Polacy (nadal) kochają Zakopane
O fenomenie skoków narciarskich w Polsce powiedziano już bardzo dużo. Wydaje się, że Polacy sentymentalnie zakochali się w nich ćwierć wieku temu, a obecny brak sukcesów wcale ich nie zniechęca.
Fani w Zakopanem kolejny raz nie zawiedli. Fot. Kacper Kirklewski/PressFocus
Konkurs Pucharu Świata w Zakopanem wykracza daleko poza sport, to zjawisko socjologiczne kryjące w sobie dużo więcej niż możliwość wspólnego kibicowania pod skocznią. Kibiców nie odstraszają bowiem coraz słabsze wyniki i gorsze perspektywy naszych skoczków, drogie bilety czy siarczysty mróz (w tym roku naprawdę wyjątkowo dokuczliwy, pod koniec konkursu pod skocznią było -13). Polacy traktują to miejsce kultowo, uwielbiają wracać do Zakopanego. Klimat, ulubiona karczma, grzańce, oscypki, dobre jedzenie czy nawet możliwość kupienia nieodebranych paczek kurierskich w drodze na skocznię, same skoki im w tym w ogóle nie przeszkadzają – są głównym pretekstem, aby tam być w tym terminie. Połowa stycznia (tym razem ze względu na igrzyska olimpijskie akurat minimalnie wcześniej) to stały, zarezerwowany dla nich punkt w kalendarzu.
Fakt, że w drodze pod Wielką Krokiew, nie mówiąc już nawet o Krupówkach, możemy się zaopatrzyć właściwie we wszystko, od portfeli (na te trzeba uważać, bo nie wszyscy przyjeżdżający do Zakopanego są fanami wyłącznie polskiej zimy i skoków), kubków z imionami, lepiej lub gorzej zrobionych podróbek drogich gadżetów po zabawki najróżniejszej maści budzi w nas raczej sentyment niż poczucie kiczu. Bo w tym „kiczu” zapisane jest też w jakimś sensie nasze narodowe DNA.
Narażę się teraz pewnie zdeklarowanym fanom dyscypliny, ale skoki same w sobie są nudne, jeden podobny do drugiego, a oglądając je na żywo trudno nawet ocenić odległość. W czasach, gdy zaczynaliśmy odnosić w niej sukcesy na początku XXI wieku za sprawą Adama Małysza byliśmy nie tylko w innym miejscu cywilizacyjnym, ale i sportowym. Na pojechanie na piłkarski mundial czekaliśmy już 15 lat, próżno było wypatrywać spektakularnych zwycięstw również w innych dyscyplinach. Małyszomania w pokoleniu dzisiejszych 30- i 40-latków wywołała pierwsze zbiorowe poczucie sportowej dumy, element identyfikacyjny, który sentymentalnie pozostał z nimi również w erze Kamila Stocha (w niedzielę akurat symbolicznie pożegnanego), po współczesność, która raczej nie rokuje świetlanej przyszłości. Dobrze skacze Kacper Tomasiak, ale to na razie bardzo młody chłopiec, któremu trzeba dać czas i nie nakładać presji.
Mariusz Rajek, Zakopane
