Polki z szansą na finał!

Po pokonaniu Czeszek Biało-czerwone zagrają dziś w Maladze z Włoszkami w historycznym dla nas półfinale Billie Jean King Cup.

Katarzyna Kawa, szczęśliwa jubilatka i cicha bohaterka meczu z Czeszkami. Fot. Tomasz Kudala/PressFocus

Iga Świątek, Magdalena Fręch, Magda Linette, Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska przeżywają teraz wspaniałe chwile podczas tradycyjnego, rozgrywanego od 1963 r. (pod różnymi nazwami), turnieju reprezentacji narodowych, odpowiednika męskiego Pucharu Davisa. Serce rośnie, patrząc na radość Polek po zwycięstwach w hiszpańskiej Maladze. Biało-czerwone pokonały już Hiszpanki i Czeszki i po raz pierwszy w historii zameldowały się w półfinale „The World Cup of Tennis”, bo tak określane są te najbardziej prestiżowe rozgrywki z udziałem 12 najlepszych kobiecych drużyn świata i ośmiu męskich (panowie wkroczą do akcji we wtorek). W poniedziałek o 17.00 Polki rozpoczną bój o finał z tenisistkami z Italii, na czele ze światową „czwórką”, Jasmine Paolini.

Świątek nie zawodzi

Trudno nie wiązać sukcesu polskiej drużyny – wspaniale dopingowanej przez głośną i liczną grupę rodzimych kibiców w Martin Carpena Arena – z osobą Igi Świątek. Polki po zmianie formuły finałów Billie Jean King Cup występują w nich po raz trzeci, ale najlepsza nasza tenisistka i do niedawna liderka światowego rankingu, uczestniczy w nich premierowo. Na przeszkodzie startowi raszynianki w dwóch poprzednich edycjach – w Glasgow 2022 i Sewilli 2023 – stanął konflikt terminarzowy WTA Finals dla najlepszych singlistek sezonu z BJKC. W tym roku Iga miała niemal tydzień przerwy po mastersie w Rijadzie (odpadła w fazie grupowej) do turnieju w Maladze, a wcześniej, od początku września, zrobiła sobie praktycznie dwumiesięczny „urlop” od rywalizacji na korcie i jest głodna gry.

W Hiszpanii Świątek wywiązuje się z roli liderki doskonale. W piątkowym meczu o ćwierćfinał pokonała najlepszą Hiszpankę Paulę Badosę, pieczętując zwycięstwo drużyny 2-0, a w sobotnią noc najpierw po blisko trzech godzinach wyszarpała wygraną z czeską rakietą numer 1, Lindą Noskovą, a następnie wspólnie z Katarzyną Kawą sprawiła niespodziankę, pokonując duet Marie Bouzkova, Katarina Siniakova, co oznaczało zwycięstwo 2-1 i awans do półfinału.

Zmiana w składzie debla

Polki musiały z Czeszkami odrabiać straty, bo na otwarcie Magdalena Fręch uległa w trzech setach Bouzkovej. Tym razem kapitan Dawid Celt postawił na zawodniczkę Górnika Bytom, dając odpocząć Magdzie Linette, która musiała czuć w kościach heroiczny, prawie 4-godzinny bój z Hiszpanką Sarą Sorribes Tormo sprzed doby. Fręch była jednak chyba przemotywowana i początkowo kompletnie nic jej nie wychodziło – po kwadransie było 4:0 dla rywalki, a po kolejnych 12 minutach 6:1 i w sumie ledwie 9 punktów na koncie łodzianki. W końcu jednak Polka złapała właściwy rytm i podjęła walkę, efektem wygrana druga partia i zacięta rywalizacja w trzeciej. Niestety, od stanu 4:4 wojnę nerwów lepiej zniosła Czeszka, która wygrała dwa ostatnie gemy i dała swojej drużynie prowadzenie.

Straty odrobiła Świątek, ale z Lindą Noskovą nie był to spacerek, lecz prawie 3-godzinna stroma i niebezpieczna wyprawa. Czeszka (45. WTA), która w sobotę po raz ostatni była nastolatką (20. urodziny obchodziła w niedzielę) pozostawała nieugięta i przypominała tenisistkę, która w styczniu sensacyjnie wyeliminowała Polkę z Australian Open. Noskova wygrała drugiego seta, a w decydującej partii wróciła ze stanu 1:4 do 4:4, naciskając na Świątek do końca. Przy drugiej piłce meczowej fatalnie jednak się pomyliła, nie trafiając w kort przy pozornie prostym smeczu.

Bohaterka z drugiego planu

To oznaczało, że półfinalistę turnieju miała wyłonić gra podwójna, która zaczęła się w sobotę 10 minut przed północą. Świątek pierwotnie nie została do niej nominowana – nie rywalizowała w deblu od ponad trzech lat, a w BJKC od 2019 r. - ale Celt dokonał zmiany i to Iga stanęła obok doświadczonej Katarzyny Kawy. I znów nie zawiodła, ale show nieoczekiwanie skradła jej partnerka.

- Cieszę się, że Kasia prowadziła mecz, wybierając odpowiednią taktykę i mówiąc mi, co robić, ponieważ od jakiegoś czasu nie grałam w debla. Myślę, że stworzyłyśmy naprawdę dobrą drużynę - podkreśliła Świątek.

Mimo że po drugiej stronie siatki stała liderka rankingu deblistek Siniakova, Kawa wykazała się znakomitym przeglądem sytuacji, ustawieniem i sprytnie mijała Czeszki, posyłając piłki w martwe pola, zachowywała też czujność na siatce. Pierwszy set i drugi do stanu 4:0 były wręcz popisem naszego duetu, który miał świetną „chemię” między sobą. Rywalki załapały się jeszcze w drugim secie, przełamując serwis Igi, ale od stanu 4:4 Świątek i Kawa wróciły do najwyższej dyspozycji i to Biało-czerwone cieszyły się z historycznej wygranej, a tak uradowanej Igi dawno już nie oglądaliśmy! Była 1.00 już w niedzielę…

- Jestem szczęśliwa. To niesamowite, że zapisałyśmy się w historii Polski – to spełnienie marzeń. Atmosfera jest świetna, a całe doświadczenie jest cudowne. Jestem bardzo dumna z Katarzyny, siebie i całego zespołu – cieszyła się Świątek.

Paolini razy dwa

Polki już dokonały bardzo wiele, ale wcale nie jest przesądzone, że to koniec – mając Świątek w drużynie i szeroką ławkę, w Maladze nie ma dla nich sufitu. Na pewno pokonanie w półfinale Włoszek będzie wyzwaniem, bo obok dwukrotnej finalistki tegorocznych Wielkich Szlemów (Roland Garros, Wimbledon) Jasmine Paolini, Italia może liczyć na swój świetny debel Paolini z Sarą Errani. W Maladze złote medalistki olimpijskie z Paryża łatwo przesądziły o wygranej z Japonią 2-1.

Dlatego szansy dla Polek w starciu z ubiegłorocznymi finalistkami BJKC upatrywać trzeba w dwóch zwycięstwach singlowych – Igi z Jasmine oraz wcześniej Fręch lub Linette z kimś z grona, które ma do dyspozycji kapitan Włoch, Tathiana Garbin, na drugiej rakiecie: Lucią Bronzetti (78.), Martiną Trevisan (126.) lub Elisabettą Cocciaretto (54. WTA), która jednak przegrała w Maladze niespodziewanie z Japonką Eną Shibaharą. Wtedy jednak do akcji wkroczyła Paolini, która w tym sezonie rozegrała już 110 meczów w singlu i deblu! Ale Świątek zatrzymała ją w karierze trzy razy, nie przegrywając ani razu…

Tomasz Mucha

32. URODZINY 
mogła świętować jeszcze na korcie w niedzielną noc Katarzyna Kawa. Podczas wywiadu po meczu polska ekipa zaintonowała koleżance gromkie „Sto lat”. - Nie wiedziałam, która to godzina, ale na pewno to dla mnie bardzo wyjątkowy dzień - przyznała tenisistka BKT Advantage Bielsko-Biała. - Nie byłyśmy faworytkami. Grałam z Kateriną Siniakovą kilka razy, zawsze ona wygrywała. Nie zamierzałam przegrać ponownie. Cieszę się, że nam się udało – dodała szczęśliwa jubilatka.

Polsko-czeska umowa

Przedstawiciele Polskiego Związku Tenisowego i Czeskiego Związku Tenisowego podpisali w Maladze umowę o współpracy, która obejmie tenis młodzieżowy i zawodowy. Obie federacje kooperują już od pewnego czasu, czego przykładem cykl turniejów do lat 12 Czech-Polish Friendship Tour, rozgrywany po obydwu stronach granicy. Teraz inicjatywa zostanie rozszerzona, m.in. o kwestie związane z organizacją zawodowych turniejów i wzajemnym stwarzaniem szans na starty w nich tenisistkom i tenisistkom z obydwu krajów. Obie federacje w przyszłości mają też informować się o zamiarze zmiany obywatelstwa przez zawodnika lub zawodniczkę, a jeśli taka zmiana dojdzie do skutku, nowy kraj pokryje koszty wcześniejszej edukacji tenisowej sportowca. To pokłosie niedawnego przyjęcia polskiego obywatelstwa przez Lindę Klimovicovą, związaną z BKT Advantage Bielsko-Biała. Najbliższą okazja do spotkania z przedstawicielami czeskiego tenisa będzie (30 listopada – 1 grudnia) I Kongres Tenisa Dziecięcego w Bielsku-Białej.