Potop... polski! To możliwe?
Mamy marzenia i we wtorek na pewno napiszemy nową historię – zapowiada bój o mundial Jakub Kamiński, przed którym - jak i trenerem Janem Urbanem - najważniejszy mecz w karierze.
Mamy nadzieję, że Kuba Kamiński pokaże własną najlepszą stronę – taką, jak w niemieckiej Bundeslidze! Fot. Piotr Matusewicz/ Press Focus
REPREZENTACJA POLSKI
Zostało to już przewałkowane na wiele sposobów – od niemal stu lat Polacy nie wygrali ze Szwedami na ich ziemi, przegrywając tam 8 z 10 kolejnych spotkań. Gospodarze są tej statystyki świadomi, ale Biało-czerwoni nie czują strachu. – Historia niech zostanie historią, a my piszemy tutaj własną przyszłość. Mamy marzenia i na pewno napiszemy nową historię – zadeklarował z uśmiechem pewny siebie Jakub Kamiński. Czy nadszedł więc czas, aby w kronikach Potop szwedzki został przykryty Potopem polskim?!
Nikt nie zna scenariusza
Trener Jan Urban, jakby poważniejszy niż zwykle, odpowiadał na pytania przed spotkaniem, który zadecyduje o wylocie Polaków na mundial. Uśmiechnął się jednak, gdy lokalni dziennikarze – jakby doceniając jego kadencję – przypomnieli mu, że w roli selekcjonera jeszcze nie przegrał. – Oby tak zostało - zaśmiał się. - Nie myślimy o tym. Każdy trener myśli przede wszystkim o tym, aby drużyna robiła progres. Na tym się skupiam. Jako zespół w eliminacjach mieliśmy różne momenty i moim zdaniem ten progres jest zauważalny – dodał selekcjoner Urban. Doświadczony szkoleniowiec przed Albanią zapowiadał otwarte spotkanie, co – można rzec – sprawdziło się. Przed meczem w Solnej nie potrafi jednak powiedzieć, który z potencjalnych scenariuszy zostanie zaprezentowany na szwedzkiej scenie. – Jest wiele scenariuszy i każdy może być inny. Oni też ich nie znają. Nie wiedzą, jak będą grać w ataku pozycyjnym, gdyby przegrywali. Rozegrali niewiele spotkań z nowym selekcjonerem – wspomniał tylko trzy mecze Skandynawów pod wodzą trenera Grahama Pottera polski trener.
Tu mogą być karne!
– Trudno mi powiedzieć, jaką strategię na to spotkanie przyjmie Szwecja. Grają mecz o wszystko z nowym trenerem – chociaż mają już oczywiście za sobą mecz z Ukrainą. Teraz grają jednak na własnym stadionie, więc... nie wiem. Mamy własny pomysł na to spotkanie i zobaczymy czy przyniesie nam powodzenie. Trzeba być też przygotowanym na to, że wszystko może się zmieniać, taktyka, zmiany piłkarzy, zmiany systemu – to często dzieje się w zależności od wyniku w danym momencie – zauważył trafnie Jan Urban. O ile przy Albanii nie przewidywał dogrywki, o tyle teraz wprost stwierdził, że... trzeba być gotowym na wszystko, bo karne są jak najbardziej realne!
– Na koniec dnia indywidualne umiejętności w takich meczach odgrywają bardzo ważną rolę – przyznał z kolei Kamiński, który uważa, że Polacy nie powinni czuć kompleksu wobec nazwisk, jakimi dysponuje rywal. – Nie ma co ukrywać, że wielu zawodników naszej reprezentacji to wiodące postaci w klubach i to jest wartość dodana. Uważam, że jesteśmy w dobrym momencie i... każdy z nas to czuje. Nic tylko wyjść na boisko, pokazać te umiejętności – i wygrać – powiedział uśmiechnięty „Kamyk”, lider niemieckiej Kolonii.
Stres od Nowego Roku
Optymizmu śląskiemu skrzydłowemu nie brakuje. – Z Albanią pokazaliśmy serca i charakter. W piłce trzeba mieć trochę szczęścia i my je mieliśmy. Niech to szczęście nie opuści nas także teraz! Dokładając do tego nasze umiejętności, jestem przekonany, że wygramy – stwierdził, dodając także, że o finale baraży i wyjeździe na mundial... myśli już od początku roku!
– Mam pozytywny stres. Pojawił się już po Nowym Roku, gdy myślałem o tych meczach; żeby być gotowym, zdrowym i dać reprezentacji wszystko, co mogę. Kiedy starasz się być wiodącą postacią, która może decydować o wynikach, to jest stres, ale ten pozytywny. Uważam, że to będzie dla mnie najważniejszy mecz w karierze i zrobię wszystko, aby zaprezentować się jak najlepiej. Rozgrywam dobry sezon i czuję, że mogą pokazać co najlepsze – przyznał Kamiński, a my wierzymy, że to uczucie przełoży się na kapitalny występ!
Piotr Tubacki
Gyokeres vs Lewandowski
Nie da się ukryć, że dzisiejszy finał barażu stanie pod znakiem rywalizacji klasowych „dziewiątek”. Szwedzi mają Viktora Gyokeresa, a Polacy, rzecz jasna, Roberta Lewandowskiego. 27-letniemu napastnikowi do osiągnięć „Lewego” jeszcze bardzo daleko, ale w tej chwili to on jest w lepszym piłkarskim wieku, co udowodnił hat trickiem z Ukrainą. Polak jednak nie jest w Barcelonie tylko za ładny uśmiech. Jana Urbana nie trzeba przestrzegać przez szwedzkim gwiazdorem. Trener jest na niego gotowy. – Mam na to plan i mogę odpowiedzieć: niech strzelają tylko oni. Ale niech Robert zdobędzie o jedną bramkę więcej.
