POSTAĆ KOLEJKI

ADRIAN BŁĄD

Adrian Błąd w Krakowie dał popis. Fot. Krzysztof Porebski/PressFocus

Zawodnik marzenia może spełniać również po trzydziestce! Piłkarz katowickiego GKS-u ma tych wiosen 33 i choć już dawno zaskarbił sobie uznanie fanów z Bukowej, to przecież wcześniej nie spełnił się w ekstraklasie. Owszem, wiele lat wcześniej grywał w niej w barwach Zagłębia Lubin i Arki Gdynia, ale tak naprawdę nigdy w niej nie zaistniał, a już na pewno nie przedarł się do powszechnej kibicowskiej świadomości.  Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że ekstraklasa to dla niego za wysokie progi. W tym sezonie piłkarz w dobitny sposób udowadnia jednak, że to nieprawda.

Niezmiennie od 8 lat, bez względu na klasę rozgrywkową, Błąd jest ważnym ogniwem katowickiej drużyny, a jego ofiarność, zaangażowanie i umiejętność robienia wiatru na połowie przeciwnika muszą robić wrażenie. Trener Rafał Górak zna tego piłkarza od podszewki, wie jak wykorzystywać jego mocne strony. W obecnym sezonie Błąd świetnie funkcjonuje w szybkim ataku GieKSy, wie czego w takich momentach od niego się oczekuje. Staje się nie tylko potrzebny, ale i spektakularny. Jego bramka w niecodziennym meczu z Cracovią, w którym obowiązywał cios za cios - zapiera dech w piersiach nawet gdy ogląda się ją ósmy albo dziewiąty raz z rzędu! Jestem przekonany, że nawet Roberto Carlos, zacmokałby z uznaniem widząc tę petardę. To był strzał z gatunku nie do obrony.

Paradoksalnie obecna sytuacja GieKSy jest bardzo trudna. Mimo zwycięstw, zespół z powodu urazów traci kolejne ważne ogniwa. Stracił Grzegorza Rogalę, Aleksandra Komora, Bartosza Nowaka, Lukasa Klemenza, a teraz jeszcze Adama Zrelaka. Przetrzebiony GKS ciągle daje radę, ale wiadomo, że w tych trudnych chwilach bardzo wiele będzie zależało od takich piłkarzy jak Błąd. Tym bardziej teraz gdy GieKSę czeka wyjątkowo trudny występ - katowiczanie zagrają następnej kolejce w Poznaniu z liderem. Ciekawe, że będą mieli z kim tam się serdecznie przywitać. W meczu z Legią zagrało przecież trzech byłych gieksiarzy - na bramce Bartosz Mrozek, w pomocy Antoni Kozubal, a w ataku na ostatnie minuty wszedł jeszcze Filip Szymczak. Jednak w Adrianie Błądzie fajne jest jednak to, że on nie boi się takich sprawdzianów. Uwierzył w siebie i wierzy we własną drużynę. Czego chcieć więcej?

(pacz)