Powrót złotych czasów?
PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz
Drugi półfinał Pucharu Polski pomiędzy dwoma zespołami Zondacrypto został wygrany przez Raków Częstochowa. Oznacza to finałową rywalizację drużyn z Górnego Śląska - o przepraszam - z województwa śląskiego. Czyżby był to zwiastun odrodzenia śląskiego futbolu, czy szerzej sportu w naszym kraju, i zapowiedź jego tłustych czasów? Coś jest na rzeczy, choć do wiarygodnej i obiektywnej oceny tego rodzaju wniosków należałoby dodać kilka jeszcze innych wskaźników. Na przykład jednym z nich jest wygrana półfinału przez klub o kapitale prywatnym (Raków) z klubem o kapitale publicznym (GKS Katowice), chociaż trzeba obiektywnie przyznać, że przewaga była minimalna.
Wydaje się również, że źródła kapitału tychże klubów powodują konsekwencje - nie twierdzę, że zamierzone - wydawania zbyt „lekką ręką” na futbolistów o znacznym stopniu zaawansowania wiekowego. Średnia wiekowa zawodników Rakowa to 26,5 w stosunku do 30,27 GKS-u (dokonując oceny wyjściowych jedenastek). Smutną konstatacją jest ta, że w podstawowych składach nie było wychowanka, co źle świadczy o akademiach tych klubów. Nie chciałbym przy tym ferować łatwych, uproszczonych wyroków, lecz mimowolnie samo narzuca się określenie, że ten kapitał publiczny ma większą skłonność i łatwość w zakresie swobodnego jego wydatkowania. „Swoją” złotówkę ogląda się kilka razy zanim się ją wyda, a jej zainwestowanie w przedsięwzięcie prywatne jest poczynione z myślą nie tylko w kontekście „tu i teraz”, czego nie da się ukryć w odniesieniu do zespołu z Katowic, z pełną sympatią, które budzi.
Uzupełniając to porównanie o metodę „koszt- efekt” (jeden z najbardziej wartościowych wskaźników, bo głównie on decyduje o opłacalności przedsięwzięcia komercyjnego), okaże się, że częstochowskie wydatki finansowe są zbliżone do katowickich, jednakże trudno nie zauważyć, że zespół Rakowa był budowany pod kątem rozgrywek pucharowych, w których „tolerancja wydatkowa” jest i powinna być wyższa, skoro ta rywalizacja - w dodatku efektywna - ma nastąpić w Europie.
Obiektywnie rzecz biorąc, mecz dostarczył „furę emocji” widzom, a niewiadoma rezultatu trzymała fanów obu drużyn oraz szczytnej idei „turnieju tysiąca drużyn” do ostatniej minuty. Warto przy tym zaznaczyć, że w kontekście ściśle emocjonalnym, budującym pozytywne skojarzenia, a więc korzystnym dla reklamodawców, sponsorem obu klubów jest giełda kryptowalut. Abstrahując od narastającej fali „szumu medialnego”, spekulacji wokół niej i rozstrzygnięcia, czy ta Zondacrypto okaże się zmodyfikowaną metodą ponzi (piramidą finansową), czy skutkiem jakiegoś technologicznie genialnego wynalazku naszych czasów, zasadnym pytaniem jest, czy kluby w swojej strategii działania zabezpieczyły się na taką okoliczność? Czy tąpnięcie finansowe Zondacrypto nie spowoduje powstania „dziury budżetowej” w finansach tych spółek, którą - w przypadku klubu ze stolicy Górnego Śląska - trzeba będzie załatać środkami publicznymi. Z kolei Raków równie mocno związał się z giełdą kryptowalut, ponieważ jest ona sponsorem tytularnym stadionu przy Limanowskiego, więc przy ewentualnym upadku tegoż przedsięwzięcia dyrektor finansowy (CFO) spółki akcyjnej Medalików będzie miał większy ból głowy, jak zbilansować budżet.
Według mnie kłopoty co najmniej z płynnością giełdy kryptowalut to zapowiedź bliskiej przyszłości, a podkreślić należy, że sygnały płynące z Pogoni, Lechii, GKS-u czy Rakowa w ramach ograniczania eskalacji informacyjnej newsa z przestrzeni publicznej o poważnych kłopotach finansowych Zondacrypto, dotyczą tylko okoliczności, że: „kluby właściwie wywiązują się ze swojego zobowiązania świadczenia umowy sponsorskiej”, tzn. realizują swoje zobowiązania umowne, natomiast nie odpowiadają na pytanie, czy giełda kryptowalut wywiązuje się ze swoich zobowiązań; głównie chodzi o finanse. To zapowiedź złej wróżby nadchodzącej przyszłości. Oczywiście, przypadek półfinalistów Pucharu Polski jest tylko wycinkiem większego problemu polskiego sportu, bo przecież PKOl również oparł swój budżet o przychody z giełdy kryptowalut.
Mechanizm deficytu pieniądza na rynku jest szerszym problemem naszych czasów. Wynika to z faktu, że w Polsce jest coraz większa potrzeba w zakresie finansów publicznych i coraz wyższego finansowania warunków, do których się przyzwyczailiśmy, tzn. społecznie uzasadnionego powodu, że są od zawsze i tak musi być. Powracając do głównego wątku, uważam, że w efekcie końcowym, to jest co najmniej średniookresowym, rzetelne prowadzenie klubu (są przecież spółkami akcyjnymi) doprowadza do sukcesu, czego namacalnym przykładem jest drugi finalista, Górnik Zabrze. Choć formalnie jest jeszcze własnością miasta, to zakup klubu wydaje się tylko kwestią kiedy, a nie czy. I to jest prawidłowy kierunek działania samorządowców z Zabrza oraz potwierdzenie właściwej - w mojej ocenie - ogólnopolskiej tendencji, że kluby sportowe funkcjonujące w formie spółek kapitałowych nie powinny być w rękach publicznych na wolnym rynku, ponieważ generują mechanizm ekonomiczno-organizacyjnej nierówności szans, co oczywiście jest wbrew ideałom założycielskim i systemowym Unii Europejskiej oraz Polski, jako demokratycznego państwa. To właśnie śląska rzetelność doprowadziła Górnika do finału na Stadionie Narodowym i jestem przekonany, że w konfrontacji z Rakowem wcale nie będzie bez szans, a ścieżka do europejskich pucharów dla polskich klubów jest jednak łatwiejsza po zdobyciu krajowego trofeum niż wywalczenia premiowanego miejsca w ekstraklasie na koniec rozgrywek.
A kibice klubów z województwa śląskiego mają się z czego cieszyć, bo 2 maja - niezależnie od wszystkiego - zwycięzcą ostatniego meczu tej edycji Pucharu Polski zostanie zespół z tego regionu i świetnie by było, gdyby to była zapowiedź powrotu złotych czasów śląskiego sportu.
_______________________________________* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław
