POD SZATNIĄ
◼ Marcin LIJEWSKI ◼ Arkadiusz MORYTO ◼ Maciej GĘBALA
Trenera Marcina Lijewskiego i jego asystentów czeka dogłębna analiza tego, co się stało w Herning. Fot. Adam Warżawa/PAP
◼ Marcin LIJEWSKI: - Na tym turnieju prześladują nas błędy techniczne. Z Niemcami było ich mniej i tamten mecz dobrze wyglądał, a tym razem już w pierwszej połowie było ich około 10. Na tym poziomie, z jakimkolwiek przeciwnikiem, przy takiej liczbie pomyłek trudno o korzystny wynik. Mieliśmy szanse w drugiej połowie, ale powietrza starczyło nam na 20 minut. Ta porażka boli, tym bardziej że byłem przekonany, że sobie poradzimy. Niestety, nie wszyscy byliśmy w stanie dać z siebie wszystko, wielu z nas nie było na tym poziomie co zwykle. Michał Olejniczak w ataku więcej zepsuł niż dokonał, a nie takie były plany. Miał biegać do kontr i wykorzystywać powolny powrót Szwajcarów do defensywy... Musiałbym jednak najpierw zobaczyć ten mecz, by cokolwiek powiedzieć. Patrząc na warunki jakie mamy, zrobiliśmy wszystko co mogliśmy... Arek Moryto bodaj w pierwszej akcji podkręcił kostkę i za bardzo w tym spotkaniu nam nie pomógł. Kamil Syprzak jest jednym z naszych najmocniejszych zawodników i będąc trenerem rywali zrobiłbym wszystko, żeby go wyłączyć z gry. Mimo wszystko liczyliśmy, że uda nam się wykorzystać jego umiejętności oraz warunki fizyczne, ale Szwajcarzy na niewiele mu pozwolili. Poza tym na prawej stronie rozegrania nie mamy zagrożenia rzutowego i jedynie grający na lewej stronie Damian Przytuła kilka razy trafił z dystansu. Mogliśmy zagrać na dwóch obrotowych, ale też - mówiąc troszeczkę złośliwie - na dwóch bramkarzy... Wariantów było sporo, lecz tydzień treningów to za mało, by je przygotować.
◼ Arkadiusz MORYTO: - W naszej grze było dużo nerwów i błędów, zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy rywalom wychodziło prawie wszystko, a nam w zasadzie nic. Na początku drugiej połowy Szwajcarzy powiększyli przewagę do 6 bramek. Walczyliśmy, żeby ich dogonić, ale w końcówce chyba zabrakło nam sił. Myślę, że o wyniku zadecydowała przespana przez nas pierwsza połowa. Teraz przenosimy się do Chorwacji, gdzie powalczymy o Puchar Prezydenta IHF, a naszą największą mobilizacją będzie - jak zawsze - gra z orzełkiem. Cele i marzenia przed mistrzostwami były inne. Chcieliśmy znaleźć się w rundzie głównej, ale realia są takie, że teraz stawką jest wspomniany Puchar Prezydenta. Czeka nas dzień odpoczynku i podróży, a od wtorku kolejne mecze.
◼ Maciej GĘBALA: - Żeby myśleć o zwycięstwie, przez 60 minut meczu można popełnić maksymalnie 8 błędów. My mieliśmy ich 15 czy 20 i rywale z nich skorzystali, wyprowadzając kontry, przy których nie byliśmy w stanie wrócić do obrony, nie mówiąc o właściwym ustawieniu. Lenny Rubin to świetny zawodnik, ale nie pozwoliliśmy mu rzucić zbyt wielu bramek. Sporo jego prób było niecelnych, zablokowanych. Pod tym względem mogło być jeszcze lepiej, bo on ma tylko zwód w prawą stronę. Raz go złapałem, przewróciłem się i dostałem 2 minuty za symulowanie. Brakowało nam jakości w pomaganiu, żeby go zatrzymać. Gdy wygrywał jeden na jeden, to ta pomoc była zbyt płaska, nie utrudnialiśmy mu podań do koła i skrzydeł... Za nami trzy mecze, ale nie wszystko było w nich złe. Nie brakowało elementów, które zrealizowaliśmy, a mam na myśli chociażby grę obronną i postawę bramkarzy. Błędy, marnowane rzuty karne i niska skuteczność rzutowa nas jednak „dobiły”, lecz progres jest zauważalny. Gdyby mogli zagrać Szymon Sićko i Michał Daszek, pokonalibyśmy zarówno Czechów, jak i Szwajcarów.
(mha) -źródło ZPRP i TVP Sport
