Poniżej oczekiwań
Drużyna trenera Jarosława Skrobacza ma zdecydowanie większe aspiracje niż wskazuje na to miejsce na półmetku.
Kacper Przybyłko i jego opolscy koledzy chcą iść w górę. Fot. Tomasz Jastrzębowski/PressFocus
ODRA OPOLE
Po 17 kolejkach opolanie znajdują się dopiero na 13. miejscu w tabeli 1. ligi. Można więc powiedzieć, że są w tym samym miejscu, co rok temu. Wtedy jednak na półmetku mieli 15 punktów i tylko 2 więcej nad strefą spadkową.
Mogło być lepiej
Teraz natomiast wywalczyli 22 punkty i 9 „oczek” więcej niż zespół otwierający grupę zagrożonych degradacją. Przede wszystkim jednak mają spory niedosyt, bo zdają sobie sprawę, że z takim potencjałem piłkarskim, jakim dysponują, powinni być wyżej, choćby tam, gdzie znajduje się obecnie, mająca bezpośredni kontakt ze strefą barażową Polonia Warszawa, z którą przegrali w niedzielę 0:1.
- Przegraliśmy, więc nie możemy być zadowoleni – mówił trener Jarosław Skrobacz. – Mecz miał różne fragmenty. Na początku drugiej połowy daliśmy się zepchnąć i dochodziło do groźnych sytuacji w naszym polu karnym. Niemniej, my też mieliśmy okazje i to bardzo dobre, zarówno w pierwszej, jak i drugiej części spotkania, ale to Polonia wykorzystała tę jedną i stąd taki wynik.
Co ciekawe, trener Skrobacz wyjątkowo więcej czasu niż analizie gry poświęcił tym razem na rozważania o instytucji VAR-u. Zatrzymał się przy akcji z 61 minuty, w której po starciu Szymona Kobusińskiego z Patrykiem Janasikiem, sędzia Łukasz Karski wskazał na „wapno”, a obsługujący aparaturę nagrywającą Sebastian Jarzębak wezwał arbitra do monitora i decyzja została anulowana. Dodajmy, że wtedy wynik był jeszcze bezbramkowy.
Coś niezrozumiałego
- Instytucja VAR-u jest dla mnie coraz bardziej niezrozumiała – stwierdził szkoleniowiec Odry. – Po nie wiadomo ilu już meczach i ilu doświadczeniach cały czas nie wiem o co chodzi. Bo jeśli z boiska sędzia, który stoi 5 metrów od starcia, widzi kontakt i gwiżdże, to VAR musi być w 100 procentach przekonany, że faulu nie ma. Ale jeśli ta sytuacja jest przez 5 minut analizowana, a po następnych 3 minutach wpatrywania się sędziego głównego w monitor decyzja zostaje odwoływana, to nikt mi nie powie, że arbiter był przekonany, że faulu nie było. Nie wiem, czego doszukał się sędzia? Kontakt był. Kobusiński wchodzi między piłkę i zawodnika, który był za nim. W takiej sytuacji obrońca ma uważać, żeby nie potrącić, nie popchnąć rywala. Jeżeli w takich sytuacjach są kontrowersje, to nie rozumiem, o to mam uwagi. Moja wypowiedź niczego nie zmieni i dalej będzie tak, że w każdej sytuacji sędzia będzie się mógł wytłumaczyć, ale ja nie jestem z tego zadowolony.
Jerzy Dusik
