Pod nadzorem...
Tyscy obrońcy tytułu mistrzowskiego odnieśli w pełni zasłużone zwycięstwo.
Bartłomiej Pociecha popisał się niezwykle precyzyjnym uderzeniem i na wagę cennych punktów. Fot. Mirosław Woźnik/PressFocus
TAURON HOKEJ LIGA
Tyszanie mają na celu zdobycie pierwszego miejsca w sezonie zasadniczym i zrobili kolejny kroku ku temu. Odnieśli dziewiątą wygraną z rzędu, tym razem na Stadionie Zimowym pokonali gospodarzy 4:1 i o wszystkim decydowały gole w przewadze.
Oba zespoły doskonale zdawały sobie sprawę z wagi tego spotkania. Miały ułożoną taktykę, czyli uważnie grać w obronie oraz przy każdej okazji oddawać strzał na bramkę. Początkowo nieco więcej inicjatywy wykazywali gospodarze, którzy rozpoczęli agresywnie i szukali okazji do zdobycia gola. Eriks Vitols, łotewski golkiper, spisywał się jednak bez zarzutu. Sporo składnych akcji nie kończyło się strzałami, jednak widowisko było niezmiernie ciekawe, bo szybkie akcje przemieszczały się z jednej strony na drugą.
Goście uzyskali prowadzenie w najmniej oczekiwany momencie. Na początku 11 min Mark Viitanen zdecydował się na uderzenie z dalszej odległości, zaś przed bramką Niilo Halonena skutecznie pracowali Bartłomiej Jeziorski i Filip Komorski. Nie jesteśmy w stanie wskazać czy jeden lub drugi zmienił lot krążka. Gola przypisano łotewskiemu napastnikowi z fińskim paszportem i tego się trzymajmy. Goście objęli prowadzenie, ale do końca 1. tercji trwała uporczywa walka o kolejną bramkę z jednych czy drugich. Gospodarze zjeżdżali na przerwę mocno niepocieszeni. Vitols zachował czyste konto, ale słowa uznania należą się obu drużynom za ciekawe widowisko.
W przerwie musiało dojść do ciekawych rozmów sztabów trenerskich. Rozpoczęło się wręcz bajecznie dla gospodarzy. Chmielewski, niewątpliwie pierwszoplanowa postać Zagłębia zaledwie po upływie 40 sek. doprowadził do remisu. Euforia w zespole i na trybunach. Radość nie trwała długo, bo Bartłomiej Pociecha, słynący z mocnego uderzenia z dalszej odległości, zdobył kolejnego gola,. Pociecha uderzał z daleka i krążek odbił się od słupka i wpadł do bramki. A potem jedni i drudzy starali się jak mogli, by zmienić rezultat, jednak bezskutecznie, bo obie drużyny nadzwyczaj się pilnowały. W końcu Filip Komorski wykorzystał liczebną przewagę i goście znaleźli w niezwykle komfortowej sytuacji.
Ostatnia odsłona toczyła się pod kontrolą gości i Mateusz Gościński trafił w przewadze. Na 7 min przed końcową syreną goście prowadzili 4:1 i wszystko było już rozstrzygnięte. Zwycięstwo GKS-u w pełni zasłużone, bo był lepszy, a przede wszystkim skuteczniejszy.
A teraz przed zespołami kolejne wyzwania. GKS Tychy podejmuje GieKSę, zaś Zagłębie jedzie do Karwiny.
Włodzimierz Sowiński
◼ ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Tychy 1:4 (0:1, 1:2, 0:1)0:1 – Viitanen – Komorski – Jeziorski (10:07), 1:1 – Chmielewski (20:49), 1:2 - Pociecha – Walli – Janik (24:01) 1:3 – Komorski – Łyszczarczyk – Viitanen (31:52, w przewadze) 1:4 – Gościński – Pociecha – Heljanko (52:49, w przewadze).
Sędziowali: Przemysław Gabryszak i Patryk Kasprzyk - Igor Dzięciołowski i Kacper Król. Widzów 2811.
ZAGŁĘBIE: Halonen; Ciura (2) – Sozanski, Naróg – Wanacki, Biłas – Kotlorz, Krawczyk (5+20); Piiponen (2) – Hämäläinen – Jokinen, Bernacki – Roine – Chmielewski (2), Brynkus – Alanen – Sirkiä (2), Nahunko – Kaczyński – Sołtys (2), Ciepielewski. Trener Matias LEHTONEN.
GKS: Vitols; Pociecha – Kovař (2), Kakkonen – Kaskinen, Bryk – Viinikainen (2), Walli; Heljanko – Kuru – Kerkkänen, Gościński – Paś (2) – Łyszczarczyk (6), Viitanen – Komorski (2) – Jeziorski, Janik – Kucharski – Drabik, Ubowski. Trener Pekka TIRKKONEN.
Kary: Zagłębie – 27 (kara meczu dla Krawczyka i2 tech.) min, GKS – 18 min.
