Powrót do dzieciństwa

KOMENTARZ „SPORTU” - Kacper Janoszka

W 2008 roku w moim rodzinnym domu pojawił się komputer i internet. Raczkujący wówczas w Polsce wynalazek służył mi, dziewięciolatkowi, głównie do tego, żeby oglądać najbardziej emocjonujące kompilacje piłkarskich zwodów, sztuczek technicznych, goli. Królowali wtedy Lionel Messi, Cristiano Ronaldo czy Ronaldinho. W końcu w najciemniejszych zakątkach internetu natknąłem się na brazylijskiego boga futsalu, Falcao. Oczy zrobiły mi się kwadratowe ze zdziwienia, gdy zobaczyłem jakie cuda potrafi robić z piłką. Przerzucał futbolówkę nad głowami rywali. Ośmieszał ich, zakładając siatki. Bawił się piłką. Było to najpiękniejsze odzwierciedlenie filozofii joga bonito. Falcao nie tylko dawał ogromną radość kibicom zgromadzonym na trybunach, ale też sprawiał, że jego zespoły sięgały po sukcesy. Dziesiątki trofeów w jego gablocie mówią wiele o tym, jak fenomenalnym był futsalistą, najlepszym w historii dyscypliny.

Jako młodzieniec zobaczyłem tego geniusza w akcji po raz pierwszy. Widziałem wtedy tylko i wyłącznie wycinki z meczów, najlepsze momenty jego kariery. A to wystarczyło mi do tego, żeby próbować powtarzać jego przewrotki, uderzenia, tricki i inne fikuśne akrobacje podczas osiedlowych meczów z kolegami. To wszystko było i powinno nadal być podstawą futbolu (nie tylko futsalu!). To właśnie dzięki takim fenomenom jak Falcao ludzie przychodzili na areny. A oglądać tego Brazylijczyka w akcji przychodziły tłumy. Był uczestnikiem meczu, który zapisał się w futsalowej historii. We wrześniu 2014 roku Brazylia grała u siebie z Argentyną towarzyski mecz na stadionie im. Mane Garrinchy w stolicy kraju. To arena, na której zwyczajowo odbywają się mecze piłki 11-osobowej. Wówczas jednak w centrum obiektu stworzono parkiet do futsalu. Na trybunach pojawiło się 56483 widzów, a Falcao po spotkaniu opowiadał, że nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek będzie mógł zaprezentować się przed tak niewiarygodną liczbą kibiców podczas meczu swojej ukochanej dyscypliny, której jest symbolem.

Poza wszystkimi estetycznymi aspektami gry Falcao wrażenie robiła jego nieprawdopodobna skuteczność. W 258 spotkaniach w narodowych barwach zdobył 401 goli. Gdy tylko miał piłkę przy nodze, rywali paraliżował strach. Wiedzieli, że albo zaraz zostaną pośmiewiskiem, albo brazylijski geniusz odda atomowy strzał z lewej nogi, nie pozostawiając bramkarzowi żadnych szans na interwencję. W ciągu ułamka sekundy potrafił podjąć najlepszą możliwą decyzję. Gdy już strzelał, trafiał w okienko. Gdy otrzymywał podanie górą, nie zastanawiał się, uderzał z woleja i wbijał golkiperów z piłką do bramki. Miał w sobie dar, o którym wielu może tylko i wyłącznie pomarzyć.

Z reprezentacją dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo świata. W 2004 roku zdobył Złotą Piłkę (dla najlepszego piłkarza turnieju) i Złotego Buta (dla króla strzelców). W 2008 roku znów otrzymał Złotą Piłkę. FIFA nie mogła pozostawać obojętna wobec jego nieprawdopodobnych osiągnięć i umiejętności. Gdy w 2016 roku postanowił zrezygnować z gry dla reprezentacji narodowej w wieku 39 lat, została mu przyznana nagroda specjalna za wybitne osiągnięcia – pierwsza w historii – od futbolowej centrali. „Za niesamowity wkład w rozwój futsalu” – takie było oficjalne tłumaczenie przyznania mu tej nagrody przez FIFA. Dopiero po latach organizacja przyznała kolejne specjalne trofea dla: Cristiano Ronaldo i Christine Sinclair (oboje za rekordową liczbę goli w meczach reprezentacji), Pelego (w ramach hołdu i wyróżnienia za wkład w rozwój piłki nożnej) i Marty (za wkład w rozwój piłki kobiecej).

Gdy więc tylko dotarła do mnie informacja o tym, że w marcu Falcao pojawi się w Polsce, niemal oszalałem z radości. Od razu w głowie pojawiły mi się wszystkie jego trafienia, wszystkie skróty z meczów, w których czarował. Oczywiście powróciłem do tych nagrań sprzed lat i znów poczułem się jak dziewięciolatek, dla którego liczył się tylko i wyłącznie futbol (w tym przypadku futsal). Znów przypomniałem sobie, dlaczego tak bardzo kocham tę dyscyplinę. Falcao był jednym z tych, który sprawił, że moje pokolenie w ogóle zaczęło interesować się piłką i za to będę mu wdzięczny zapewne do końca życia.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się