Pobici na rynku!
To była napaść na naszych piłkarzy! – grzmi prezes Remigiusz Jezierski po tym, jak agresywny mężczyzna zaatakował dwóch jego zawodników.
Wskutek otrzymanego uderzenia Patryk Sokołowski może już w tym sezonie nie zagrać! Fot. Gleb Soboliev/Press Focus
ŚLĄSK WROCŁAW
Sprawa dotyczy kapitana WKS-u Piotra Samca-Talara oraz pomocnika Patryka Sokołowskiego. W nocy z sobotę na niedzielę agresywny mężczyzna zaczepił obu zawodników, a następnie zaatakował. Samiec-Talar dostał w głowę, ale nic szczególnego mu się nie stało, natomiast Sokołowski ma złamaną żuchwę. Z tego powodu będzie pauzował przez kilka tygodni (mówi się o ok. sześciu), co może nawet oznaczać koniec sezonu w jego wykonaniu!
A o co właściwie poszło? Prawdopodobnie o... nic szczególnego. Piłkarze z racji przerwy na reprezentację dostali kilka dni wolnego. We Wrocławiu sobie na to zasłużyli, bo – uwzględniając w tym walkowera z Wisłą – zaliczyli cztery kolejne zwycięstwa i ostatnio wyjazdowy remis z Puszczą. W sobotę ok. dziesięcioosobową grupą postanowili wyskoczyć na miasto. Bawili się w swoim gronie, nie sprawiali problemów. Gdy Samiec-Talar i Sokołowski czekali na taksówkę, chcąc wrócić do domu, podszedł do nich mężczyzna, zapewne będący pod wpływem (nie wiadomo czego). Rozpoznał piłkarzy, a na pewno kapitana Śląska, bo zaczął go wyzywać, zaczepiać. Zawodnicy nie reagowali i tamten posunął się do agresji. Potwierdzają to świadkowie oraz nagranie z monitoringu. Wszystko działo się w okolicy wrocławskiego rynku, przy ul. Świętego Mikołaja (okolice lokalu Mañana).
Gazeta Wrocławska donosi, że „agresor nie jest związany ze środowiskiem kibiców Śląska. Słowa, jakie wypowiadał przed zaatakowaniem zawodników, zdawały się potwierdzać, że nie jest sympatykiem WKS-u” – cokolwiek to oznacza. Zapewne chodzi o to, że nie był to członek grup kibicowskich (czy chuligańskich) Śląska, bo - jak niestety wiemy z przeszłości – zdarzały się sytuacje, gdy agresywni kibole atakowali graczy swojego „ukochanego” zespołu. Jak przekazał dziennikarz Marcin Torz w mediach społecznościowych, napastnikiem miał być.... również zawodnik, tyle że amator, z A-klasowej ekipy z Brochowa!
– Wiemy o całym zajściu, rozmawialiśmy o tym wewnętrznie – cytuje prezesa klubu Remigiusza Jezierskiego GW. – Trzeba powiedzieć wprost: to była napaść na naszych piłkarzy. Jako Śląsk stanowczo potępiamy takie zachowania i wierzymy, że policja ustali sprawcę, a właściwe organy wyciągną konsekwencje. Nie mam pretensji do drużyny, że w czasie wolnym wyszła na miasto. Nasi piłkarze są tutaj ofiarami, a nie sprawcami zdarzenia, które nigdy nie powinno mieć miejsca – powiedział Jezierski. Klub wydał też w tej sprawie oświadczenie, ale nie będziemy go tutaj cytować, bo jak to z oświadczeniami bywa – niczyjego życia ono nie zmieni. W skrócie: Śląsk potępił zajście i okazał pełne wsparcie poszkodowanym piłkarzom.
