Posiłki z zewnątrz

Jeden z wielkich beneficjentów rozszerzonego mundialu w azjatyckiej strefie eliminacji okazał się rewelacją i dość szybko zapewnił sobie awans.

Tak Jordańczycy prezentowali się nieco ponad miesiąc temu w Tiranie przed przegranym 2:4 meczem z Albanią. Fot. IMAGO / Press Focus

Ten, co warto podkreślić – pierwszy w historii, wywołał w Jordanii prawdziwą euforię. W eliminacjach ekipa z Bliskiego Wschodu mierzyła się z Koreą Południową, Irakiem, Omanem, Palestyną i Kuwejtem. W grupie musiała uznać wyższość tylko tych pierwszych, awans przypieczętowała dzięki triumfowi nad Omanem (3:0) jeszcze w czerwcu, a także zwycięstwu Koreańczyków z Irakijczykami (2:0).

Romantyzmu historii awansu tego kraju, jak i większości pozostałych debiutantów, ujmuje nieco posiłkowanie się piłkarzami „z zewnątrz”. Podstawowymi graczami są bowiem urodzony w Iraku Mohammad Abu Hashish czy Mohammad Abualnadi, który przyszedł na świat w USA. Jedenastokrotny reprezentant Jordanii będzie miał zatem szansę na to, aby za kilka miesięcy zagrać przed „własną” publicznością. Nie można też wykluczyć kolejnych wzmocnień tego typu przed samym turniejem. W kadrze zdążył już zadebiutować choćby urodzony w Kopenhadze Tammer Bany z West Bromwich Albion.

Jordania to kraj szybko się rozwijający, który notuje bardzo duży przyrost ludności. W efekcie jest to bardzo młode społeczeństwo z wyjątkowo dobrze rozwiniętą służbą zdrowia. Jedna trzecia mieszkańców to uchodźcy, na co wpływa oczywiście jej położenie. Mankamenty życia w Jordanii? Powódź błyskawiczna, która – jak sama nazwa wskazuje – potrafi pojawić się nagle i zabrać ze sobą wszystko, co spotka na drodze. To jednak bardzo przyjemne miejsce do życia, gdzie przez zdecydowaną większość czasu świeci słońce, a termometry wskazują grupo ponad 30 stopni.

Polskie wątki? Jednym Polakiem, który posmakował gry lidze jordańskiej (i to dwukrotnie) był Łukasz Gikiewicz. Pierwszy raz w sezonie 2016/2017. Jak w ogóle tam trafił? – Byłem bez klubu, grając w Tajlandii, bo zmarł król, który panował 100 lat i ligę zawiesili. Akurat odpoczywałem w Splicie, zadzwonił serbski trener klubu Al-Faisaly Amman, którego tam poznałem. Powiedział: mamy cztery miesiące do końca rozgrywek i musimy zdobyć mistrzostwo, czy jesteś gotowy? Nie wiedziałem nawet, czy w Jordanii gra się w piłkę i gdzie leży na mapie. Sprawdziłem, że to najbardziej utytułowany jordański klub i powiedziałem: czemu nie? – barwnie relacjonował swoją jordańską przygodę w „Magazynie Lig Egzotycznych” na Kanale Sportowym.

Jordańskim rodzynkiem na polskich boiskach jest z kolei Seif Darwish ze Stali Rzeszów. Do podkarpackiej ekipy wprowadzany był stopniowo. Na razie mozolnie zbiera minuty, ale gdy już pojawia się na boisku, to jest z tego efekt. W trwającym sezonie dwukrotnie wpisał się do strzeleckiego protokołu – tak się złożyło, że przeciwko dwóm krakowskim klubom – Wiśle oraz Wieczystej. – Pozytywny, wiecznie uśmiechnięty człowiek. Można powiedzieć, że typ południowca. Ma pewną barierę językową, bo zna jedynie podstawy angielskiego, ale język piłki jest dość uniwersalny. To taki ambitny typ, chętny do tego, aby się pokazać. Nasz kraj raczej przypadł mu do gustu – słyszymy o nim w rzeszowskim klubie. Ten 22-latek zaliczył 18 występów w młodzieżowych reprezentacjach Jordanii, ale na mundial nie ma szans pojechać.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się