Powinni wygrać...
GieKSa zremisowała z Legią, choć miała szanse, żeby zakończyć rywalizację z trzema punktami.
Tak z gola cieszył się Borja Galan (z prawej), a bramek mógł zdobyć więcej... Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Do piątkowego meczu, odkąd GKS Katowice awansował do ekstraklasy, zespołowi Rafała Góraka nie udało się zdobyć choćby punktu w meczu z Legią Warszawa. Los miał się teraz odmienić, a były ku temu oczywiste przesłanki. Katowiczanie fantastycznie rozpoczęli rok, od wygranych z Zagłębiem Lubin i Widzewem Łódź. Z kolei Wojskowi są w kryzysie, a dołączenie do klubu Marka Papszuna jeszcze nie przyniosło pozytywnych skutków. Przed meczem w stolicy województwa śląskiego nowy trener Warszawian jeszcze nie odniósł wygranej. Wiele wskazywało więc na to, że tłum, który pojawił się wczoraj wieczorem przy Nowej Bukowej (wszystkie wejściówki zostały wyprzedane), będzie cieszył się ze zwycięstwa gospodarzy. Nadzieje były ogromne, ale pewne było jedno – Legii nie można było zlekceważyć.
W końcu na papierze to silny zespół. To drużyna, w którą zainwestowano miliony. Grają w niej piłkarze, którzy powinni gwarantować jakość. Z jakiegoś powodu Legia gra słabo, ale jednak w każdej chwili może „odpalić”. Ta chwila może nadejść kompletnie niespodziewanie. Mogła nawet nadejść właśnie wczoraj, żeby popsuć humory społeczności GieKSy. I Legia rzeczywiście zaczęła grać lepiej! W pierwszej połowie prezentowała się solidnie, próbowała zdobyć gola i to jej się udało. W 26 minucie Patryk Kun dośrodkował w pole karne, a tam był niepilnowany Wahan Biczachczjan. Reprezentant Armenii bez większych problemów uderzył głową i pokonał Rafała Strączka. GieKSa w ten sposób straciła pierwszego gola w 2026 roku.
Nie był to dla podopiecznych Rafała Góraka wystarczający powód do załamania się. W poprzedni weekend GKS grał walecznie z Widzewem. Zaprezentował mądry futbol, grając na tyle dobrze, żeby wygrać. Co więcej, gola na wagę trzech punktów zdobył na zakończenie pierwszej połowy, po stałym fragmencie, gdy sędzia już myślał o tym, żeby użyć gwizdka i zaprosić piłkarzy do szatni. Ten scenariusz się powtórzył. Choć Katowiczanie mieli wcześniej kilka dogodnych okazji na gola, to do siatki trafili właśnie na sekundy przed ostatnim gwizdkiem pierwszej połowy, po raz kolejny po stałym fragmencie. Dośrodkowywał niezawodny Bartosz Nowak, a głową uderzał Borja Galan, który powrócił do wyjściowej jedenastki z powodu nadmiaru kartek Erika Jirki. Kacper Tobiasz był bez szans.
Od pierwszej minuty Rafał Górak dał szansę Ilji Szkurinowi. Kibice mieli nadzieję, że zademonstruje piłkarską złość, że będzie chciał udowodnić Legii, że za szybko z niego zrezygnowała. Białorusin nie wyróżniał się jednak i od razu po zmianie stron został zastąpiony przez Adama Zrelaka. To Słowak miał pomóc w zdobyciu kolejnych bramek przez GieKSę. Gospodarze ruszyli do ataku. W ciągu kilku minut sprawili, że serca kibiców Legii zadrżały, bo pachniało golem dla gospodarzy. Katowiczanie musieli wykazać się cierpliwością, tym bardziej że mecz został przerwany na kilka minut z powodu interwencji medyków na murawie i zadymienia z rac odpalonych przez fanów przyjezdnych.
Legia też miała okazje, ale defensywa GieKSy była bardzo szczelna. Dobre interwencje obrońców tylko napędzały ekipę Rafała Góraka, która nie miała zamiaru zadowalać się remisem z przyjezdnymi ze stolicy. Genialną okazję na skompletowanie dubletu miał Galan, który otrzymał idealne podanie od Mateusza Kowalczyka, ale po uderzeniu głową futbolówka minęła bramkę. Hiszpan miał kolejną okazję w doliczonym czasie, gdy stanął oko w oko z bramkarzem – próbował podcinką pokonać Tobiasza, ale ten był czujny. Ostatecznie więc Hiszpan zapewnił GieKSie tylkopunkt trafieniem w pierwszej połowie, ale z drugiej strony mógł dać jej znacznie więcej, ale w ostatniej chwili zawiódł.
Kacper Janoszka
OCENA MECZU ⭐⭐⭐
◼ GKS Katowice – Legia Warszawa 1:1 (1:1)
0:1 – Biczachczjan, 26 min (głową, asysta Kun), 1:1 – Galan, 45+3 min (głową, asysta Nowak)
GKS: Strączek 5 – Czerwiński 6 (86. Gruszkowski niesklas.), Jędrych 6, Klemenz 3 (34. Kuusk 5) – Wasielewski 6, Milewski 6, Kowalczyk 7, Galan 6 – Wdowiak 4 (68. Markovic 6), Szkurin 4 (46. Zrelak 5), Nowak 6. Trener Rafał GÓRAK. Rezerwowi: Kudła, Błąd, Kokosiński, Rasak, Rogala, Swatowski, Łukasiak.
LEGIA: Tobiasz 5 – Piątkowski 5, Pankov 5, Kapuadi 4 (89. Leszczyński niesklas.) – Krasniqi 5, Kapustka 6 (90. W. Urbański niesklas.), Szymański 5, Kun 6 – Biczachczjan 7 (77. Żewłakow niesklas.), Colak 4 (59. Rajović 4), K. Urbański 3 (59. Chodyna 4). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Hindrich, Adamski, Arreiol, Jędrzejczyk, Kovacik.
Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław) – 5. Asystenci: Adam Kupsik (Poznań) i Marek Arys (Szczecin). Czas gry 93 min (48+51). Widzów 14279. Żółte kartki: Wdowiak (39. faul), Czerwiński (80. faul) – Kapustka (59. faul), Kapuadi (71. faul), Pankov (76. faul).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| GKS | LEGIA | |
| 46 | posiadanie piłki | 54 |
| 2 | strzały celne | 3 |
| 11 | strzały niecelne | 7 |
| 6 | rzuty rożne | 7 |
| 15 | faule | 11 |
| 1 | spalone | 2 |
| 2 | żółte kartki | 3 |
