Po tym meczu ktoś będzie smutny
Rozmowa z Arturem Derbinem, trenerem KKS-u 1925 Kalisz, wychowankiem Zagłębia Sosnowiec
Artur Derbin emocjonalnie związany jest z Zagłębiem. Obecnie pracuje jednak w Kalisz. /Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
- W ostatnim czasie w ogóle sypiam dość dobrze. Klimat kaliski najwyraźniej mi służy, mimo że sytuacja KKS-u w tabeli wciąż nie wygląda różowo. Snu z powiek mi to jednak nie spędza, staram się jak najlepiej wykonywać swoje zadania. Przychodząc do Kalisza, zakładałem sobie, że nie można się za bardzo spinać, bo wiadomo jakie wyzwanie nas czeka. Takie usztywnianie zawodników byłoby najgorszym, co można byłoby zrobić. Ten spokój jest dla nas pewnego rodzaju ratunkiem. Dobre przygotowanie, organizacja, nastawienie, bazowanie na dobrych relacjach – wszystko to ma pomóc w utrzymaniu w 2. lidze.
Biorąc pod uwagę, gdzie drużyna była w momencie pana przyjścia, a jest teraz, to progres jest mocno widoczny.
- Dziękuję i powiem nieskromnie, że to się czuje. Pewnie jeszcze bardziej zasadne byłoby to pytanie skierować do zawodników, jakie są ich odczucia z tej współpracy. Ja ze swej strony mogę powiedzieć, że odczuwam dobrą energię. Czas na pewno nie jest naszym sprzymierzeńcem, ale też wiedziałem, na co się piszę. Działamy w myśl maksymy: „rób co możesz, tam gdzie jesteś, tym co masz”. Mam takie poczucie, że moja praca jest tutaj dobrze odbierana, widzę progres tego zespołu w organizacji gry. Trochę punktów też udało się uciułać, praktycznie w każdym meczu - poza ostatnim - strzelając gole, a trzeba pamiętać, że praktycznie w każdej kolejce gramy z drużynami, które w tabeli są wyżej od nas. Piątkowy mecz z Zagłębiem będzie pierwszym, w którym spotkamy się z drużyną równoległą punktowo. Wierzę, że energia, którą tak pielęgnujemy, pozwoli nam dowieźć temat do szczęśliwego końca.
Abstrahując od sytuacji w tabeli, to nie będzie dla pana zwykły mecz, biorąc pod uwagę jak ważnym klubem w pana życiu jest Zagłębie Sosnowiec…
- Wszystko się zgadza… (śmiech). Nigdy nie ukrywałem, że Zagłębie mam w sercu, jestem kibicem tego klubu i wychowankiem. Zaczynałem w nim jako zawodnik, później jako trener na szczeblu centralnym. W Zagłębiu dano mi szansę, za którą jestem bardzo wdzięczny. To w nim przeżywałem rozmaite sukcesy, ale również dramaty. Zawsze te okresy będę miło wspominał, do dziś jak tylko mogę, jestem na meczach Zagłębia, natomiast w obecnej sytuacji muszę zachować profesjonalizm. Ktoś mnie zatrudnił w Kaliszu i ktoś oczekuje ode mnie odpowiedniej jakości w prowadzeniu zespołu. Zaufano, że dam tej drużynie utrzymanie i moje nastawienie również jest bardzo profesjonalne. Wyjeżdżając na mecz do Sosnowca moją jedyną myślą będzie tylko to, jak wygrać. Pewnie, że chciałbym się spotkać z Zagłębiem w meczu o awans, ale rzeczywistość jest zupełnie inna. Ubolewam nad tym, ale muszę to zaakceptować. Na boisku niech wygra zespół, który bardziej będzie na to zasługiwał. Zresztą nie wszystko zależy od KKS-u czy Zagłębia. W grze o utrzymanie jest jeszcze Sokół Kleczew. Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy. Na pewno jest to dla mnie trudna sytuacja, ale muszę być profesjonalistą. Miejsce Zagłębia docelowo na pewno nie jest w tej lidze, dramatem byłby spadek do 3. ligi, ale myślę, że wcześniej czy później ten klub powróci na właściwą ścieżkę.
Życie trenerskie jest tak nieprzewidywalne i brutalne, że w piątek może pan definitywnie pogrążyć Zagłębie...
- Tak faktycznie może się stać. Mój dobry kolega Tomek Łuczywek, z którym razem odnosiliśmy sukcesy w słynnym zagłębiowskim trio (tym trzecim był Robert Stanek - przyp. red.), również będzie miał plan na ten mecz i na pewno mocno szykuje się na to starcie. Sytuacja jest taka, że komuś po tym meczu na pewno będzie smutno. Mam nadzieje, że KKS Kalisz będzie się cieszyć, ale jeśli Zagłębie przegra, to wewnętrznie pewnie będzie mi przykro… Nie chcę się jeszcze bardziej już teraz skupiać na tych emocjach.
Jako dziennikarz mogę zapytać, dlaczego w Zagłębiu jest tak źle, ale zrozumiem jeśli w obecnych realiach pan nie odpowie...
- To byłoby bardzo niezręczne z mojej strony, żeby o takich rzeczach teraz rozmawiać. Myślę, że w Sosnowcu włodarze już wyciągnęli wnioski z wielu przykrych doświadczeń ostatnich lat. Wydawać się mogło, że druga liga to najgorszy scenariusz, ale pojawiło się jeszcze widmo spadku do trzeciej. To na pewno jest przykre, bo miejsce tego klubu jest co najmniej w pierwszej lidze. Klub z wielkimi tradycjami, pięknymi obiektami i wielką siłą kibicowską. Trzymam za niego kciuki, ale w piątek będę reprezentował KKS Kalisz.
Śledzi pan zamieszanie z Wieczystą Kraków? To o tyle istotne, że jeśli się wycofa, to z drugiej ligi spadną nie cztery, a trzy drużyny…
- Wcześniej, jak te informacje się zaczęły pojawiać, to je śledziłem. Potem jednak pojawiło się dementi i po którejś z rzędu informacji nie zawracałem już sobie tym głowy. Oczywiście, można brać pod uwagę taki scenariusz, ale prawda jest taka, że nie chcemy skończyć na 15. miejscu, które obecnie zajmujemy. Chcemy mieć możliwość powalczenia o utrzymanie w barażach na boisku.
Rozmawiał Mariusz Rajek
7 PUNKTÓW zdobył KKS Kalisz w sześciu meczach pod wodzą Artura Derbina; bilans bramkowy 8:9.
