Porażka za porażką
W środę w sofijskiej Asics Arenie wystąpiło siedmioro polskich reprezentantów. Wszyscy przegrali.
Paweł Brach i trener Tomasz Dylak mocno zawiedzeni, bo panowie znów wracają z mistrzostw Europy bez medalu. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
BOKS
Tomasz Dylak, główny trener kobiecej i męskiej reprezentacji, liczył na cztery medale i tyle przywiezie z mistrzostw Europy w Sofii. O pełnej satysfakcji trudno jednak mówić, bo wszystkie będą koloru brązowego. I kolejny raz bez medalu wrócą nasi panowie.
Było siedem szans
W środę w ringu zobaczyliśmy siódemkę polskich reprezentantów: czwórka naszych pięściarek walczyła o finały, a trzech pięściarzy o wejście do półfinału. Jako pierwsza Natalia Kuczewska (51 kg) zmierzyła się z Turczynką Hatice Akbas, mistrzynią świata i Europy oraz wicemistrzynią igrzysk w Paryżu. 23-letnia Polka walczyła dzielnie, ale rywalka miała wyraźną przewagę i pierwszą rundę wygrała 5:0. W drugiej niemająca nic do stracenia Kuczewska atakowała, ale co rusz nadziewała się na kontry. Jej ambicję docenił tylko jeden punktowy i nasza zawodniczka tę rundę przegrała 1:4. W ostatnim starciu nie było wątpliwości, kto jest lepszy – 25-letnia Akbas dwukrotnie doprowadziła do liczenia Kuczewskiej i wygrała pojedynek jednogłośnie (trzy razy 30:26, po razie 30:27 i 29:28). Potem w serii południowej zobaczyliśmy dwóch Polaków w ćwierćfinałach. Paweł Brach (60 kg) trafił na mocnego Ukraińca Ajdera Abduraimowa, który był dwukrotnym mistrzem Europy juniorów. W pierwszej rundzie Polak był mało aktywny i przegrał ją 0:5. W drugiej ruszył do ataku i powinien ją wygrać, a przegrał 2:3 i to zaważyło na końcowym wyniku. W ostatniej rundzie Ukrainiec pewny zwycięstwa tylko uciekał przed atakami Bracha, który wygrał tę odsłonę u wszystkich sędziów, ale walkę przegrał 0:5 (pięć razy 28:29). Bezdyskusyjnie 0:5 (pięć razy 27:30) przegrał Michał Pierzchała z Rosjaninem Szirawem Aszałajewem. To był jednostronny pojedynek, w którym bojaźliwie walczący Polak nie miał żadnych argumentów w starciu z mocno bijącym i świetnie poruszającym się w ringu rywalem. Już w pierwszej rundzie był liczony, a potem jego rywal tylko powiększał przewagę. Nie udało się awansować do finału 20-letniej Kindze Krówce (65 kg), która zmierzyła się z Węgierką Lucą Hámori, ćwierćfinalistką igrzysk w Paryżu. Pierwsza i druga runda były wyrównane, ale sędziowie uznali, że to rywalka Polki była lepsza. W ostatnim starciu Krówka ruszyła do frontalnego ataku, licząc na wygraną przed czasem, ale Hámori skutecznie uciekała, choć kilka razy została mocno trafiona. Końcowy werdykt był niepomyślny dla Polki – 1:4 (29:28, trzykrotnie 27:30 i 28:29).
Bezradność Polek
Popołudniowa seria zaczęła się od półfinałowego pojedynku Angeliki Krysztoforskiej (48 kg), która trafiła w nim na utytułowaną Julię Czumgałakową. 29-letnia Rosjanka była dwukrotną mistrzynią Europy i wicemistrzynią świata, ale federacji IBA, nieuznawanej przez MKOl. Polka próbowała podjąć z nią rywalizację, ale jednak doświadczenie było górą. Tylko w drugiej rundzie punktowy z Egiptu docenił wolę walki naszej zawodniczki i było w niej 1:4. Trzecia runda była formalnością i Krysztoforska po porażce 0:5 (cztery razy 27:30 i 28:29) musiała zadowolić się brązowym medalem. Na więcej liczyliśmy w półfinałowej walce w najcięższej wadze (+80 kg) pomiędzy 30-letnią Elżbietą Wójcik i 19-letnią Turczynką Havvanur Kethüdą. Polka w czerwcu tego roku wróciła do boksu po urlopie macierzyńskim. W turnieju Pucharu Świata w Chinach doszła do półfinału. To samo uczyniła w Sofii. Jej rywalka, mistrzyni świata juniorek sprzed dwóch lat, stoczyła dotąd zaledwie sześć walk, ale wszystkie wygrała. Turczynka była o wiele cięższa od naszej pięściarki i przekładało się to na moc jej uderzeń. Wójcik w pierwszej rundzie wykorzystała swoją szybkość i unikała ciosów rywalki, a sama kilka razy trafiła. To starcie wygrała 4:1, ale w następnej rozpoczął się dramat. Kethüda spychała Polkę do lin i tam ją bombardowała. W połowie rundy Wójcik była liczona, potem dostała ostrzeżenie, a po kolejnych dwóch liczeniach sędzia ringowy przerwał walkę.
Urban też nie dał rady
Ostatnim naszym reprezentantem był wczoraj Mateusz Urban (75 kg). Dwa dni temu w 1/8 finału w znakomitym stylu zdecydowanie pokonał solidnego Irlandczyka Gavina Rafferty'ego. W ćwierćfinale trafił jednak na walczącego przed własną publicznością Bułgara Rami Kiwana, broniącego tytułu mistrza Europy i aktualnego wicemistrza świata. Nadzieją dla nas był fakt, że przed rokiem nasz 23-letni pięściarz, zawodnik CKB Potężnie Ciechocinek, wygrał z nim (reprezentował Legię Warszawa) w Polskiej Lidze Boksu. Nadzieja szybko się rozwiała, bo pierwszą rundę Bułgar wygrał pewnie u wszystkich sędziów. W drugiej Kiwan kilka razy mocno trafił, a sfrustrowany Polak dostał ostrzeżenie za faul. Ostatnia runda była już tylko formalnością i Urban przegrał jednogłośnie. W ten sposób polscy reprezentanci zakończyli już swój udział w mistrzostwach Europy.
(awa)
