Po raz trzeci na szóstkę!

W niedzielę w Rosa Golf Club zakończył się turniej Rosa Challenge Tour. Wygrał Anglik John Gough, który przypieczętował zwycięstwo w absolutnie ostatnim momencie.

John Gough z trofeum Rosa Challenge Tour 2026

Decydujące sekundy. Zdjęcia Kasia Nieciak

Od 3 do 6 września Konopiska pod Częstochową, a dokładniej mówiąc mieszczące się tam zjawiskowe mistrzowskie pole golfowe, po raz trzeci gościły najważniejsze wydarzenie w Polsce. Turniej Rosa Challenge Tour jest częścią HotelPlanner Tour – cyklu będącego furtką do najlepszej europejskiej ligi - DP World Tour, przez lata znanej jako European Tour. W tegorocznej edycji wystąpiło 156 zawodników, wśród których pojawiły się też gwiazdy sprzed lat. W Polsce zjawiła się chociażby hiszpańska legenda europejskiego golfa - Álvaro Quirós, której caddiem był jego… dziesięcioletni syn. Duet ten absolutnie skradł serca kibiców przez dwa pierwsze dni turnieju. Pula nagród wyniosła 300 tysięcy euro, z czego 48 tys. dla triumfatora, wsparte jakże cennymi 320 punktami w rankingu Race to Mallorca.

Duńczyk zaatakował o świcie

Wszystko rozpoczęło się o siódmej w czwartek, kiedy to zawodnicy ruszyli do walki jednocześnie z pierwszego i dziesiątego tee, rywalizując w idealnej pogodzie. Doskonałe warunki bezbłędnie wykorzystał 28-letni Duńczyk - Victor Sidal Svendsen, który wykręcił fantastyczną rundę 62, z ośmioma birdie, jednym eagle’em i bogeyem. Gdyby nie to, że w turnieju obowiązywała zasada „pick&place”, pozwalająca na podniesienie piłki z fairwaya, oczyszczenie jej i odłożenie z powrotem, byłby to rekord pola. Victor prowadził jednym uderzeniem przed Anglikiem Haiderem Hussainem. Nie krył zadowolenia przebiegiem czwartkowej rundy: „Było dobrze – relacjonował. - Było bardzo przyjemnie. Bardzo dobrze uderzałem ironami. Utrzymywałem się w grze, uderzałem blisko flag i trafiłem kilka puttów. Jedyne, co mnie trochę rozczarowało, to to że czasami nie pozwalałem sobie na dobre uderzenia i wtedy właśnie zaliczyłem bogeya. Ogólnie rzecz biorąc, jestem bardzo zadowolony z dzisiejszego dnia”.

Jak dotąd nie był to dla niego łatwy sezon. W szesnastu startach w HotelPlanner Tour zaledwie sześć razy przechodził cuta, a jego najlepszym startem był Infortar Estonian Challenge, gdzie zajął siódme miejsce. Po pierwszej rundzie liczył na odmianę losu, próbując poprawić swoją pozycję w rankingu Road to Mallorca. „Pole jest takie samo, jak w ciągu ostatnich kilku dni. Greeny były nieco szybsze, ale bardzo miękkie. Celem jest utrzymanie się w grze, granie najlepiej, jak potrafię i kontrolowanie tego, co mogę, a reszta przyjdzie sama”.

Duet Anglików i hole-in-one

Angielski duet… Andrew Wilson i John Gough okupował trzecie miejsce z wynikiem -6, wyprzedzając o jedno uderzenie Austriaka Lukasa Nemecza, Holendra Wila Besselinga, Fina Tapio Pulkkanena i Szkota Ryana Lumsdena, którzy zajmowali piąte miejsce. Z grupy zajmującej ostatnie pozycje na podium polscy kibice dobrze kojarzyli zwłaszcza Fina, występującego w charakterystycznym kapelusiku, zaciekle walczącego z Adrianem Meronkiem na DP World Tour o swoje pierwsze zwycięstwo w tej lidze. Adrian wygrywał aż cztery razy na DP World Tour, a losy Pulkkanena tak jakoś się potoczyły, że powrócił na HotelPlanner Tour, znanego za czasów Adriana i Tapio, którzy również zaczynali w tej lidze, jako Challenge Tour.

Amerykanin Jhared Hack trafił tego dnia hole-in-one na siedemnastym dołku. Wypuszczając go jako starterka w piątek do gry, podpytałam o nieco więcej szczegółów, które okazały się dość intrygujące. Jak sam powiedział - to była jego piąta hole in one w turnieju zawodowym, a czternasta w ogóle!!! To absolutnie szokujące podsumowanie. Na Rosa Golf Club użył piątki iron, trafił w trzonek flagi, a piłka zjechała po nim prosto do dołka, nawet nie muskając trawy. Na moje pytanie - ile wygrał samochodów za te wszystkie HIO, tylko się uśmiechnął i odpowiedział, że… żadnego.

Polacy w kłopotach od pierwszych chwil

Niestety pierwszy dzień rywalizacji nie był dobry dla Polaków. Od samego początku wszystko wskazywało na to, że może powtórzyć się historia z dwóch poprzednich edycji turnieju, kiedy to żaden zawodnik z orzełkiem na piersi nie awansował do rund weekendowych. Z ośmioosobowej ekipy amatorów i zawodowców najlepszy rezultat uzyskał Nikolas Tymiński, co w tym wypadku oznaczało wynik +2 i 115. miejsce w klasyfikacji. Pocieszeniem, choć dość marnym, było to, że taki sam rezultat zajmowali jeszcze: zwycięzca Gradi Polish Open z poprzedniego roku - Szwajcar Cedric Gugler oraz dwaj przybysze z planety LIV Golf - ultrazdolny Amerykanin Celeb Surrat oraz Anglik John Catlin.

Catlin to ewenement w skali światowej. Najpierw dobrze radził sobie na DP World Tour, rywalizując tam też z Meronkiem. Później przez chwilę był w LIV Golf, z którego wypadł i powrócił na DP World Tour. W ubiegłym sezonie grał tam na tyle dobrze, że uzyskał kartę na PGA Tour. John postanowił jednak zagrać va banque. Zrezygnował z gry za Atlantykiem i wybrał LIV, którego przyszłość jest aktualnie… zagadką piramid, jak lubi określać tego typu zawiłe sytuacje pewien świetny polski golfista.

Turniejowi towarzyszyło wiele wydarzeń dodatkowych. W poniedziałek odbyły się dwa turnieje - dla osób z niepełnosprawnościami i juniorski pro-am. W środę amatorzy i zawodowcy połączyli siły w klasycznym pro-amie, a w czwartek, kiedy turniej główny się rozpędzał, odbyła się konferencja „GOLF DLA POLSKI – Gospodarka • Rozwój regionów • Sport • Zdrowie”. Spotkanie w Rosa Golf Club w Konopiskach zgromadziło przedstawicieli polskich i międzynarodowych organizacji golfowych, świata nauki, samorządów oraz branży turystycznej.

Szkot królem ciemności

Jak to zwykle bywa na turniejach liderzy lubią się tasować. W piątek na Rosie przez znaczną część dnia na prowadzeniu mościł się Francuz Julien Brun, który w 2020 roku triumfował w Gradi Polish Open, teraz posiadający trzy triumfy na Challenge Tour, w tym pierwszy zdobyty w 2015 roku jako amator. Kiedy już prawie wszystko było jasne, w zapadających ciemnościach grający w ostatniej grupie z dziesiątego tee Szkot Ryan Lumsden wyprzedził Francuza jednym uderzeniem i wyszedł na samodzielne prowadzenie, notując dwie rundy równe jak pas startowy lotniska Radom. Lumsden wiedział doskonale, jak pozytywny wynik w Polsce może wpłynąć na cały sezon. Turniej na Rosie umieszczony jest co roku w kluczowym momencie walki o pozycję w rankingu Road to Mallorca, jednak lider na półmetku turnieju starał się nie wywierać presji na samego siebie. To bardzo trudne, co później potwierdziło się również na Rosie .„Myślę, że sama gra w golfa jest w porządku. Uderzałem dobrze, dobrze puttowałem na treningach, robiłem wszystko dobrze. Mam wrażenie, że wcześniej za bardzo się przejmowałem, za bardzo chciałem, ciągle stawiałem się w dobrych pozycjach i w pewnym sensie sam sobie przeszkadzałem. I tak naprawdę to wynik zmiany perspektywy w tym tygodniu - mówił po 36 dołkach Lumsden. - Wiecie, gra wygląda tak już od sześciu tygodni, ale teraz jest trochę więcej akceptacji, trochę więcej beztroskiego golfa i po prostu nie traktuję go tak poważnie i tak intensywnie. Myślę, że to jest cała różnica, po prostu brak oczekiwań. Wiesz, możesz wyjść i zagrać świetnie, możesz wyjść i zagrać słabo. To właściwie nie ma znaczenia. Wychodzisz, robisz, co możesz, a ja skończę tam, gdzie skończę, ale wiesz, bez oczekiwań i tak właśnie do tego podejdziemy”. Trzecią pozycją dzielili się: Anglik Andrew Wilson oraz duński duet - Kristan Hjort Bressum i lider po pierwszym dniu - Victor Sidal Svensen. Na szóstej pozycji było pięciu zawodników z -7.

Niestety spełnił się czarny scenariusz i znowu dwa ostatnie dni turnieju przebiegały bez udziału Polaków. Do rywalizacji stawiła się bojowa ósemka reprezentantów Polski i nikt z nich nie przeskoczył nad linią cuta, która tym razem wynosiła -1. Najlepsze wyniki uzyskali Nikolas Tymiński i Maksymilian Biały. Obaj zakończyli 36 dołków z +3. Tymiński zagrał rundy 72 i 71, natomiast Biały po czwartkowym 74, w piątek zanotował bardzo dobre 69 uderzeń. W turnieju zagrali również Antoni Fijałkowski, Jan Pyla, Michał Bargenda, Konstanty Łuczak, Jan Rybczyński i Oskar Zaborowski. Choć polskich zawodników nie zobaczyliśmy w dwóch finałowych rundach, start na Rosie był dla nich okazją do rywalizacji w międzynarodowej stawce zawodników HotelPlanner Tour i zdobywania doświadczenia.

Anglik i Irlandczyk na czele

W sobotę na polu Rosa Golf Club w Konopiskach karty rozdawał porywisty wiatr, zmuszając zawodników do improwizacji i walki o przetrwanie. Trzecia runda przyniosła spore przetasowania w czołówce. Anglik John Gough rzucił się w heroiczną pogoń za rywalami, choć sam początek dnia akurat na to nie wskazywał. Wystartował ze stratą aż siedmiu uderzeń do dotychczasowego lidera - Ryana Lumsdena. Zaczął od bogeya na pierwszym dołku, ale później po prostu szalał. Zanotował kapitalną serię pięciu birdie na sześciu dołkach, kończąc sobotę ze znakomitym wynikiem 64 (-6) i awansując na pozycję współlidera. Przed turniejem zajmował siedemnaste miejsce w rankingu Road to Mallorca. Dobrze wiedział, że dobry rezultat na Rosie pozwoliłby mu awansować do pierwszej piętnastki dającej awans do wyższej ligi. „Bardzo podoba mi się to pole, w zeszłym roku osiągnąłem tu dobry wynik. Wczoraj nie poszło mi zgodnie z planem, ale teraz jesteśmy w dobrej sytuacji. Mam nadzieję, że swoją złą rundę mam już za sobą. Jeśli zagram tak jak dzisiaj, jutro może być całkiem nieźle” - prorokował jak się wkrótce okazało zwycięzca.

Irlandczyk Mark Power wydaje się mieć adekwatne nazwisko do możliwości. Swoją moc pokazał zwłaszcza na widowiskowej piętnastce par 4, którą zdecydował się grać na skróty, prosto na majaczący za wodą green. Co prawda udało mu się to dopiero za drugim podejściem, posyłając tam piłką prowizoryczną, ale wylądował wtedy bezpośrednio na greenie, kilka metrów od flagi! Wyglądało to superspektakularnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że każdy śmiałek decydujący się na taką opcję, musi zagrać dosłownie trzysta metrów nad małym Balatonem, zlokalizowanym w sercu Konopisk. Znalazł swoją pierwszą piłkę w krzakach po prawej stronie, wyszarpał ją stamtąd, później zagrał na green i jednym puttem uratował para. Gdyby oceniano widowiskowość, dostałby maksymalną notę. Runda 68 pozwoliła mu dołączyć do Gougha z łącznym wynikiem -9. „Wiatr był trudny – relacjonował Mr. Power. - Był porywisty, więc po zagraniu musieliśmy liczyć się z tym, że wiatr może złapać piłkę. Trudno było dziś grać perfekcyjnie, ale dałem radę. Naprawdę zaakceptowałem te warunki, bo trzeba uderzać mocno. Jeśli jutro znowu będzie wiało, będę zadowolony. Dobrze uderzam piłkę, więc nie ma powodu, dla którego nie miałbym tego kontynuować. Czuję, że moja gra jest na swoim miejscu, naprawdę starałem się to robić w tym tygodniu, żeby stawić czoło wyzwaniom. Starałem się grać trochę agresywniej, akceptować dyskomfort i starać się wciskać pedał gazu do podłogi”. Szkot Ryan Lumsden, który prowadził na półmetku turnieju, mocno odczuł trudne sobotnie warunki i spadł w klasyfikacji na trzecie miejsce z wynikiem -8. Pozycję tę wraz z nim zajmowali jeszcze Anglik Andrew Wilson, Francuz Julien Brun i Duńczyk Victor Sidal Svendsen - lider po pierwszym dniu. Na miejscu siódmym plasowali się Tapio Pulkkanen, Anglik Callum Tarren, Niemiec Philipp Katich i Norweg Kristan Hjort Bressum. W finałową niedzielę finałową grupę stworzyli Gough, Power i Wilson. Dwóch z nich następnego dnia stoczyło ze sobą zacięty bój.

Pasjonujące angielskie starcie

To była piękna niedziela w Konopiskach z niemal wymarzoną pogodą na grę. Zaczęło się dość pochmurnie, ale chwilę później słońce już rządziło w Rosa Golf Club. Podobnie jak w sobotę rześko zawiewało, co sprawiało tylko, że rywalizacja była naprawdę pasjonująca. Mnóstwo kibiców, podążających w zdecydowanej większości za grupą finałową, miało prawdziwą ucztę. Do samego końca pachniało dogrywką, jednak John Gough utrzymał nerwy na wodzy i na osiemnastce dowiózł wygraną do mety. John grał w całym turnieju w kratkę. W czwartek było 64 uderzenia. Dzień później zupełnie nie przypominał samego siebie, kończąc dzień z katastrofalną rundą 73, która zepchnęła go w odmęty klasyfikacji. W sobotę zebrał się w sobie i ponownie wykręcił 64, wdrapując się na pozycję współlidera. „Jestem w siódmym niebie, że to zrobiłem – powiedział po zwycięstwie. - Naprawdę mi się tu podoba. Końcówka była trochę stresująca, ale jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się to zrobić”. W finale Gough kontrolował swoją grę, a runda 67 pozwoliła mu z wynikiem -12 wygrać z przewagą jednego uderzenia przed Andrew Wilsonem, który do ostatniego momentu walczył o dogrywkę. Na siedemnastce John wybronił par bardzo trudnym puttem, kiedy wszystko wskazywało na to, że dwaj Anglicy zrównają się na prowadzeniu. Na osiemnastce było podobnie - jako ostatni puttował Gough i znowu wymagającym zagraniem lekko z góry z więcej niż komfortowej odległości wywalczył swoje drugie zwycięstwo na HotelPlanner Tour. „Trafiłem dwa ładne putty pod koniec, co było zdecydowanie potrzebne”.

Tydzień wzlotów i upadków

Andrew Wilson zanotował identyczną rundę jak John Gough, co zagwarantowało mu „zaledwie” drugie miejsce. „Ten tydzień był naprawdę pełen wzlotów i upadków – kontynuował zwycięzca. - W czwartek i sobotę grałem naprawdę dobrze i zawsze miło jest być w finałowej grupie, ale na początku dnia było bardzo tłoczno. Spojrzałem na tabelę wyników i wiedziałem, że to było tylko kilka strzałów i miło było mieć wtedy Andy'ego w mojej grupie, bo naprawdę się uzupełnialiśmy. Należą mu się brawa za to, że grał tak dobrze”. Idący z nimi w jednej grupie Mark Power w niedzielę stracił swoją moc z soboty, a nawet można śmiało stwierdzić, że zupełnie wyładowały mu się akumulatory. Zagrał dwa double, dwa birdie i bogeya i z trzaskiem spadł z samego szczytu na pozycję… piętnastą! Nie błyszczał również Szkot Ryan Lumsden, który przecież prowadził na półmetku zawodów. Zaczynając niedzielę na trzecim miejscu spektakularnie pikował, po rundzie +4 kończąc wszystko na pozycji 18. Dzięki polskiemu zwycięstwu Anglik awansował na piąte miejsce w rankingu ligi i praktycznie zapewnił sobie przed końcem sezonu awans na DP World Tour. Wcale nie zamierza jednak zwalniać tempa. „Oczywiście, że to bardzo mi pomaga. Wciąż mam jednak wiele do rozegrania. Myślę, że tego potrzebowałem, przez jakiś czas miałem chwilowy zastój w grze. Grałem dobrze, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów. Kiedy grasz dobrze, musisz to wykorzystać w pełni i mogę to udowodnić dwoma zwycięstwami w tym roku. Byłem niestabilny, ale kiedy grałem dobrze, osiągałem dobre wyniki”. Francuz Julien Brun zaliczył 69 uderzenia, co z wynikiem -9 pozwoliło zająć trzecie miejsce, wyprzedzając o jedno uderzenie Niemca Hurly’ego Longa i Anglika Calluma Tarrena, którzy uzyskali odpowiednio 67 i 69 uderzeń, dzieląc czwarte miejsce. Wisienką na torcie była druga hole-in-one. W niedzielę sztuki tej dokonał Francuz Julien Sale, na czwartym dołku, z niemal 160 metrów, używając dziewiątki żelaza. Wydatnie pomogło mu to w zakończeniu turnieju na dzielonym szóstym miejscu z wynikiem –7.

Rosa zawsze na medal

Turniej na Rosie ponownie wyprzedził wszelkie oczekiwania, swoją atmosferą, genialną organizacją, spektakularnym polem, nieocenionymi wolontariuszami i tabunami kibiców - zwłaszcza w weekend z prawdziwą kumulacją w niedzielę. Bardzo wiele wskazuje na to, że za rok spotkamy się na czwartej edycji tego największego golfowego wydarzenia w Polsce, by ponownie z bliska obserwować zawodowy golf na fantastycznym poziomie.

„Tegoroczna, trzecia już edycja turnieju Rosa Challenge Tour zgromadziła ponownie najbardziej perspektywicznych światowych graczy, jak również doświadczonych i utytułowanych mistrzów. Organizacyjnie turniej przebiegł bardzo sprawnie, chociaż mieliśmy kilka nowych wyzwań, które pojawiły się po raz pierwszy. Szkoda, że ponownie nasi reprezentanci nie zagrali w rundach finałowych, ale doświadczenie, które zdobyli będzie procentować w przyszłości. Cieszę się, że kolejny raz udało się zorganizować turniej osób z niepełnosprawnościami oraz juniorski PRO AM. Do zobaczenia w przyszłym roku” - podsumowywał Łukasz Tomkiewicz, wiceprezes PGA Polska i właściciel V5 Group - współorganizatora turnieju. W ceremonii finałowej i wręczeniu nagrody zwycięzcy uczestniczyli Szymon Midera, Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego, Chris Wallace, Dyrektor Turnieju Rosa Challenge Tour, Piotr Owczarek, Prezes PGA Polska, Radosław Frańczak, Prezes Polskiego Związku Golfa oraz Łukasz Tomkiewicz i Arkadiusz Muś, właściciel Rosa Golf Club oraz firmy Press Glass. Uroczystość poprowadził Marek Sokołowski – Honorowy Członek PGA Polska. Partnerem Głównym tegorocznego Rosa Challenge Tour był PKO Bank Polski, a współpraca przy turnieju stanowi część szerszego zaangażowania banku w rozwój i popularyzację golfa w Polsce. Podczas wydarzenia jednym z centralnych punktów przestrzeni dla kibiców była strefa PKO Banku Polskiego, inspirowana charakterystyczną warszawską Rotundą. Obecność Banku na Rosie łączyła tym samym wsparcie zawodowego golfa z działaniami przybliżającymi tę dyscyplinę szerszej publiczności.

Uczta dla kibiców

Do Rosa Golf Club tłumnie przybyli kibice, którzy z bliska obserwowali rywalizację zawodników i towarzyszyli im podczas kolejnych rund turnieju. Na gości czekały również przygotowane strefy i aktywności związane z golfem. W strefie kibica można było spróbować gry pod okiem profesjonalnych instruktorów, skorzystać z symulatorów, putting greenu i strefy do chippingu. W programie znalazły się również profesjonalny fitting sprzętu, strefy partnerów oraz przestrzenie przeznaczone do odpoczynku i spotkań. Trzecia edycja Rosa Challenge Tour po raz kolejny połączyła zawodowy sport z możliwością poznania golfa z bliska. Przez cztery dni Rosa była miejscem sportowych emocji, spotkań i aktywności skierowanych zarówno do doświadczonych golfistów, jak i osób, które dopiero chciały poznać tę dyscyplinę. Turniej został dofinansowany ze środków budżetu państwa, których dysponentem jest Minister Sportu i Turystyki. Organizatorami wydarzenia byli Press Glass Holding SA, V5 Group i HotelPlanner Tour.

Dziennik „Sport” był patronem medialnym turnieju, codziennie relacjonując na gorąco to,co działo się w Konopiskach oraz uwijając się podczas przeprowadzania dynamicznych wywiadów, których gwiazdą była Gloria, wspierana przez swojego brata Wiktora i tatę Ryszarda. Pisząca te słowa każdego wieczoru rozgrzewała do czerwoności klawiaturę, tworząc wcale nie mniej dynamiczne raporty.

Już czekamy na kolejną edycję.

Kasia Nieciak

John Gough i Andrew Wilson znają się nie od dziś.

John i jego trofeum w kształcie kropli rosy.

Nerwowa końcówka.

Uczta dla kibiców.

Antek Fijałkowski - jedna z nadziei polskiego golfa i najmłodszy zawodnik w stawce.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się