drużynie przenoszą się do młodzieżowej kadry, a wraz nimi trener. To słuszne rozwiązanie, bo Gusow zna doskonale możliwości chłopaków, zaś oni system gry, jaki obowiązywał w drużynie.
Mogło być lepiej
Przed wyjazdem do Mediolanu na młodzieżowe MŚ trener podczas konferencji prasowej zapowiedział, że jedziemy wygrywać. Początek rzeczywiście był imponujący: zwycięstwa z Włochami 4:2 oraz Japonią 2:1.
- Reprezentacja składała się z 15 zawodników z rocznika 2007 - czyli młodszego - trenujących częściowo wcześniej w SMS-ie, a grających na co dzień w Jastrzębiu i w Tychach oraz w klubach zagranicznych - mówi szkoleniowiec. - Czasu na przygotowania było niewiele, bo zespół w komplecie był tylko przez tydzień. System gry się nie zmienił i tylko podbudowaliśmy chłopaków fizycznie i mentalnie. Na dwa dni przed wyjazdem rozciął nogę łyżwą Wiktor Zając, napastnik z Jastrzębia, a to chłopak potrafiący zrobić różnicę na lodzie w kluczowych momentach. To był niezwykły turniej; w takim jeszcze nie uczestniczyłem. Przed ostatnią kolejką cztery drużyny liczyły się w grze o awans, zaś trzy mogły spaść. Nie jestem do końca zadowolony z miejsca; zaważyły na tym przegrane z Węgrami oraz Estonią po dogrywkach (3:4 i 4:5 - przyp. red.), a potem na zakończenie z Litwą 0:1. Nie potrafiliśmy odbudować mentalnie chłopaków po przegranej z Węgrami, bo fizycznie wytrzymaliśmy trudy turnieju. Z Estonią straciliśmy gola na 4:4 12 sek. przed końcem, a potem przegraliśmy w dodatkowym czasie. W sumie na przegranych zaważyły drobne błędy indywidualne. Wygrywa drużyna, przegrywa trener - śmieje się Gusow, kończąc kwestie turnieju w Mediolanie.
Warto dodać, że po raz pierwszy od kilku sezonów nie drżeliśmy o losy zespołu, by nie spadł do niższej dywizji.
Nowe wyzwanie
Jak wspomnieliśmy, w kwietniu działacze bytomskiej Polonii powierzyli Gusowowi opiekę nad powracającym do THL zespołem. Wspólnie stworzyli ekipę, z którą muszą się liczyć najlepsi.
- To ciekawy zespół złożony z obcokrajowców i z młodzieży, która występowała przez kilka sezonów w I lidze - mówi trener. - Dobrze przepracowaliśmy lato z dziesięcioma sparingami. Poczyniliśmy postępy nie tylko sportowe, ale i organizacyjne; tę kwestię załatwili działacze. Najważniejsze, że Polonia znów pojawiła się na hokejowej mapie Polski i nie należy do słabeuszy. Cieszą postępy młodych. Chcą się uczyć, wyciągają wnioski... Fajna jest również atmosfera w szatni oraz wokół klubu, co sprawia, że z tym zespołem muszą się liczyć możni tej ligi. Dla mnie niewątpliwie najlepszy mecz rozegraliśmy z Unią, gdy przy komplecie publiczności wygraliśmy 5:1 (jak na ironię w niedzielę bytomianie przegrali 1:5 – przyp. red.). Natomiast nie mogę wskazać tego najgorszego, bo takiego nie było. Owszem, mieliśmy słabsze występy, potknięcia, ale to naturalna kolej rzeczy, bo przecież wszystkim drużynom zdarzają chwile słabości. Pracuję z myślą o dobrych wynikach Polonii, ale również o reprezentacji, bo chciałbym zobaczyć w niej zawodników, z którymi mam okazję pracować od kilku lat - mówi na zakończenie trener.
Włodzimierz Sowiński
Hokeiści bytomskiej Polonii są postrachem faworytów i w każdym meczu trzeba się z nimi liczyć. Fot. Mirosław Woźnik/PressFocus
