Potrzeba cierpliwości i spokoju

W łódzkim klubie wydają niewyobrażalne i nieznane dotąd w naszej lidze kwoty na transfery, w drużynie roi się od reprezentantów i klasowych graczy, a Widzew jest przedostatni w lidze. Co jest tego powodem i kiedy tendencja może się odwrócić?

Starcie Widzewa z Cracovią (0:0) było antyreklamą ekstraklasy. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus

WIDZEW ŁÓDŹ

Mecz Widzew – Cracovia z ostatniej kolejki ekstraklasy uznany został niemal jednogłośnie przez media – od telewizji po gazety i platformy społecznościowe – za najgorsze spotkanie ligowe tego sezonu. Bezbramkowy remis po obustronnie chaotycznej grze bez dającego się zauważyć planu i myśli taktycznej był tym bardziej przykry do oglądania, jeśli pamięta się, że najwyższy wynik, jaki Widzew osiągnął w historii swoich ligowych występów, to 7:0 właśnie z Cracovią w 1983 roku.

Plejada gwiazd

A przecież Widzew ma w składzie dwóch mocnych kandydatów do reprezentacji Polski na widoczne już na horyzoncie mecze barażowe o awans do finałowej fazy mistrzostw świata – Bartłomieja Drągowskiego i Przemysława Wiśniewskiego. Jest też najlepszy obecnie piłkarz Albanii Juljan Shehu, Duńczycy Lucas Lerager i Emil Kornvig, którzy jeszcze kilka tygodni temu strzelali gole dla swoich poprzednich klubów w meczach Ligi Konferencji (Brann Bergen Kornviga gra nadal w fazie pucharowej), reprezentant Szwajcarii Andi Zeqiri, który pakuje się już przed wyjazdem do Ameryki, bo jego drużyna zakwalifikowała się do decydującej fazy mistrzostw świata czy warty 3 miliony euro Osman Bukari z Ghany. Gra również Mariusz Fornalczyk, który latem przyszedł do Widzewa z opinią najlepszego zawodnika reprezentacji młodzieżowej. Wydawało się, że przed takim składem rywale będą wręcz klękać na boisku, błagając o litość, a to 7:0 z meczu z Cracovią sprzed lat nie będzie takie nierealne.

Cztery punkty w czterech meczach to z punktu widzenia kibica wynik wręcz kompromitujący. Ale można też spojrzeć na lutowe mecze inaczej, tak jak szukający pozytywnych stron gry Widzewa trener Igor Jovićević. – Tworzy się charakter drużyny, udało się zdobyć jeden punkt, a po wygranej w Płocku drugi raz skończyliśmy mecz bez straty gola. Zdobyliśmy cztery punkty w meczach z drużynami z czołówki. Cracovia okazała się mocnym zespołem, z indywidualnościami w składzie i pomysłem na grę. Nie stworzyła sobie jednak żadnych konkretnych sytuacji i to jest zasługa naszego zespołu. Zabrało kilku ostatnich podań i to jest pole do dalszej pracy – mówił po meczu.

Uczą się siebie

W Widzewie też są indywidualności w składzie, ale ewidentnie brakuje tego, co nazywa się duchem drużyny. Ci ludzie jeszcze się z sobą nie poznali, mówią innymi językami, nie są w stanie porozumieć się nawet uniwersalnym „językiem futbolu”. Marcel Krajewski, jeden z niewielu Polaków w widzewskiej szatni, tak mówi na przykład o swojej współpracy z grającym po tej samej stronie boiska Osmanem Bukarim. – Początki współpracy między mną a Osmanem nie były łatwe, ale teraz z każdym meczem łapiemy coraz lepsze połączenie. Dużo musieliśmy sobie tłumaczyć, mieliśmy różne wizje gry, ale teraz jesteśmy w takim momencie, że wiemy, czego oczekujemy od siebie.

Ten „duch drużyny” dopiero się więc kształtuje i jak dotąd główną rolę odgrywają w niej jednak polscy piłkarze: robiący postępy z meczu na mecz 21-letni Krajewski, który powtarza drogę… Roberta Lewandowskiego (z rezerw Legii poprzez Znicz Pruszków na razie do Widzewa) i Sebastian Bergier. Gdy trener mówi o skutecznym ostatnim zagraniu, którego w meczu z Cracovią brakowało, to ma na myśli na pewno Bergiera, który jest wszak współliderem listy strzelców ekstraklasy, a z Cracovią nie grał po czterech żółtych kartkach. Ze wszystkich transferów ostatnich miesięcy pozyskanie tego zawodnika z GKS-u Katowice bez odstępnego po wygaśnięciu kontraktu jest na pewno najlepszym interesem, jaki w ostatnich latach zrobił Widzew, a pieniądze Roberta Dobrzyckiego, które do jego przejścia nie były potrzebne, przydadzą się teraz na jego gażę, która nie może być przecież niższa niż obrońcy Steve’a Kapuadiego (o tym później).

Asy w talii

W talii kart nie przez przypadek są tylko cztery asy. Na boisku też nie potrzeba ich więcej. Asy przebijają wszystkie inne karty, ale przecież inne karty też są potrzebne do wsparcia i przygotowania terenu pod decydujące zagranie. W przywoływanym już dwukrotnie meczu z Cracovią w 1983 roku trzy gole strzelił Mirosław Tłokiński, jednego Włodzimierz Smolarek, ale trafiali również do bramki Piotr Romke, Andrzej Grębosz i Krzysztof Surlit, a grali także między innymi Zbigniew Rozborski, Krzysztof Kamiński, Tadeusz Świątek, czyli zawodnicy solidnej ligowej klasy, ale bez reprezentacyjnych szans, mniej efektowni, ale ciężko pracujący na liderów. Widzew nie potrzebuje w drużynie kilku Bońków, Smolarków, Dziekanowskich, Wójcickich, czterech Młynarczyków w bramce (Drągowski to już czwarty zawodnik na tej pozycji w bieżącym sezonie), przydaliby się natomiast następcy Kostrzewińskich, Kowenickich, Gapińskich, Możejków, Wragów, Myślińskich… Trzeba mieć nadzieję, że pion sportowy to widzi i dostarczy trenerowi takich zawodników, by ten stworzył w pełni zbilansowany zespół. – Należy ufać ludziom, a ja ufam swoim dyrektorom sportowym. Wierzę, że wiedzą, co robią – mówi o polityce transferowej Widzewa jego właściciel Robert Dobrzycki, który jednak firmuje ją zasobami swojego konta bankowego.

Z Legii do Widzewa?

Okres transferowy kończy się 25 lutego, czyli dzisiaj. We wtorek przechodził badania przed przejściem do Widzewa 27-letni obrońca urodzony już we Francji Kongijczyk z pochodzenia Steve Kapuadi. Jeszcze w sobotę grał on w Legii w meczu przeciwko Wiśle Płock, w której rozpoczynał grę w naszym kraju. Czy to kolejny as z rękawa, czy walet albo król pola karnego? Kwoty, jakimi żongluje się w plotkach wokół tego transferu, porażają. Podobno sam piłkarz przyznał, że Widzew oferuje mu zarobki w wysokości miliona euro rocznie! Kalkulator się grzeje od przeliczania tej kwoty na złotówki, które bardziej przemawiają do wyobraźni niż euro, a więc waluta, która wielu ludzi brzydzi i przeraża. Wychodzi około 350 tysięcy złotych miesięcznie! Nie, to nie może być prawda, chociaż sam Dobrzycki komentuje te doniesienia zimnym tonem biznesmena: – Można się zastanawiać, czy ta kwota oddaje jakość zawodnika, ale na pewno jest wypadkową wartości rynkowej.

Nie dziwi w tej sytuacji kolejna wypowiedź właściciela w rozmowie w TVP Sport: – Spadek to nie jest temat, który zajmuje nam głowy. Jest jeszcze czas, tym składem graliśmy dopiero czwarty mecz. Zalążki dobrej gry widać było choćby w meczu z Wisłą. Nie przerażają mnie większe wydatki. A jak są większe wydatki, to i pomyłek może przydarzyć się więcej. Nasza wizja jest klarowna. Czy zajmie to rok, dwa czy trzy, to się dopiero okaże. Ważne, by Widzew powrócił do Europy. Presja jest olbrzymia, ale potrzeba cierpliwości i spokoju. 

Spokoju w najbliższym tygodniu na pewno nie będzie. Widzew ma w planie mecze z Pogonią w Szczecinie, pucharowy z GKS-em w Katowicach i z mistrzem Polski Lechem w Łodzi. Po trzykroć ogniowa próba!

Wojciech Filipiak

2103 TYLE minut, co przekłada się na 53 procent całej drużyny, spędziło na boisku wiosną siedmiu sprowadzonych do Widzewa zimą piłkarzy – Drągowski, Cheng i Lerager zagrali w całości wszystkie cztery mecze, czyli 360 minut, Bukariemu niewiele do tego zabrakło (359), podstawowymi zawodnikami są także Kornvig (272) oraz Wiśniewski (271) i tylko Isaac (121) częściej wchodzi z ławki, niż występuje od początku. 

Robert Dobrzycki chce, żeby Widzew powrócił do Europy. Fot. Widzew Łódź

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się