Pognębili potentata
Zawiercianie po raz drugi z rzędu zagrają w Final Four! W ćwierćfinale rozbili Cucine Lube Civitanova z mistrzami i wicemistrzami świata w składzie.
Patryk Łaba i jego koledzy mogą szykować się do walki o Puchar Europy. Fot. PAP / Jarek Praszkiewicz
LIGA MISTRZÓW
Aluron CMC Warta przed tygodniem, po wręcz perfekcyjnym meczu, jednym z najlepszych w historii klubu, nadspodziewanie łatwo ograł włoskiego potentata 3:0. W rewanżu w Sosnowcu od gry w turnieju finałowym dzieliły ich tylko dwa zwycięskie sety. Niby blisko, a jednak daleko. Cucine Lube wcale bowiem nie stało na straconej pozycji. Mając w składzie jednego z najlepszych siatkarzy globu, wicemistrza świata Aleksandara Nikołowa oraz mistrzów świata: Giovanniego Gargiulo, Mattię Bottolo i Fabio Balaso, stać ich było na odwrócenie losów rywalizacji. Zawiercianie doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Wyszli na parkiet mocno skoncentrowani i pewni swojej siły. Rozgrywający Miguel Tavares Rodrigues znakomicie kierował grą drużyny, z łatwością gubił blok rywali, którzy w pierwszym secie tylko raz zatrzymali gospodarzy, gdy Gargiulo zablokował Aarona Russella. Całkowicie zagubiony był środkowy Wout D’Heer, który ani nie czytał gry, ani nie serwował, ani nie zdobywał punktów. W drugiej partii trener Giampaolo Medei w końcu stracił cierpliwość i posadził go na ławce rezerwowych.
Gospodarze od pierwszej piłki trzymali wysoki poziom. Nie mieli słabych punktów. Przyjezdni walczyli, mocno atakowali Nikołow i Bottolo. W końcu jednak zostali złamani. Pierwszy cios wyprowadził Mateusz Bieniek. Zaserwował asa, dając swojej drużynie prowadzenie 21:19. Jurajscy Rycerze nie oddali go do końca, a decydujący punkt wywalczył wprost z zagrywki Jurij Gładyr.
Wygrana partia napędziła jeszcze Zawiercian. W każdym elemencie o klasę przewyższali wicemistrzów Włoch, którzy całkowicie „pękli”. Ich gra się załamała. Nawet Nikołow był bezradny, a bez swojego lidera, pozostali gracze nie potrafili złapać rytmu i podjąć walki z gospodarzami. Popełniali proste błędy. Mylili się w ataku, brakowało zrozumienia i komunikacji. Gdy przewaga Zawiercian urosła do siedmiu „oczek” (11:6) zaczęło się odliczanie do Final Four. Wrzawa rosła z każdym zdobytym punktem. W końcu po zepsutym serwisie przez Noa Duflosa-Rossiego kibice mogli dać upust swojej radości.
Aluron CMC Warta jest drugim polskim zespołem, który awansował do turnieju finałowego. Wcześniej uczynił to PGE Projekt Warszawa.
Dalsza część meczu była formalnością, ale i w grze rezerwowych górą byli gospodarze.
ZAWIERCIE: Tavares Rodrigues, Russell (5), Bieniek (5), Bołądź (10), Kwolek (8), Gładyr (4), Popiwczak (libero) oraz Zniszczoł (1), Czerwiński (6), Nowosielski (1), Markiewicz (3), Ogórek (libero), Ensing (5), Łaba (5). Trener Michał WINIARSKI.
CIVITANOVA: Boninfante, Bottolo (10), Gargiulo (2), Loeppky (3), Nikołow (8), D’Heer, Balaso (libero) oraz Ordona (1), Bisotto (libero), Hfaiedh (2), Koukartsev (4), Podrascanin (8), Duflos-Rossi (2), Tenorio Capeloci (6). Trener Giampaolo MEDEI.
Sędziowali: Erdal Akinci (Turcja) i Risto Strandson (Estonia). Widzów 3100.
Przebieg meczuI: 9:10, 14:15, 20:19, 25:22.
II: 10:3, 15:8, 20:14, 25:18.
III: 8:10, 14:15, 17:20, 26:24.
Bohater – Bartłomiej BOŁĄDŹ.
Pierwszy mecz 3:0. Awans Aluron CMC Warty.
(mic)
